czwartek, 8 lutego 2018

63. Grom z jasnego nieba


— Nie wierzę, że to już jutro. Wydawało się, że jest tak dużo czasu, a jutro o tej porze będzie po wszystkim.
Trajkotała jak najęta Dafne, krążąc po pokoju Hermiony. Przysłali ją tu panowie, aby ponagliła pannę Riddle, która spóźniała się całe dwie minuty. Niemal cały Slytherin chodził niezdrowo pobudzony z powodu jutrzejszego meczu z Gryffindorem. Miał on rozstrzygnąć, który dom zdobędzie Puchar Quidditcha. Czemuś takiemu musiały towarzyszyć wielkie emocje, ale nie w przypadku Hermiony, która spokojnie kończyła się ubierać w garderobie. Prawdę powiedziawszy, miała już serdecznie dość tych finałów. Treningi wznowiono osiem tygodni temu, ale ostanie dwa były nie do zniesienia. Cała banda nie mówiła o niczym innym jak o tym meczu. Nie raz zdarzyło jej się nawrzeszczeć na Malfoya za to, że nawet gdy nie wyciąga jej na treningi, swoim gadaniem o nich przeszkadza jej w tłumaczeniu, a tak niewiele zostało i czuła, że jest już blisko. Zbliżała się do schyłku istnienia plemienia Ludzi Lasu. Natknęła się nawet na wzmiankę o mędrcach, którzy podjęli się zebrania mądrości pokoleń. Ten zbiór to musiała być Księga Ludzi Lasu. Hermiona z niecierpliwością wyczekiwała innych informacji o niej. Teraz jednak liczył się tylko Quidditch.
— Jesteś już gotowa?
Niecierpliwiła się Dafne, tylko potwierdzając myśli Hermiony.
— Możemy iść.
Oznajmiła w końcu ku radości Dafne Hermiona. Ta pierwsza niemal w podskokach ruszyła do salonu, zostawiając nieco w tyle swoją towarzyszkę.
— W końcu, musimy iść. Co ty tam tyle robiłaś? Do biblioteki wyszykowałabyś się w sekundę.
Tak oto powitał swą dziewczynę zniecierpliwiony Draco, podnosząc się z oparcia kanapy.
— Spóźniłam się trzy minuty, więc nie rozumiem, po co ta histeria.
— Tyle że każdy był tu przed czasem.
Oznajmił Zabini, który również aż palił się do treningu. Hermiona miała ochotę się po prostu roześmiać. Oni wszyscy powariowali, ale wiedziała, że to już nie czas na ratunek. Jedyna opcja to pozwolić im na to szaleństwo.
— To chodźmy na ten trening.
Niespodziewanie Hermionie odpowiedziały bojowe okrzyki, po czym cała drużyna wraz z kibicami ruszyli na boisko. Hermiona szła nieco za zawodnikami, nie chcąc się przepychać przez ten oszalały tłum. Na korytarzu jednak niespodziewanie ktoś do niej dołączył.
— Cześć.
— Cześć, Wiliam. Nie wiedziałam, że ty też zaliczasz się do tych zapaleńców.
Hermiona wskazała na Ślizgonów skandujących bojowe hasła, które miały zagrzewać zawodników do walki.
— Ależ skąd, Tracey nalegała, żebym obejrzał z nią trening, więc jestem.
— Znam to, gdyby nie Draco też by mnie tu nie było. Fajnie, że tak dobrze się dogadujecie z Tracey.
Wyznała Hermiona, która naprawdę się cieszyła z rosnącej zażyłości tej dwójki. Od zawsze gdzieś z tyłu głowy miała, że odbiła Davis Dracona. Każdy wiedział, że Malfoy i tak nie zamierzał się z nią wiązać, ale niesmak pozostał. Czuła się lepiej, wiedząc, że Tracey również zaczęła układać sobie życie.
— Tak, to naprawdę niezwykła dziewczyna, a przy bliższym poznaniu jeszcze zyskuje.
