poniedziałek, 12 listopada 2018

68. Wyznania



– Proszę o chwilę uwagi! – oznajmił Blaise, wstając ze swojego krzesła. – Pierwszy dzień nie może się zakończyć inaczej jak imprezą. Jest osiemnasta, o dwudziestej będzie idealnie. Kto ma sprzątać, do dzieła, reszta jest wolna.
Wszyscy zaczęli wstawać od stołu i wychodzić. Tylko niezadowolone Hestia, Flora i Amelia zostały w jadalni. Nie musiały nic mówić, aby każdy wiedział, jak bardzo są oburzone i niezadowolone. W głowach im się nie mieściło, że zostały zmuszone do sprzątania.
– Widziałaś ich miny? Coś pięknego – stwierdził Draco, gdy wraz
z Hermioną weszli do pokoju.
Z trudem się powstrzymał, aby jeszcze bardziej nie dopiec tym damulkom, ale po awanturze przed obiadem wolał nie zaczynać kolejnej. Nie wszystkim spodobał się pomysł jakichkolwiek obowiązków. O ile grupa do kuchni znalazła się bardzo szybko: Hermiona, Draco, Blaise, Teodor, Dafne, Tracey, Wiliam, tak reszta nie kwapiła się do niczego. Po ciężkich przeprawach i groźbie braku posiłków musieli jednak w końcu ustąpić.
– Przecież one nigdy nawet nie stały w pobliżu zlewu.
– Aż żałuję, że nie mogę tego zobaczyć – nabijał się nadal Draco.
– Oby tylko niczego nie zniszczyły – powiedziała Hermiona, siadając na fotelu.
Urządziła sobie naprawdę długi spacer wzdłuż jeziora, które z bliska było jeszcze piękniejsze. Naprawdę coraz bardziej udzielał jej się spokój tego miejsca.
– Szykujesz się teraz, czy mam iść pierwszy? 
Rozmyślania Hermiony przerwał Draco, który już szukał w kufrze czarnej koszuli i spodni tego samego koloru.
– A jakbym na przykład została tutaj? – zapytała niepewnie Hermiona, na co Draco od razu przerwał poszukiwania i na nią spojrzał.
– Nawet nie żartuj. Wiem, że nie lubisz takich spędów, ale to sami swoi. Resztę możesz śmiało ignorować – stwierdził Draco i nie wyglądało, jakby miał zmienić zdanie, czego Hermiona się spodziewała, nie zaszkodziło jednak spróbować.
– Idź pierwszy – oznajmiła, podnosząc się z fotela.
Draco zniknął w łazience, a Hermiona przeniosła się na łóżko,
w którym najchętniej by została. Przymknęła oczy, delektując się ostatnimi chwilami spokoju.
– Koniec tego leżenia.
Zdecydowanie zbyt szybko do pokoju wrócił Draco, o dziwo w pełnym rynsztunku.
– Już? – jęknęła Hermiona.
– Minęło prawie pół godziny.
– Niemożliwe – zdziwiła się Hermiona, zerkając na zegarek, który jednak potwierdził słowa Dracona.
– Nie rób miny, jakbym cię prowadził na tortury – powiedział Draco, przysiadając obok Hermiony.
Nie zamierzał dopuścić, aby Riddle spędziła ten wyjazd w pokoju. Sam nie przepadał za kilkoma osobami tutaj, ale nie byli oni warci ich uwagi.
– Już dobrze, wezmę tylko jakieś ubrania.
Zamiast wstać, Hermiona przeczołgała się na początek łóżka. Draco
z rozbawieniem obserwował, jak nadal leżąc, wychyla się, nieporadnie otwiera kufer i zaczyna przeglądać jego zawartość.
– Przecież ja nie pakowałam tych rzeczy – mruknęła pod nosem Hermiona, natrafiając na sukienki, czy nawet buty na obcasie. Po co jej niby takie stroje nad jeziorem?
– Dorzuciłem ci parę rzeczy na okazję taką jak dzisiaj. Mówiłem ci, że szkoda chować takie nogi.
Hermiona spojrzała nieco podejrzliwie na Dracona. Nigdy nie negował jej ubioru, ale to prawda, że gdy bardziej się postarała, zawsze ją komplementował. Chyba nie było w tym nic złego. Zawstydzało ją to, ale na swój sposób lubiła, gdy patrzył na nią z tym błyskiem w oku.
Z niezrozumiałych dla niej powodów, podobała mu się.
– Niech będzie – oznajmiła Hermiona, tym razem schodząc z łóżka.
Z większym zaangażowaniem zaczęła przeglądać kufer. Zgromadziwszy wszystko, czego potrzebowała, udała się do łazienki.
Draco uśmiechnął się pod nosem i idąc w ślady Hermiony, położył się. W takich chwilach czuł się cudownie normalnie. Nie było złej przeszłości ani teraźniejszych problemów, których nie powinni mieć w tym wieku. Jak przeciętna para przygotowywali się do imprezy. Jego dziewczyna właśnie zaczęła się szykować, co mogło zaowocować ich spóźnieniem. Cenił takie chwile i nieco brakował mu ich na co dzień. W Hogwarcie żyli w ciągłym strachu, że jakiś szaleniec knuje za ich plecami. Do tego trzeba dodać poszukiwania Księgi Ludzi Lasu, której nikt z żyjących najprawdopodobniej nie widział.
 Nigdy by się do tego nie przyznał przed Riddle, ale czasami czuł się po prostu przytłoczony. Bardzo mu na niej zależało, dlatego starał się być opanowany i rozważny, lecz gdy zostawał sam, to znikało, a pojawiały się lęk i niepewność. Musiał jednak być silny, miał dla kogo.
Mimo obaw Dracona Hermiona wyszykowała się punktualnie. Niepewnie wyszła z łazienki, patrząc na niego, gdy ten właśnie wstawał. Wyglądała pięknie w granatowej, odciętej pod biustem sukience na grubych ramiączkach, sięgającej jej przed kolano. Czarne sandałki na obcasie dodały jej kilka centymetrów.
– Może być? – zapytała Hermiona, gdy Draco nic nie mówił.