Hermiona nie zdążyła odpowiedzieć, ponieważ nagle znikąd pojawili się przy ich Draco i Tracey. Spojrzeli najpierw na siebie, lecz to było zbyt niezręcznie, więc skupili uwagę na swoich towarzyszach.
— Wszędzie cię szukałam, Wiliam. Już myślałam, że się rozmyśliłeś.
Powiedziała z uroczym uśmiechem Tracey, choć nieco minęła się z prawdą. Przez cały czas miała Wiliama na oku, lecz gdy ujrzała przy nim Riddle, postanowiła do nich dołączyć. Z powodu wcześniejszych doświadczeń tym razem postanowiła dmuchać na zimne i jej nie lekceważyć. To prawda, że postanowiła utrzymywać z nią poprawne stosunki, ale kolejnego chłopaka nie zamierzała jej odstąpić.
— A ty gdzie się gubisz, mała? Ktoś mnie musi zagrzewać do walki.
Mówiąc to, Draco zarzuciła Hermionie na szyję swój szalik, po czym ujął ją za rękę. Nim ta zdążyła cokolwiek powiedzieć, poprowadził ją na początek korowodu, uprzednio rzucając Wiliamowi groźne spojrzenie. Pogawędek się skubańcowi zachciało z jego małą. Davis mu nie wystarcza? Niech się lepiej nią zajmie, skoro tak cudowanie im się układa.
— Co ty robisz?
Zapytała w końcu Hermiona, widząc zaciętą minę Dracona. Co go w ogóle ugryzło? Odpowiedź otrzymała bardzo szybko.
— Czemu ty rozmawiasz z tym Marsonem?
— Tylko mi nie mów, że jesteś zazdrosny. Rozmawialiśmy o Tracey.
— Nie jestem zazdrosny.
Kłamał. Nic nie mógł poradzić, że gdy widział tego Wiliama przy Riddle, zapalała mu się czerwona lampka. On był tak irytująco grzeczny, ułożony, kulturalny, że aż człowieka krew zalewała. Gdyby nie zagadywał Hermiony, nic by do niego nie miał, ale tak znalazł się na jego czarnej liście.
— Chciał być tylko miły, więc daj sobie już spokój.
Hermiona z anielską cierpliwością po raz kolejny tłumaczyła Draconowi to samo. Czemu nic nie docierało do tej jego pustej głowy? Coś mu się w niej uroiło i uparcie się tego trzymał, choć nie miał ku takiemu zachowaniu żadnych podstaw.
— Też chciałem kiedyś być dla ciebie tylko miły.
Hermiona w końcu nie wytrzymała i zaczęła się śmiać.
— Ty miły? Chyba ci się coś przyśniło.
Draco spojrzał na nią, udając urażonego, lecz było widać, że przestał się już dąsać. Riddle miała rację, po co on się przejmuje jakimś tam grzecznym Wiliamem, skoro ona wybrała jego. Zresztą jak wiadomo, Hermiona wolała blondynów. Draco nie miał czasu dłużej się nad tym rozwodzić, ponieważ dotarli na miejsce. Pospiesznie pożegnała się z Hermioną i wraz z resztą drużyny udał się do szatni. Ta z kolei ruszyła na swoje stałe miejsce na trybunach. Tuż przed rozpoczęciem treningu dołączyła do niej Dafne.
— Czuję, że wygrają. Są świetnie przygotowani, chociaż Gryfoni też mają swoje plusy.
Zaczęła mówić Dafne, gdy zawodnicy pojawili się na boisku. Hermiona wiedziała, że tak będzie wyglądał cały trening.
— Wygrają lepsi.
— Nie zawsze, czasami jeden zawodnik albo łut szczęścia potrafią przesądzić o wyniku meczu. Teodor uważa tak samo, dlatego stara się przygotować chłopaków na wszystko.
— Skoro już o Teodorze mowa, to jak wam się układa?
Ten temat interesował Hermionę znacznie bardziej. Kibicowała tej dwójce od dawna, więc liczyła, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Na to pytanie Dafne zarumieniła się lekko, co Hermiona uznała za dobry znak.
— Dobrze, znaczy tak myślę. To wszystko jest takie nowe.
Jej relacja z Teodorem nie zmieniła się jakoś drastycznie, ale odczuwała nawet te drobne zmiany. Zaczął ją komplementować, czym niejednokrotnie ją zawstydzał. Coraz częściej zdarzało mu się złapać ją za rękę, czy to przy wspólnej nauce, czy gdy po prostu obok siebie siedzieli. Kilka razy nawet ją objął i to nie tylko wtedy, gdy byli sami. Czuła się bardzo szczęśliwa, ponieważ nie utraciła nic z ich dawnej relacji, a jedynie zyskała. Coraz bardziej zakochiwała się w chłopaku, który stał się również jej przyjacielem.
— Myślę, że będziecie wspaniałą parą.
Słowa Hermiony tylko powiększyły rumieniec Dafne. Z opresji wyratował ją Teodor, rozpoczynając trening, na którym skupiły się dziewczyny.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

Harry zmierzał do gabinetu dyrektora na ich kolejną lekcję. Dziś jednak był zdeterminowany, aby odbyła się ona na jego warunkach. Miał dość pozbawionych sensu strzępków przeszłości Voldemorta i powtarzania, jakim to nie jest Wybrańcem i niebawem zbawi ludzkość. Chciał rozmawiać o Hermionie. Albus musiał przestać mamić go jej wrodzonym złem, które płynęło w jej krwi. Ta sama krew płynęła w niej od zawsze, a jakoś nie przypominał sobie, aby przejawiała skłonności do okrucieństwa. Była to najłagodniejsza i najbardziej uczynna osoba, jaką kiedykolwiek poznał, co udowadniała każdego dnia. Nie potrafił sobie dłużej wmawiać, że jest potworem. Nie chciał tego dłużej robić, pragnął prawdy.
Dotarłszy do posągu, Harry dostrzegł, że przed chwilą ktoś go używał. Przyspieszył i w ostatniej chwili zdążył wskoczyć na początkowy schodek. Kucnął, aby osoba u szczytu go nie ujrzała. Dostrzegł fragment czarnej szaty i już wiedział, że to Snape. Szczęście mu dopisał. Bardzo chętnie posłucha rozmowy tej dwójki.
   Gdy schody się zatrzymały, Harry skulił się jeszcze bardziej, aby nikt z wnętrza gabinetu go nie dojrzał. Usłyszał pukanie, a potem skrzypienie zawiasów. Upewniwszy się, że drzwi ponownie się zamknęły, natychmiast do nich podszedł. Nagle doznał olśnienia, miał przy sobie pelerynę niewidkę. Natychmiast wyciągnął ją zza paska i na siebie zarzucił. Czuł się teraz o wiele pewniej. Nałożył na siebie zaklęci, które pozwoliło mu lepiej słyszeć, dziękując przy tym Merlinowi, że dyrektor nie wyciszył gabinetu.
— Witam, Albusie, wzywałeś mnie.
— Witaj, Severusie. Usiądź, musimy porozmawiać.
Snape zajął krzesło przed biurkiem, a Harry w napięciu czekał na to, co zaraz usłyszy.
— Jesteś moimi oczami i uszami w tej szkole. Zleciłem ci obserwowanie Hermiony Riddle, co więc wiesz.
— Dziewczyna niczym się nie wyróżnia. Jej codzienność to lekcje i  biblioteka.
— Te informacje są bezużyteczne. Ludzie zaczynają gadać. Fakt, że jest córką Toma, nie robi już na nikim większego wrażenia. Nawet najbardziej wiarygodne słowa z czasem tracą swą moc, gdy nie znajdują odzwierciedlenia w rzeczywistości.
— Ludzie zawsze gadają, zwłaszcza młodzi.
— Młodzi to nasza przyszłość, nigdy nie można ich lekceważyć. Potrzebujemy ich po naszej stronie, a zwłaszcza Harry’ego. To on jest symbolem okrucieństwa Toma. Nie możemy dopuścić do jego wątpliwości, a wiem, że je ma. Z Hermioną łączyło go wiele, ale te więzi muszą zniknąć.