Czuła się nieco speszona, gdy tak na nią patrzył bez słowa. Moda nie była jej mocną stroną.
– Zdecydowanie więcej niż może być. Wyglądasz wspaniale. – Draco podszedł do Hermiony, obejmując ją w pasie. Chciałby, że kiedyś uwierzył, że dla niego jest najpiękniejszą dziewczyną na świecie, tak z zewnątrz jak
i w środku. – Pora na wielkie wejście – dodał, prowadząc ją do drzwi.
Zdziwili się, gdy w salonie zastali niemal wszystkich. Najwidoczniej niektórzy, gdy chcieli, potrafili być punktualni.
– Już myślałem, że będzie was trzeba siłą ściągnąć – zawołał Blaise, gdy para weszła do przestronnego i jasnego salonu.
Hermiona i Draco podeszli do gospodarza, któremu towarzyszyli Teodor i Dafne.
– Wszyscy punktualni jak nigdy – skomentował Draco, siadając na kanapie.
– Oni by najchętniej już od rana zaczęli popijawę – stwierdził, wzruszając ramionami Blaise. – Crabbe i Goyle już po śniadaniu próbowali się dobrać do zapasów wina.
Hermiona uśmiechnęła się ze zrozumieniem. Ciekawe, jakie konsekwencje niosła za sobą próba przełamania bariery chroniącej wina. Cała piątaka zaczęła dyskutować o wyjeździe i domku, póki brutalnie im nie przerwano. Od tyłu zajmowanej przez Hermionę i Dracona kanapy podeszła Amelia. Bezczelnie położyła ręce na ramionach chłopaka, nachylając się nad nim, choć jej słowa skierowane były do gospodarza.
– Blaise, skąd tu można puścić muzykę? – zapytała Amelia. – Chętnie bym potańczyła. – Tym razem spojrzała znacząco na Malfoya.
Draco był zdziwiony, ale przede wszystkim zniesmaczony jej zachowaniem. W co ta idiotka pogrywała? Obłapiała go bez powodu, niemal się na nim kładąc i podsuwając przed twarz wypływający z sukienki biust. Draco niemal od razu odsunął się od oparcia, mało delikatnie strącając ręce dziewczyny. Ta jednak nie wyglądała na poruszoną, wręcz przeciwnie. Zadziorny uśmiech nie schodził jej z twarzy.
– Na szafce jest gramofon i płyty, tylko ostrożnie z nimi – powiedział dopiero po chwili Blaise.
Rowle prowadziła jakieś dziwne gierki. Draco wyglądał na tak samo zdziwionego jej zachowaniem, jak pozostali. Tylko Hermiona miała niewyraźną minę. Nie była ślepa. Amelia usiłowała poderwać Dracona, nawet szczególnie się z tym nie kryjąc. Odchodząc, spojrzała na nią nawet
z wyższością. Rowle nie traktowała jej nawet jako konkurencję, czy przeszkodę i Hermiona mimowolnie zaczęła się zastanawiać, czy nie ma ona racji.
– Przepraszam na chwilę. – Hermiona zaczęła się podnosić z kanapy, lecz Draco błyskawicznie złapał ją za rękę.
– Poczekaj.
– Idę do toalety, zaraz wracam – skłamała Hermiona, zdobywając się na sztuczny uśmiech.
Potrzebowała chwili, aby zebrać myśli z dala od tych wszystkich ludzi.
Draco patrzył na nią podejrzliwie, ale po chwili zwolnił uścisk.
– Wracaj szybko.
Hermiona pokiwała głową, a Draco odprowadził ją wzrokiem aż do wyjścia.
– Stary, co tu jest grane? – zapytał od razu Blaise.
– Też chciałbym wiedzieć. Rowle już zupełnie padło na mózg.
– Wiesz, że jak tak dalej pójdzie, Hermiona się wkurzy.
Draco chciałby, aby Teodor miał rację. Gniew w takiej sytuacji byłby zdrową reakcją. Hermiona niestety może się zacząć doszukiwać winy w sobie. Wiele razy jej powtarzał, jaka jest dla niego ważna, ale wiedział, że te słowa docierają do niej stopniowo, a wiara w nie jest bardzo krucha. Nie mógł pozwolić, aby przez amory jakiejś panny, Hermiona zaczęła w nich wątpić.
– Jeśli Rowle nie skończy z takimi szopkami, inaczej sobie z nią porozmawiam.


Hermiona siedziała w pokoju przeszło piętnaście minut, nim zdecydowała się na powrót. Uspokoiła się na tyle, aby nie dać nic po sobie poznać. Wracając do salonu, mijała łazienkę, z której dochodziły jakieś głosy. Zignorowałaby je zapewne, gdyby nie to, co usłyszała.
– Mówię wam, że jest prawie mój. Zgrywa niedostępnego, ale widzę, jak na mnie patrzy.
To była Amelia, Hermiona bez trudu rozpoznała jej lekko piskliwy głos. Nie miała również wątpliwości, o kim właśnie mówi.
– Nie ty pierwsza będziesz próbowała wygryźć Riddle.
– Mówisz o Tracey? Błagam cię. Miałam ją za dziewczynę na poziomie, ale patrząc na to, z kim się teraz spotyka, jest tyle warta, co ta znajda. Nie rozumiem, co ona widzi w Marsonie, przecież to dziwak.
– Ona nie da sobie nic powiedzieć i nie dociera do niej, że to nie jej poziom. Riddle im kompletnie pomieszała w głowach. Dafne może i spotka się z Nottem, ale zrobiła się równie przemądrzała, co ta przybłęda, a Tracey idzie w jej ślady.
Hermiona nie mogła uwierzyć własnym uszom. W łazience znajdowała się również Pansy. Zważywszy na ich relacje, nie zdziwiła się, że ją obgaduje, ale jak mogła to robić swoim przyjaciółkom? Od zawsze trzymały się razem, uchodziły wręcz za nierozłączne, więc gdzie w tym wszystkim miejsce na obmawianie za plecami. Dla Hermiony nie tak wyglądała prawdziwa przyjaźń.