Harry słuchał tego wszystkiego, nie potrafiąc wyjść z szoku. Nie poznawał człowieka, którego uważał za swojego mentora. To nie był dobroduszny Dumbledore, który wszystkich bronił i potrafił okazać serce nawet największemu wrogowi. Mężczyzna za drzwiami brzmiał obco, wręcz wzbudzał w nim pewne obawy. Poczuł się, jak przedmiot, o którym można decydować i zrobić z nim, cokolwiek się zechce. Słowa dyrektora były dalekie od troski, o której tak często mówił. Brzmiał raczej, jakby chciał go zmanipulować. Harry’emu bardzo nie spodobała się ta myśl. Czuł się skołowany, nie rozumiał, co się dzieje. Przecież znał Albusa, podziwiał go, sądził, że mu na nim zależy. Gdzie więc w tym wszystkim miejsce na to, o czym teraz mówił? Symbol okrucieństwa Toma? Zerwać więzi łączące go z Hermioną? W głowie Harry’ego nieproszona pojawiła się myśl, że złe zdanie Albusa o Riddle nie wynika z otrzymywania na jej temat nieprawdziwych informacji, lecz jego celowych działań. Nie chciał w to wierzyć. Nie chciał wątpić w człowieka, którego uważał za swojego opiekuna. Ziarno zostało już jednak zasiane.
— Czego ode mnie oczekujesz?
— Informacji, Severusie. Młoda Riddle nie może zrujnować kolejnego Pottera. Tym razem możemy nie mieć tyle szczęścia. Nie możemy sobie na to pozwolić…
Harry nie słyszał już nic, wzmianka o jego ojcu przysłoniła wszystko inne. Dlaczego Albus twierdził, że to Hermiona zrujnowała Jamesa? Przecież jego rodzice zginęli z rąk Voldemorta, który chciał zabić jego. Oddali za niego życie, a on stał się Wybrańcem. Gdzie w tym wszystkim miejsce dla Hermiony? Z tego, co się dowiedział, w chwili śmierci jego rodziców miała zaledwie cztery miesiące. Czemu takie dziecko mogło być winne?
Nagle przypomniała mu się jedna z rozmów z dyrektorem. Zapytał wtedy o powód, przez który Hermiona nie wychowywała się ze swoimi biologicznymi rodzicami.
„— Aby ją chronić, Harry. Tom tylko czekał na potomka, którego mógłby uczynić swoim następcą. Zakon nie mógł do tego dopuścić,  dlatego została mu ona odebrana i umieszczona u mugoli”.
Zakon porwał Hermionę. Zakon, czyli kto? Harry’emu nasuwała się jedna myśl, lecz była zbyt przerażająca, aby ją do siebie dopuścić. Co jednak innego mogło łączyć Hermionę i jego ojca? Harry czuł, jakby zawalił mu się cały świat. Niczego nie mógł być już pewien. Nie wyobrażał sobie Jamesa w roli porywacza, a jeśli nawet, dlaczego nikt mu o tym nie powiedział? Przecież miał prawo wiedzieć! Nic nie trzymało się już kupy. Wątpliwości, których tak obawiał się Albus, właśnie wybuchły w nim ze zdwojoną siłą. Po raz pierwszy zwątpił w Dumbledore’a. Zawsze wierzył mu w absolutnie wszystko, powierzył mu własne życie. Teraz zdał sobie jednak sprawę, jak niewiele wie o otaczającej go rzeczywistości.
Harry nie zamierzał tu zostać ani minuty dłużej. Chciał porozmawiać tylko z jedną osobą. Pospiesznie zszedł po schodach i wydostał się z przejścia. Zdjął z siebie niewidkę, gdy zniknął za zakrętem. Niemal biegł, tak silne targały nim emocje. Miał bardzo złe przeczucia i nie potrafił sobie z nimi poradzić.
Zszedł do Sali Wejściowej, już zmierzając ku lochom, gdy ją ujrzał. Właśnie weszła do szkoły wraz z drużyną i innymi Ślizgonami. Bez wahania ruszył ku nim. Zauważyli go niemal od razu i obserwowali zaintrygowani. Harry zastąpił im drogę, zatrzymując się przed Hermioną.
— Tobie się coś nie pomyliło, Potter?
Zapytał kpiącym tonem Draco, lecz Harry nawet na niego nie spojrzał. Jego wzrok utkwiony był w Hermionie, która od razu zauważyła, że stało się coś złego.
— Musimy porozmawiać.
— Co się dzieje?
Zapytała Hermiona, widząc niepokój Harry’ego. Wyglądał na zmartwionego, wręcz przestraszonego. Musiało się stać coś naprawdę złego.
— Proszę cię, musimy natychmiast porozmawiać.
W głosie Harry’ego dało się słyszeć niemal desperację. Hermiona to jedyna osoba w tym zamku, do której mógł się zwrócić o pomoc. Nie łudził się, że Dumbledore odpowie na jego pytania. Gdyby zamierzał wyznać mu prawdę, zrobiłby to już dawno.   
— Ty się nie zapędzaj, Potter, bo…
Zaczął Draco, lecz Harry niemal od razu wszedł mu w słowo.
— Rozmawiam z Hermioną, więc się nie wtrącaj.
Powiedział gniewnie Harry, który nie zamierzał wdawać się teraz w dyskusje z Malfoyem. Ta sprawa dotyczył wyłącznie jego i Hermiony.
— Posłuchaj, Bliznowaty…
— Draco, uspokój się.
Tym razem przerwała mu Hermiona. Być może popełniała błąd, ale nie potrafiła odmówić Harry’emu. Znała go na tyle, aby widzieć, że znajduje się w bardzo złym stanie. Nie potrafiła się od niego odwrócić w takiej chwili.
— Porozmawiajmy.
— Chodźmy do tej klasy.
Harry wskazał na znajdujące się po jego prawej drzwi i natychmiast ruszył w ich kierunku. Hermiona zamierzała uczynić to samo, lecz Draco złapał ją za rękę.
— Nie podoba mi się to.
Oznajmił autentycznie zaniepokojony. Potter zachowywał się jak obłąkany. Nie sądził, aby puszczanie z nim gdziekolwiek Riddle było dobrym pomysłem.
— Nic się nie dzieje. Będziesz tuż za drzwiami.
Uspokoiła go Hermiona, delikatnie uwalniając rękę z jego uścisku. Wiedziała, że Harry jej nie skrzywdzi. On tylko potrzebował pomocy.
Draco bardzo niechętnie odpuścił, patrząc, jak Hermiona dołącza do Potter i zamykają się za nią drzwi.
— Co się dzieje, Harry?
Zapytała, lecz Potter nie od razu odpowiedział. Wyciągnął różdżkę i rzucił na pomieszczenie zaklęcie wyciszające. Musiał zachować ostrożność. Już nikogo nie mógł być pewien.
— Musisz mi odpowiedzieć na jedno pytanie.
— Pytaj.
— Czy to mój ojciec porwał cię od twoich biologicznych rodziców?
Harry nie owijając w bawełnę, przeszedł do kwestii najbardziej go interesującej. Chciał zaskoczyć Hermionę, aby zobaczyć jej reakcję. Ona nie potrafiła kłamać. Zdradzała ją mimika i oczy.
— O-o czym ty mówisz?
Wydusiła z siebie Hermiona, czując narastającą w niej panikę. Skąd Harry o tym wiedział? Sądziła, że ta misja była ściśle tajna. Wiedzieli o niej tylko Albus, porywacze, jej rodzice i Severus, a od niedawna również ona. Żadna z tych osób nie powiedziałby jednak o tym Harry’emu.
— Podsłuchałem rozmowę Dumbledore’a ze Snape’em. Mówił, że zrujnowałaś mojego ojca.