– Nie pojmuję, jak to jest, że przy Riddle wszyscy tracą rozum. Musisz uważać na tego swojego Blaise’a. Coś za często się przy niej kręci, a jak Draco ją rzuci, nie wiadomo, co z tego będzie.
– Blaise mnie nie zostawi dla tej przybłędy. Na twoim miejscu martwiłabym się raczej, czy Malfoy zostawi ją dla ciebie.
– To akurat najmniejszy problem. Mam swoje sposoby na najbardziej odporne przypadki.
Dziewczęta zaczęły się śmiać, a Hermiona mając już dość, odeszła od drzwi. Wystarczająco się nasłuchała. Nie rozumiała, skąd w tych dziewczynach tyle zawiści. Nawet rozmawiają ze sobą, nieustannie starały się sobie dopiec. Nie potrafiła tego pojąć.
Amelia dostarczyła jej wystarczająco zmartwień. Domysły zamieniły się w pewność, że ta dziewczyna zrobi wszystko, aby odebrać jej Dracona. Nie powinna się tym przejmować, przerabiali to już. Malfoy nie poleci do dziewczyny, tylko dlatego, że ta pomacha mu przed oczami biustem. Gdyby to na niego działało, nigdy by się z nią nie związał. Dlatego wiedziała, że powinna być spokojna i nie przejmować się jakąś Rowle.
Złośliwy głosik z tyłu głowy podszeptywał Hermionie, że tym razem może nie mieć tyle szczęścia. Starała się go ignorować, aby nie dać Draconowi odczuć, że w pewnym sensie mu nie ufa, bo to nieprawda. Wiedział o niej więcej niż ktokolwiek dotąd, powierzyłaby mu własne życie. Jej zachwiane poczucie własnej wartości nie powinno dostarczać Draconowi jeszcze więcej zmartwień.
Zamiast wrócić do salonu, Hermiona skierowała się do kuchni, aby napić się wody. Otworzyła szafkę i stanęła na palcach, usiłując dosięgnąć jedną z nich. W takich chwilach przeklinała swój wzrost, utrudniający jej podstawowe czynności. Pech chciał, że cudem dosięgnięte naczynie, wysunęło jej się z rąk. To był odruch, chwyciła upadającą szklankę, jednak zbyt mocno. Cienkie szkło pękło między jej dłońmi, raniąc przy tym skórę. Hermiona spojrzała na swoje ręce, na których zaczęła pojawiać się krew.
Nie zdążyła nic zrobić, gdyż usłyszała, jak ktoś głośno wciąga powietrze. Spojrzała na drzwi, w których stał blady Draco. Z przerażeniem patrzył na jej zakrwawione dłonie, nie potrafiąc wydobyć z siebie ani słowa. Ponownie znalazł się w Hogwarcie, gdzie w łazience przy ścianie siedziała zakrwawiona Riddle. To się nie mogło znowu dziać.
Hermiona chciała zapytać, co się stało, ale szybko pojęła, jak to wygląda z perspektywy Dracona. Miała na rękach krew, swoją krew, po raz ostanie widział ją w takim stanie, gdy…
– Nie, to nie tak jak myślisz. Ja nie… Chciałam się napić, ale szklanka spadła, złapałam ją, ale pękła i… – zaczęła się gorączkowo tłumaczyć Hermiona.
Rozumiała skąd u Dracona takie przypuszczenia, przez co czuła się zawstydzona. Obiecała, że nigdy więcej tego nie zrobi i dotrzyma słowa.
W gorszych chwilach zamiast po ostrze sięgała po Dracona, który potrafił wyprowadzić ją z mroku.
Draco podszedł do Hermiony, analizując całą sytuację. Na blacie
i podłodze istotnie znajdowało się szkło, podobnie jak na dłoniach Riddle. Wszystko wskazywało, że to nieszczęśliwy wypadek. Musiał się jednak upewnić.
– Nie zrobiłaś tego specjalnie? – zapytał Draco, uważnie się jej przyglądając.
Hermiona spuściła głowę, kręcąc nią przecząco, a Draco poczuł, jakby na nowo mógł oddychać. Nie okaleczała się, to był nieszczęśliwy wypadek. Przeraził się, gdy wszedł do kuchni. Zniknęła na tak długo, a gdy ją znalazł, miała pocięte ręce, kto by nie pomyślał o najgorszym?
– Trzeba to oczyścić i zdezynfekować – powiedział Draco, delikatnie ujmują dłonie dziewczyny. Nadal tkwiły w nich kawałki szkła, które zamierzał usunąć.
– Mam, co potrzeba w kufrze – oznajmiła już nieco spokojniejsza Hermiona.
– Jakżeby inaczej, jak zwykle przygotowana na wszystko – zażartował Draco, chcąc nieco rozładować atmosferę.
Hermiona na niego nie spojrzała, ale dostrzegł, że lekko się uśmiecha
i to mu wystarczyło. Zgarnął z wieszaczka jakąś ściereczkę i podłożył ją pod ręce Riddle, aby nie pobrudziła się krwią, po czym ruszyli do swojego pokoju. Szczęście im  nie dopisało. Na korytarzu wpadli na Ślizgonki, które jeszcze niedawno plotkowały w toalecie.
– Salazarze, a ta, co zrobiła z rękami? Ohyda – zapytała Amelia,
z niesmakiem patrząc na ręce Riddle.
– Powiedz jeszcze słowo, a pożałujesz, więc zastanów się dwa razy, czy wart się odzywać – odpowiedział wyraźnie rozgniewany Draco.
Nie dbał o to, że rozmawia z kobietą, a zachowuje się jak cham. Za wszystko, co stało się Riddle, winił właśnie Rowle, gdyby nie jej przedstawienie, Hermiona nigdzie by nie poszła i nic by jej się nie stało.
– Słucham? – zapytała Amelia, nie kryjąc swojego oburzenia. Jak on śmiał się tak do niej odzywać?
– Słyszałaś, a teraz przesuń się z łaski swojej. – Draco bez zbędnych dyskusji, przeszedł obok Amelii, nieumyślenie trącając ją ramieniem.