Harry nie ukrywał niczego. Jedyne, o czym teraz myślał to prawda. Właśnie walił mu się świat. Tylko Hermiona mogła mu pomóc.
— Nie mam pojęcia, o co mogło mu chodzić.
— Nie jesteś ze mną szczera.
Hermiona zaczęła panikować. Coraz mocniej wykręcała sobie palce, nawet nie patrząc w stronę Harry’ego. Nie mogła mu powiedzieć prawdy, nie mając żadnych dowodów. Nie uwierzyłby jej albo – co gorsza –  zrobił to i wtedy naraziłby się na poważne niebezpieczeństwo. Harry bardzo często dawał się ponieść emocjom. Co więc by zrobił, gdyby się dowiedział, że jego mentor zabił mu rodziców? Albus w takiej sytuacji nie zawahałby się przed zrobieniem mu krzywdy. Rozumiała, że Harry chce poznać prawdę, ale dla niej liczyło się jego dobro.
— Harry, ja nie mogę ci pomóc.
— Nie możesz, czy nie chcesz?
— Nie mogę. To dla twojego dobra…
— Skąd ty możesz wiedzieć, co jest dla mnie dobre?
Zapytał z wyrzutem Harry. Sądził, że Hermiona go zrozumie. Sama przez całe życie żyła w kłamstwie. Powinna wiedzieć, jak ważne jest dla niego poznanie prawdy.
— Wiem, że mogłoby ci grozić niebezpieczeństwo.
— Nie obchodzi mnie to. Chcę wiedzieć, dlaczego zginęli moi rodzice!
Niemal łamiący się głos Harry’ego zmusił Hermionę, aby na niego spojrzała.  Był poruszony i zagubiony, a ona doskonale wiedziała, przez co teraz przechodzi. Tak samo czuła się, gdy Julianne i Tom oznajmili jej, że są jej prawdziwymi rodzicami. Tak bardzo chciała mu pomóc, jednak gdyby cokolwiek mu teraz powiedziała, zacząłby drążyć temat, aż w końcu stałaby mu się krzywda.
— Wybacz mi, Harry, nie mogę.
Zawód na jego twarzy niemal sprawił Hermionie ból. Pomimo tego wszystkiego, co ich poróżniło, w tej chwili był jej najlepszym przyjacielem, który cierpiał, a ona nic nie mogła na to poradzić. Ta bezsilność dobijała ją jeszcze bardziej.
— Możecie mnie wszyscy okłamywać, a ja i tak dowiem się prawdy.
Zawiedziony Harry skierował się do drzwi, lecz w ostatniej chwili zatrzymał go głos Hermiony.
— Harry, zaczekaj.
Przez chwilę się wahał, lecz ostatecznie ponownie spojrzał na Hermionę. Patrzyła na niego ze współczuciem, ale i zrozumieniem.
— Powinieneś porozmawiać z Syriuszem.
Tylko tyle mogła zrobić. Chrzestny Harry’ego wiedział dość, aby mu pomóc. Zdawał sobie również sprawę, że Albusa nie można lekceważyć i był w stanie opanować chrześniaka na tyle, aby ten nie ściągnął na siebie kłopotów.
Harry nie odpowiedział nic, po prostu wyszedł z klasy. Tuż przed drzwiami wpadł na Malfoya, jednak nawet nie zwrócił na niego uwagi. Draco również, zamiast mu nagadać, natychmiast wszedł do sali, obawiając się tego, co w niej zastanie. Stała na środku, wyglądając jak chodzące nieszczęście: zwieszona głowa, zbolała mina i wciąż na nowo wykręcane palce. Draco nie zwlekając, podszedł do niej.
— Co się stało?
— Chcę wrócić do siebie.
Draco nie protestował. Ta klasa to chyba istotnie kiepskie miejsce na rozmowę.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

— Siadaj.
Powiedział Draco, podprowadzając Hermionę do kanapy. Sam podszedł do łóżka po koc, który zarzucił jej na ramiona. Przez całą drogę do lochów czuł, jak drżała. Chciałby, aby wynikało to z zimna, a nie zdenerwowania.
— Co tam się stało?
Zapytał, gdy siedział już obok Hermiony. Przez całą drogę milczała, a on nie naciskał, lecz tematu nie odpuści. Musi wiedzieć, czy w tym momencie nie powinien polować na Pottera, aby urwać mu ten pusty łeb i nabić go na bramę.
— Nic takiego.
— Riddle, ja cię błagam. Wyglądasz jak duch, a Potter wystrzelił z tej klasy jak z procy.
Hermiona powinna się domyślić, że Draco nie da się zbyć. Nie wiedziała, w jakim stopniu jest on doinformowany. Chyba tylko Severus znał prawdziwą historię Potterów. Gdyby wtajemniczyła Dracona, dołączyłby do wąskiego kręgu, wiedzących, że Wybraniec to kłamstwo. Nie obawiała się, że mógłby on komukolwiek o ty powiedzieć. Dopóki nikt się nie dowie, że on wie, będzie bezpieczny. Hermiona czuła, że potrzebuje z kimś o tym porozmawiać. Potrzebowała zapewnienia, że postąpiła słusznie, nie wtajemniczając Pottera.
— Harry podsłuchał, jak Dumbledore mówił Snape’owi, że zrujnowałam Jamesa Pottera.
— Odwaliło im? Przecież ty nawet pół roku wtedy nie miałaś.
— Dlatego Harry się domyślił, że to jego ojciec porwał mnie z Riddle Manor.
— To był on?
Zapytał z niedowierzaniem Draco. Może to dziwne, ale nie zastanawiał się nigdy, kto odebrał Hermionę rodzicom. Sądził, że to sam Dumbledore, ale na pewno nie Potter.
— Tak, razem z Syriuszem Blackiem. Mieli mnie zabić, ale nie potrafili i oddali mnie mugolom.
Hermionie ciężko było do tego wracać. Nie pogodziła się z tym, że przez jedną decyzję, znaczną część życia spędziła w piekle. W chwilach zwątpienia żałowała, że po prostu jej nie zabili.
— Powiedziałaś o tym Potterowi?
— Nie, odesłałam go do Syriusza. Gdyby poznała prawdę i zaczął drążyć temat, mógłby dowiedzieć się rzeczy, przez które nigdzie nie byłby bezpieczny.
— O czym ty mówisz?
Draco czuł, że zapuszczają się w mroczne rejony. Hermiona była coraz bardziej spięta, co udzielało się również jemu. Początki życia Riddle to historia owiana tajemnicą jak większość spraw w tej rodzinie.
— Harry nie jest żadnym Wybrańcem, nie ma przepowiedni. Jego rodzice zginęli, ponieważ James chciał pomóc Tomowi mnie odnaleźć. To Albus ich zabił, okaleczył Harry’ego, a Toma pokonał, rzucił na niego klątwę i przeniósł do Albanii.
Powiedziała Hermiona, w końcu spoglądając na osłupiałego Dracona. Widziała w jego oczach, jak na próżno stara się przetworzyć to, co usłyszał. Doskonale pamiętała, jaki dla niej był to szok. Zawalił jej się wtedy cały świat, legło w gruzach wszystko, w co wierzyła. Nie potrafiła sobie nawet wyobrazić, co poznawszy prawdę, poczułby Harry. Tyle lat kłamstw, nienawiści do nie tego człowieka, presja otoczenia i to wszystko na daremno.
— To potworne.
Draco na nic więcej się nie zdobył. To, co usłyszał, nie mieściło mu się w głowie. Po raz pierwszy naprawdę współczuł Potterowi. Całe jego życie to teatrzyk Dumbledore’a, w którym on stał się główną kukiełką. Nie pojmował takiego okrucieństwa. Jak bardzo dyrektor musiał być zepsuty, aby udawać troskę i opiekować się chłopakiem, któremu wymordował rodziców?
— Nie mogłam mu tego powiedzieć.