– Co ty sobie wyobrażasz, prostaku?! – krzyknęła oburzona Rowle.
– Skończ już, bo przynudzasz. – Draco czuł satysfakcję z upokorzenia Rowle. Dawno zaniechał takich praktyk, ale ona przekroczyła granicę.
– Jak to szło, już jest prawie twój? – zapytała uszczypliwie Pansy po odejściu pary.
Mimo wszystko cieszyła się, że ktoś utarł nosa Amelii. Byłą taka pewna swego, a Draco potraktował ją jak śmiecia. Tyle miała do powiedzenia na temat Blaise, a tu proszę, takie rozczarowanie.
– Rozwalę im ten związek, tylko po to, żeby skamlał o szansę, której nie dostanie – oznajmiła wściekła Amelia, szybkim krokiem ruszając do salonu.
Nikt nigdy jej tak nie upokorzył. Sądziła, że Malfoy to facet na poziomie, ale okazał się zwykłym prostakiem. Nic dziwnego, że uganiał się za taką znajdą, byli siebie warci. Nie zamierzała jednak odpuścić. Pożałuje tego, jak ją potraktował. Już ona dopilnuje, żeby ten ich żałosny związek się rozpadł.


Hermiona obserwowała, jak Draco z niezwykłym skupieniem usuwa pęsetą szkło z jej dłoni. Co rusz zerkał, czy nie sprawia jej bólu, lecz panna Riddle nie krzywiła się, więc chyba nie szło mu najgorszej.
– Nie trzeba tego będzie zszyć? – zapytał Draco.
– Nie, mam dyptam i to wystarczy.
Nawet jeśli niektóre rany wymagały szwa lub dwóch, Hermiona wolała, aby Draco się tym nie zajmował. Bardzo dobrze poradził sobie ze szkłem, ale szycie to zupełnie co innego.
– Chyba skończyłem. – Draco z każdej strony oglądał dłonie Riddle, aby niczego nie pominąć. Odkręcił wodę i zaczął je obmywać z krwi, zachowując przy tym szczególną ostrożność. Postanowił wykorzystać okazję, aby poruszyć ważną kwestię. – Posłuchaj, nie wiem, w co pogrywa Rowle, ale nie obchodzi mnie to, podobnie jak ona.
Hermiona spuściła głowę, wbijając wzrok w podłogę. Nadal nie potrafił wprost rozmawiać o takich sprawach, ale Draco nie odpuszczał. Osuszył jej dłonie, po czym ujął ją za podbródek, aby na niego spojrzała.
– Ty mnie obchodzisz i jesteś dla mnie ważna.
Pocałował ją, chcąc podkreślić wagę swych słów. Musiała wiedzieć, że jest dla niego wszystkim. Sam przestał się bronić przed tym uczuciem i tak był skazany na porażkę. Nie chciał od tego uciekać, ponieważ Riddle go odmieniła.
– Wracamy, czy chcesz zostać? – zapytał Draco, opierając czoło o czoło Hermiony.
– Wróćmy, pewnie już się zastanawiają, co się z nami dzieje. – Hermiona uznała, że nie będzie się chować przed Rowle.
Amelia sądziła, że ma nad nią przewaga, a ona, zamiast walczyć o swoje, schowa się i będzie patrzeć, jak ta usiłuje zniszczyć coś ważnego w jej życiu. Nie tym razem.


– Nie zmuszaj mnie do użycia siły i grzecznie odłóż ten nóż.
Hermiona przewróciła oczami, słysząc nieznoszący sprzeciwu głos Dracona, który dostał świra na punkcie kilku ranek na jej dłoniach. Nie rób tego, nie rób tamtego. Dyptam zrobił swoje i po skaleczeniach niemal nie było już śladu.
– W takim razie rozłożę talerze. – Hermiona odwróciła się, aby wziąć zastawę, którą jak się okazało, trzymała już panna Greengrass.
– Za późno – stwierdziła rozbawiona Dafne, znikając w jadalni.
– Pomogę ci – zadeklarował od razu Teodor, biorą sztućce. Od wczoraj szukał okazji, aby porozmawiać z Dafne sam na sam. – Masz jakieś plany po śniadaniu? – zapytał, gdy już razem nakrywali do stołu.
– Jak na razie nie.
– Chciałbym z tobą porozmawiać, może się gdzieś przejdziemy?
– Jasne, czemu nie.
– Wspaniale, w takim razie jesteśmy umówieni – oznajmił wyraźnie zadowolony z siebie Teodor, wracając po resztę sztućców.
Dafne przez chwilę zastanawiała się, skąd u niego od rana taki dobry humor. Postanowiła jednak, że dowie się tego na ich spacerze.


– Długo czekasz? – zapytała Dafne, wychodząc przed dom, gdzie stał już Teodor.
– Nie, wszedłem z resztą. – Teodor wskazał na brzeg jeziora, gdzie znajdowała się znaczna część Ślizgonów.
Pogoda wyjątkowo ich rozpieszczała. Można by pomyśleć, że to nie wiosna, a pełnia lata.
– To dobrze, czyli co robimy?
– Przejdźmy się, na przykład tam? – Teodor wskazał kierunek przeciwny do tego, gdzie znajdowali się ich znajomi. Potrzebował nieco prywatności, a nie wścibskich spojrzeń i komentarzy.
– W takim razie chodźmy.
Ruszyli we wskazanym przez Teodora kierunku. Nie odzywali się do siebie, delektując się panującą tu ciszą. Szli dobre piętnaście minut, gdy nagle Teodor skręcił w lewo, podchodząc niemal do linii wody. Sięgnął po odpowiedni kamień i rzucił nim na wodę, puszczając cztery kaczki.
– Nieźle – skomentowała Dafne, stając obok niego.
– Potrafisz puszczać kaczki?
– Nie, panienek z dobrego domu nie uczy się takich rzeczy.
Teodor zaśmiał się na ironiczny ton Dafne, po czym wybrał odpowiedni kamień i podał go dziewczynie.
– Naprawimy ten błąd. – Teodor nie puszczając dłoni Dafne, stanął za nią, drugą rękę kładąc jej na talii. – Trochę szerzej nogi. Musisz się lekko odchylić. Ruchy wykonujesz głównie nadgarstkiem.