Wyznała łamiącym się głosem Hermiona, na co Draco przysunął się i ją objął. Była zupełnie rozdarta. Harry pragnął prawdy jak niegdyś ona sama. Powinna mu powiedzieć, ale się o niego bała. Dumbledore gotów go nawet zabić, a winą obarczyć Toma. Nigdy by sobie nie wybaczyła, gdyby Harry zginął z jej powodu. Nigdy…

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

Harry nie zamierzał wracać do Wieży Gryffindoru. Nie chciał z nikim rozmawiać o tym, co się stało, czego się dowiedział. Załamał się, ponieważ wiedział, że ma rację i to jego ojciec uprowadził Hermionę. W innym przypadku ta nie denerwowałaby się tak, gdy o to zapytał i nie odesłałaby go do Syriusza. James zawsze był dla niego wzorem bohaterstwa i męstwa. Nie pamiętał go, lecz kochał nad życie. To, czego się dowiedział, było dla niego ogromnym ciosem. Jak pogodzić obraz kochającego ojca, z człowiekiem porywającym niewinne dziecko? Dlaczego on się w ogóle na to zgodził? Do szału doprowadzał go fakt, że nie zna odpowiedzi na te wszystkie pytania. Najchętniej natychmiast zadałaby je Syriuszowi, ale wiedział, że to ryzykowne. Był zły na Hermionę, że nic mu nie powiedziała, ale do myślenia dał mu fakt, ile razy go przestrzegała, że ta wiedza może sprowadzić na niego kłopoty. Pytanie tylko, kto mu zagrażał. Harry czuł, że to dla niego zbyt wiele. Zaczął się zastanawiać, czy w ogóle komukolwiek może zaufać.
Przemierzał opustoszałe błonia, aż nogi samego go poniosły pod chatkę Hagrida. Bardzo dawno go tu nie było. Przez liczne problemy i obowiązki zapomniał o starym przyjacielu. Nic go jednak nie usprawiedliwiało. Bez wahania ruszył do drzwi i zapukał w nie trzykrotnie.
— Idę! Kogo tam niesie…
— Witaj, Hagridzie.
Powiedział Harry, gdy gospodarz otworzył mu drzwi. Widział zdziwienie na włochatej twarzy przyjaciela, które po chwili zastąpił szeroki uśmiech.
— Cholibka, Harry! Wchodź, wchodź, aleś mi zrobił niespodziankę.
Harry wszedł do chatki, w której nic się nie zmieniło. Poczuł dziwny spokój. Przynajmniej tu miał pewność, że wszystko jest na swoim miejscu.
— Mam nadzieję, że nie przeszkadzam.
— A gdzie tam, wieki was tu z Ronem nie było. Tylko Hermiona nie zapomniała o starym gajowym.
Harry zatrzymał się w połowie drogi do krzesła i spojrzał zdziwiony na Hagrida.
— Hermiona cię odwiedza?
— Oczywiście, wpada raz w tygodniu z tym Malfoyem. Wierzyć się nie chce, jak ogarnęła tego łobuza. Ta dziewczyna nawet takiego na dobrą drogę sprowadzi. Siadaj, zrobię herbaty.
Rubeus udał się do paleniska, a Harry w końcu usiadł. Nie miał pojęcia, że Hermiona utrzymuje kontakt z Hagridem. Z tego, co mówił bywała tu bardzo często i to jeszcze z Malfoyem. Hagrid to kolejna osoba, która nie dała się nabrać na jej demoniczną przemianę. Czy naprawdę tylko on i Ron byli na tyle naiwni, aby dać się tak zmanipulować? Teraz wydawało mu się to potwornie niedorzeczne. Zamiast zaufać sobie, uwierzył w jakieś pomówienia i skrzywdził Hermionę, zresztą nie po raz pierwszy. Zamierzał to naprawić, lecz musiał zacząć od podstaw. Nie ważne za jaką cenę, ale dowie się, co siedemnaście lat temu stało się w Riddle Manor. Nie pozwoli się dłużej oszukiwać. Dość tych wszystkich kłamstw.