Dafne wykonała wszystkie polecenia Teodora, po czym kierowana przez niego, rzuciła kamień, który odbiła się dwa razy od tafli wody.
– Udało się – stwierdziła uradowana Dafne.
Zachęcona pierwszym sukcesem, odnalazła kolejne dwa kamienie. Pierwsza próba zakończyła się niepowodzeniem.
– Musisz się odchylić.
Dafne skorygowała swoją postawę i tym razem kamień odbił się trzy razy.
– Szybko się uczysz – pochwalił ją Teodor.
– A przyszliśmy tu uczyć się puszczać kaczki? – zapytała w końcu Dafne ciekawa, o czym Teodor chciał z nią porozmawiać. Wyraźnie to podkreślił,
a jak na razie tylko spacerowali.
– Nie, to atrakcja dodatkowa. – Teodor przerwał na chwilę, stając przodem do Dafne. Pomimo wcześniejszych obaw był dziwnie spokojny, co tylko utwierdziło go w przekonaniu, że dobrze robi. – Zakochałem się
w tobie – powiedział bez ogródek.
Nie miał co do tego wątpliwości. Zasypiał i budził się z myślą o niej. Odnalazł w niej bratnią duszę. Dzieli pasje, wspólnie poszerzali horyzonty, rozumieli się bez słów. Przy nikim nie czuł się tak swobodnie, jak przy niej. Nie należał do gwałtownych osób, był bardzo stały i ostrożny w kwestii uczuć. To dawało mu pewność, że Dafne to nie chwilowe zauroczenie.
– Ja… – Dafne zamurowało.
Odczuwała całą gamę emocji, spośród których dominowało nieopisane szczęście. Nie spodziewała się tego. Teodor był bardzo powściągliwy
i nie mówił zbyt często o uczuciach, a już na pewno nie tak bezpośrednio.
– Im lepiej cię poznaję i więcej czasu ze sobą spędzamy, tym bardziej się w tym utwierdzam. Jesteś niezwykłą dziewczyną i wiem, że…
Dafne nie pozwoliła mu dokończyć. Emocje wzięły górę. Zrobiła krok
w stronę Teodora, ujęła jego twarz w dłonie i pocałowała. Tak długo czekała na tę chwilę, choć nie do końca wierzyła, że to marzenie naprawdę się spełni.
Teodor natychmiast oplótł ją ramionami, zupełnie niwelują odległość pomiędzy nimi. Taka odpowiedź w zupełności mu wystarczyła.
– Ja w tobie też – odpowiedziała tuż przy ustach Teodora Dafne, choć
i bez tego wiedział, że odwzajemnia jego uczucia. To był początek ich wspólnej drogi.


Przy drugim brzegu jeziora Ślizgoni leniwie spędzali popołudnie, ciesząc się słońcem.
– Gdzie jest Teodor? – zainteresował się Blaise, zdając sobie sprawę, że nie widział przyjaciela od śniadania.
– Chyba poszedł gdzieś z Dafne – odpowiedziała oparta o drzewo Hermiona, nieświadomie nakręcając chłopaków.
– Kiedy on nam tak dorósł? Jeszcze niedawno tylko te książki, a teraz proszę, dziewczyna, romantyczne schadzki, namiętność – stwierdził Blaise, udając wzruszonego.
– Ty się tak nie nakręca – spróbował ostudzić entuzjazm przyjaciela Draco.
– Kiedy ja się cieszę, że nasz Teodor w końcu się ustatkuje.
– Tego jeszcze nie wiesz.
– Jesteś wyprawy z uczuć, Malfoy. Idę popływać – oznajmił naburmuszony Blaise, ścigając koszulkę i w samych krótkich spodenkach ruszył do wody, zostawiając Hermionę i Dracona samych.
– Oby Zabini miał rację – stwierdził Draco, gdy przyjaciel pływał już
w jeziorze i nie mógł go usłyszeć.
– I nie mogłeś mu przyznać racji? – zapytała z politowaniem Hermiona.
– Oczywiście, że nie. Jemu się po czymś takich przewraca w głowie
i zaczyna się panoszyć. Zabiniego nie można rozpuszczać, bo… – Draco nie dokończył, ponieważ niespodziewanie wrócił do nich Blaise.
– Ktokolwiek kiedykolwiek wątpił w moje słowa, niech się wstydzi. Moje trzecie oko po raz kolejny okazało się niezawodne.
– Tobie by się przynajmniej jeden mózg przydał, a nie trzecie oko, geniuszu – zadrwił Draco.
– Zważaj na słowa, przyjacielu. Posiadam informacji, które z całą pewnością cię zainteresują, bo tak się skała, że dotyczą Notta. – Blaise z satysfakcją obserwował ciekawość przyjaciela i gdy nie fakt, że był tak podekscytowany, pewnie dłużej by go męczył.
– Jakich informacji? – zapytał Draco.
– Płynę sobie odprężony w stronę drugiego brzegu. Woda jest naprawdę świetna…
– Zabini – upomniał przyjaciela Draco, którego nie interesowała woda.
– Nie przerywaj mi, to się wszystkiego dowiesz. Płynę sobie spokojnie
i nagle kogoś widzę. Niby nic, stoją sobie spokojnie, coś tam szepczą, aż tu nagle BUM, wybuch namiętności, istny ogień!
– Czy ty podglądałeś Teodora i Dafne? – zapytała z jawną dezaprobatą Hermiona.
Ich przyjaciele z pewnością nie bez powodu zaszyli się na drugim brzegu jeziora. Niestety nie przewidzieli, że i tam nie są bezpieczni.
– Przypadkiem widziałem, a to różnica – bronił się Blaise.
– Zalewasz – stwierdził Draco.
– Nie wierzysz mi, Malfoy? Z przyjemnością ci to udowodnię.
Draco nawet nie zdążył rozważyć propozycji przyjaciela, gdy odezwała się oburzona Hermiona.
– Niech mi się tylko któryś spróbuje stąd ruszyć, a nie ręczę za siebie. A jak Teodor i Dafne wrócą, macie się zachowywać, jak dorośli ludzie, a nie małpy wypuszczone z ZOO.
Widząc głupie miny chłopaków, Hermiona sądziła, że coś do nich dotarło. Zachowywali się doprawdy skandalicznie. Między Teodorem i Dafne najpewniej właśnie działo się coś wyjątkowego i z całą pewnością nie chcieli, aby uczestniczył w tym ktoś poza nimi. Niestety Hermiona się przeliczyła co do poczucia przyzwoitości chłopaków.
– Co to jest ZOO? – zapytali niemal w tym samym momencie Blaise i Draco, złamując Hermionę.
Z całej wypowiedzi dotarło do nich zaledwie jedno słowo i to najmniej istotne. Nie ma jednak tego złego. Jeśli zajmie ich opowieściami o mugolskim świecie, skupi ich uwagę na czymś innymi niż Dafne i Teodor, a przecież o to jej chodziło.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

– Idziemy do nich? – zapytał Teodor, gdy znaleźli się pod domem.
Dla niego nie miało to większego znaczenia. Obejmowała kobietę, którą widział u swego boku przez długie lata. Niczego więcej w tym momencie nie potrzebował.
– Możemy.
Ruszyli w kierunku znajomych, a Dafne zaczęła się rozglądać. Pod drzewem najbliżej nich siedzieli Hermiona, Draco i Blaise. Kawałek dalej Tracey i Wiliam jak zwykle ostatnimi czasy coś szkicowali. Pansy odnalazła dopiero po chwili w towarzystwie dziewcząt z roku wyżej, za którymi Dafne szczerze nie przepadała. Decyzję do kogo podejść, podjęła bardzo szybko.
– Cześć – przywitali się z przyjaciółmi Dafne i Teodor, a Draco i Blaise natychmiast stracili zainteresowanie Hermioną.
– Znalazły się zguby. Gdzie o się zniknęło? – zapytał Blaise, uśmiechając się niczym wcielenie niewinności, co od razu wzbudziło podejrzenia Teodora. Jakiekolwiek przejawy niewinności u Zabiniego oznaczały, że coś przeskrobał.
– Na spacerze – odpowiedziała Dafne.
– Tak to się teraz nazywa?
Dafne była zbita z tropu. Panowanie jakoś dziwnie się uśmiechali. Spojrzała pytająco na Hermionę, licząc, że ona jej to wyjaśni, lecz ta pokręciła tylko z politowaniem głową, ukrywając twarz w dłoniach.
– O ile mi wiadomo, chodzenie gdzieś od zawsze się tak nazywa – włączył się do rozmowy Teodor.
– Oczywiście, ale spacer spacerowi nierówny, zresztą sam wiesz – drążył dalej Blaise.
– Zabini, czy ty za nami polazłeś? – zapytał wprost Teodor, będąc już niemal pewnym, że przyjaciele się z nimi droczą i wiedzą zdecydowanie więcej, niż powinni.
– Za kogo ty mnie masz? – oburzył się Blasie. – Przypadkiem niedaleko was przepływałem, ale nic dziwnego, że mnie nie zauważyliście.
– Ty jesteś chory, Zabini – podsumował całą sytuację Teodor, co ani trochę nie ruszyło Blaise’a, wręcz przeciwnie, podniósł się z ziemi, stając naprzeciwko nowej pary.
– Gadaj sobie, co chcesz. Ja się po prostu cieszę waszym szczęściem. – Blaise objął Teodora i Dafne, udając, że szlocha.
– Dość, bo zaraz mnie zemdli. Pora na chrzest. Zabini, bierz go za ręce.
Blaise bardzo szybko odgadł zamiary Dracona w przeciwieństwie do Teodora. Nim ten zdążył zareagować, Draco błyskawicznie podniósł się
z ziemi, łapiąc go za kostki. Blaise w tym samym czasie chwycił go za nadgarstki i obaj panowie kierowali się ku jezioru.
– Powaliło was? Postawcie mnie! – szamotał się Teodor, usiłując się wyrwać, lecz bezskutecznie.
Panowie śmiali się w najlepsze, będąc coraz bliżej wody.
– Zaraz cię puścimy, po co te nerwy? – pocieszał przyjaciela Draco, lecz ten z nieznanych mu przyczyn spojrzał na niego z żądzą mordu.
Weszli do wody, którą Teodor czuł już na plecach.
– Na trzy – oznajmił Blaise, gdy zanurzyli się po kolana.
– Raz… – zaczęli odliczać Blaise i Draco.
– Zróbcie to, a was zabiję!
– Dwa…
– Nie żartuję, już po was.
– Dwa i pół…
– Zdejmijcie mi chociaż buty!
– Trzy!
Głośny plusk i Teodor znalazła się w wodzie.
– W nogi – powiedział tylko Draco, gdy Teodor zaczął się podnosić.
– To wam nie pomoże – oznajmił Teodor, odrzucając na brzeg buty
i koszulę.
Blaise i Draco zaczęli uciekać w głąb jeziora, dlatego ruszył za nimi.
Rozbawione Hermiona i Dafne przyglądały się temu wszystkiemu spod drzewa. Panowie bawili się w najlepsze, a panna Greengrass usiadła obok przyjaciółki.
– Czyli mogę wam oficjalnie pogratulować? – zapytała Hermiona, chcąc to usłyszeć od Dafne. Już sam jej uśmiech wiele jej powiedział.
– Tak.
– Nawet nie wiesz, jak się cieszę.
– Ja też. Wiesz, nie myślałam, że ta chwila kiedyś nadejdzie. Teodor zawsze zdawał się poza moim zasięgiem. Ten jego chłód, tajemniczość czułam się przy nimi taka mała, a jednak coś mnie do niego ciągnęło. Im lepiej go poznawałam, tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że moja fascynacja nim nie jest bezpodstawna. Z każdym dniem się otwierał i okazało się, że nie jest taki nieuchwytny, a my mamy ze sobą tyle wspólnego. Nikt mnie tak nie rozumie, jakby potrafił czytać mi w myślach. To dziwne, ale daje mi to spokój i poczucie bezpieczeństwa. Po prostu go kocham. – Dafne utkwiła wzrok w Teodorze, a na jej twarzy zagościł błogi uśmiech.
Hermiona nie odpowiedziała, odnajdując wzrokiem Dracona. Uderzyło ją to, jak bardzo odczucia Dafne są podobne do jej własnych. Kiedyś nie myślała o Malfoy w takich kategoriach jak zresztą o żadnym chłopaku. Doprowadzał ją do szału, nie wzbudzając w niej żadnych ciepłych uczuć.
Świat stanął na głowie, gdy wylądowała w Riddle Manor. Draco coraz częściej pojawiała się w jej życiu i miał niepokojącą zdolność do przejrzenia jej na wylot. Widział więcej niż inni i to ją przerażało. Nie chciała tego, ale ich znajomość się rozwijała, coś ją do niego ciągnęło. Straciła kontrolę, zaczęła go potrzebować. Okazał się innym człowiek. Zburzył swój wizerunek w jej głowie i skrupulatnie budował nowy, budząc w niej uczucia, o których istnieniu nie miała pojęcia.
Draco jako pierwszy poznał całą prawdę o niej i nie odtrącił jej. Radził sobie za nich oboje. Bez niego postradałaby w tej szkole zmysły. Pamiętała te straszne godziny po wypadku, gdy bała się, że on się nie obudzi. Nie potrafiła sobie wyobrazić codzienności bez niego. Czy to właśnie była miłość?

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

Harry siedział przy biurku Rona, kończąc pisać list do Dumbledore’a. Nie mógł dłużej zwlekać z odpowiedzią. Dyrektora zaniepokoiła jego nieobecność na ich ostatnim spotkaniu. Nie zdołał porozmawiać z nim osobiście. Harry’emu udało mu się uniknąć spotkania z nim przez ostatni tydzień szkoły. Wczoraj jednak otrzymał pełen troski list, na który nie potrafił patrzeć inaczej, niż przez pryzmat podsłuchanej rozmowy. Nie opuszczało go poczucie, że to kolejny podstęp Albusa, który ma na celu zatrzymanie go po jego stronie. Starał się jednak pochopnie nie osądzać dyrektora.
Musiał porozmawiać z Syriuszem. Tylko jemu w pełni ufał. Był przyjacielem rodziny, jego jedyną rodziną. Harry wiedział, że tylko on może mu się pomóc z tym wszystkim uporać.
– Harry, Syriusz przyszedł! – zawołał znajdujący się na dole Ron.
– Idę! – odkrzyknął Harry, pakując list do koperty. Hedwiga już na niego czekała w oknie. – Zanieś to Dumbledore’owi.
Ptak przyjął list, zatrzepotał skrzydłami i wzbił się w powietrze. Harry nie zwlekając, zbiegł na dół, gdzie w jadalni czekał na niego Syriusz.
– Witaj, Harry. – Syriusz objął chrześniaka, poklepując go po plecach.
– Dobrze cię widzieć. Chciałem z tobą porozmawiać. Przejdziemy się? – zaproponował Harry, zbyt zniecierpliwiony, aby dłużej zwlekać. Syriusz musiał mu wyjawić prawdę.
– Za pół godziny podaję obiad i chcę was obu widzieć przy stole.
Dobiegł ich dochodzący z kuchni stanowczy głos pani Weasley.
– Oczywiście, Molly, wrócimy na czas – zapewnił Syriusz. – Co się stało, Harry? – zapytał, gdy tylko znaleźli się na ganku.
Harry od początku wydał mu się nieswój. Coś go dręczyło i podejrzewał, że o tym chce z nim porozmawiać.
– Nie tutaj. Lepiej, żeby nikt nas nie podsłuchiwał.
Syriusz zdziwił się nieco, lecz podążył za Harrym. Jego chrześniak zwykle bardzo ufał Weasleyom. Traktował ich niemal jak rodzinę, więc nie rozumiał, skąd u niego ta tajemniczość i podejrzliwość. Zaczął się naprawdę martwić.
Harry zatrzymał się dopiero w znacznej odległości od Nory. Tutaj nikt im  nie przeszkodzi w tej bez wątpienia trudnej rozmowie.
– Nie wiem nawet, jak zacząć, dlatego zapytam wprost. Czy mój ojciec porwał Hermionę z rodzinnego domu, gdy był niemowlęciem?
Harry bał się odpowiedzi, podświadomie wiedział, jaka ona będzie
i właśnie tej pewności się obawiał. To, co zaraz usłyszy, może wywrócić jego świat do góry nogami.
– Kto ci to powiedział? – zapytał wyraźnie zaniepokojony Syriusz.
Harry nie powinien tego wiedzieć, nikt nie powinien. Ta misja była ściśle tajna, zapewniano ich o tym niejednokrotnie.
– Podsłuchałem Dumbledore’a i Snape’a, resztę sam wydedukowałem.
Harry nie chciał mieszać w to Hermiony, miała przez niego wystarczająco problemów.
– Co mówili? – nie dawał za wygraną Syriusz.
– Że Hermiona zrujnowała mojego ojca. Dyrektor mówił też kiedyś, że Zakon uprowadził Hermionę, aby ją chronić. Odpowiedz, czy to był mój ojciec.
– Nie zrobił tego sam, ja z nim tam byłem.
To koniec. Potwierdziły się wszystkie najgorsze przypuszczenia Harry’ego, było nawet gorzej. Nie tylko jego ojciec brał udział w tej potwornej zbrodni, która zaważyła na całym życiu Hermiony.
– Dlaczego?
Tylko to pytanie przyszło Harry’emu do głowy. Jak oni mogli, czy nie zdawali sobie sprawy, co zrobili? Odebrali Hermionę rodzicom i oddali w ręce złych ludzi.
– To była tajna misja – zaczął tłumaczyć Syriusz – zanim Dumbledore nas nie wybrał, nawet nie wiedzieliśmy, że Voldemort ma dziecko. On wszystko zaplanował. Powtarzał, jakim zagorzeniem jest jego potomek, jak wielką moc posiada i co zrobi z naszym światem, gdy dorośnie. Pokazał nam przepowiednie. Mówiła o dziewczynce z czerwca, zrodzonej z mroku i ognia, która nas unicestwi. Uwierzyliśmy. – Syriusz zwiesił głos, wracając myślami do dwudziestego pierwszego lipca tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego roku.
Minęło prawie siedemnaście lat, a pamiętał każdy szczegół. Rudowłosa kobieta własnym ciałem zasłaniająca kołyskę. Oszołomił ją, nim zdążyła cokolwiek zrobić. James zabrał przeraźliwe płaczące dziecko i zniknęli.
Harry oniemiał. Hermiona cierpiała z tego samego powodu, co on. Jakaś cholerna przepowiednia zadecydowała o ich losie, odbierając najbliższych.
– Mieliście takie samo prawo ją porywać, jak Voldemort zabijać rodziców.
Syriusz nawet nie próbował zaprzeczać. Popełnili ogromny błąd. Nie potrafił wymazać z pamięci widoku martwego ciała Jamesa leżącego na schodach, podobnie jak Lily. Słodka Lily, martwa przy kołysce do złudzenia przypominała kobietę z Riddle Manor, te same włosy i ból wypisany na twarzy. To właśnie ten widok otworzył mu oczy. Zawinili i przyszło im za to zapłacić najwyższą cenę. Każdego dnia żałował, że to nie on zginął zamiast Potterów.
– Popełniliśmy ogromny błąd, Harry, zgadzając się na zabicie tej małej.
– Zabicie? Wy mieliście ją zabić? – zapytał z niedowierzaniem Harry. Jego ojciec i chrzestny to niedoszli mordercy, a człowiek, któremu tak ufał, zwyrodnialec.
– On nas zmanipulował, Harry. Cały czas powtarzał, że to dla większego dobra. Nie usprawiedliwiam nas, ale gdy już ją zabraliśmy i mieliśmy to skończyć, nie potrafiliśmy. Dopiero wtedy do nas dotarło, na co się zgodziliśmy. Obaj mieliśmy przed oczami Lily, która lada dzień miała cię urodzić. Staliśmy nad płaczącą Hermioną i byliśmy przerażeni.
Płaczu tej małej Syriusz miał nie zapomnieć do końca swych dni. Patrzyła na nich załzawionymi i przerażonym oczkami, uświadamiając potworność tego, co chcieli zrobić.
– Nie potrafiliśmy jej zabić. Jak nam się wydawało, usunęliśmy z niej magię i oddaliśmy bezdzietnej mugolskiej rodzinie. Dumbledore miał się
o niczym nie dowiedzieć. Powiedzieliśmy mu, że mała nie żyje, ale nam nie uwierzył. Przytaknął, ale zaczął nas sprawdzać, kontrolować.
To oblicze Albusa Harry poznał niedawno, a teraz tylko się utwierdził
w przekonaniu, że nic nie wie o człowieku, którego taktował jak wzór. Dumbledore nieustannie knuł i spiskował, mieszając wszystkim w głowach. Dla większego dobra? Czy nie uczył go, że to dewiza śmierciożerców, za której pomocą usiłują usprawiedliwić swoje okrutne czyny? Czym on się różnił od Voldemorta? Jeden zabił jego rodziców przez przepowiednię, a drugi zlecił morderstw dziecka dokładnie z tego samego powodu. Co z tym światem było nie tak?
– Harry, dlaczego podsłuchiwałeś Dumbledore’a? – zapytał po dłuższej chwili Syriusz.
Młody był w szoku i absolutnie mu się nie dziwił. Zaniepokoiła go jednak jego podejrzliwość w stosunku do Albusa. Sam dawno przestał mu ufać, ale Harry zawsze wyrażał się o nim pochlebnie. Z jakiegoś powodu musiał, więc zmienić zdanie.
– Opowiada o Hermionie niestworzone rzeczy. Robi z niej potwora
i nastawia wszystkich przeciwko niej. Niejednokrotnie przyłapałem go na kłamstwie, a w tej rozmowie mówił, że musi mnie odciąć od Hermiony, ponieważ jestem symbolem okrucieństwa Voldemorta i potrzebuje mnie po stronie Zakonu.
– Harry, musisz na siebie uważać. On nie może zwątpić w twoją lojalność. – Syriusz mówił bardzo poważnie.
Albus nie był nieskazitelnym człowiekiem, za którego powszechnie go uważano. Skrywał wiele mrocznych sekretów. Harry’emu nic nie zagrażało, póki Dumbledore wiedział, że ma w nim sprzymierzeńca.
– On wszystkimi manipuluje.
– Ale robi to bardzo dobrze.
– Powinniśmy powiedzieć prawdę o Hermionie.
– Nikt nam nie uwierzy, nie mamy żadnych dowodów, a Albus to powszechnie szanowany człowiek. Nasze słowo przeciwko jego, jak sądzisz, komu uwierzą?
– To, co mamy zrobić?
– Nie wychylać się. Albus to osoba, z którą nie powinniśmy wchodzić na wojenną ścieżkę.
– Ale…
– Posłuchaj, straciłem już twojego ojca i nie wybaczyłbym sobie, gdyby
i tobie coś się stało. Ciekawość to niebezpieczne zjawisko. Drążenie prawdy bywa niebezpieczne.
Syriusz już raz zwiódł. Nie ocalił Jamesa i Lily przed gniewem Voldemorta. Teraz był odpowiedzialny za ich syna i nie mógł po raz kolejny zwieść. Jego przyjaciele żyli w Harrym, był wszystkim, co po sobie pozostawili.
Harry, widząc tak zatroskanego Syriusza, zaczął sobie uświadamiać, że nie wszystko jest takie proste, jak się wydaje. Nie ma jasnej i ciemnej strony, dobrego i złego wyjścia. Nie chciał dokładać Syriuszowi zmartwień, ale nie potrafił też odpuścić. Przeszłość i teraźniejszość kryły zbyt wiele tajemnic, aby potrafił odpuścić. Mógł obiecać tylko jedno:
– Będę na siebie uważał.