niedziela, 7 grudnia 2014

18. Nieproszony gość


— Czy wy się możecie w końcu wziąć do roboty?!
Krzyk Teodora potoczył się po boisku, gdzie właśnie trwał trening, jedyny, jaki pozostał Ślizgonom przed meczem z Hufflepuffem. Przez ostatnie dwa tygodnie Nott zwiększył ich liczbę, aby lepiej przygotować swoją drużynę, a teraz oni dzień przed meczem popełniają podstawowe błędy.
— Przerwa!
Zarządził w końcu kapitan, a cała drużyna wylądowała na murawie.
— Daję wam dziesięć minut na ogarnięcie się, a potem, zamiast błaznować, macie grać.
Nikt nie odezwał się nawet słowem. Wyprowadzili Notta z równowagi, a to mimo iż zdążało się rzadko, mogło się dla nich źle skończyć. Większość wróciła do szatni, aż w końcu na boisku zostali tylko Teodor, Blaise i Draco.
— Lećmy do dziewczyn. Lepiej nie narażać reszty na gniew Teo.
Nott ni jak nie skomentował słów Zabiniego, tylko wsiadł na miotłę i odleciał w stronę trybu. Nienawidził, gdy coś szło nie po jego myśli, zwłaszcza, że na ułożenie tej strategii i całą resztę poświecił masę czasu i energii. Nie pozwoli, żeby teraz ci kretyni to wszystko zmarnowali.
— Jest wściekły.
Podsumował Blaise, dosiadając swojej miotły. On w przeciwieństwie do kumpla nie przejmował się aż tak bardzo, podobnie jak Draco, który nawet przez chwilę nie wątpił w możliwości ich drużyny.
— Jak jutro wygramy, to mu przejdzie.
Oznajmił Draco, po czym razem z przyjacielem wzbili się w powietrze. Teodor już siedział z Tracey, Dafne i Pansy, które jak zwykle były obecne na treningu, podobnie jak kilka innych dziewcząt ze Slytheriunu. Draco jednak nie ich szukał. Zlokalizowanie małej złośnicy siedzącej z nosem w książce, nie zajęło mu zbyt długo. Decyzję, gdzie spędzi tę przerwę, podjął bardzo szybko. Nie informując Zabiniego o swoich planach, skręcił w lewo, kierując się w stronę zaczytanej Hermiony. Podleciał do niej najciszej, jak potrafił, lecz coś poszło nie tak, ponieważ gdy znajdował się już blisko, ta nagle podniosła wzrok.
— Skończyliście już?
Zapytała z nadzieję, modląc się do Merlina, aby tak właśnie było. Nie dość, że tkwiła tu bez sensu od blisko godziny, to jeszcze robiło się coraz zimniej, a ona zamiast kurtki założyła niezbyt ciepłą bluzę.
— Będziesz mogła jeszcze podziwiać naszą wspaniałą grę, bo to tylko przerwa.
Draco wylądował na trybunach i zszedł z miotły, po czym usiadł obok Hermiony, której zrzedła mina. Ukryła twarz w dłoniach, opierając łokcie o kolana, na których spoczywała książka. Miała już serdecznie dość tych treningów, na które przychodziła wbrew własnej woli. Na nic zdawało się tłumaczenie tym baranom, że w dormitorium nic jej nie grozi. Co najmniej trzy razy w tygodniu ciągnęli ją na stadion, gdzie marnowała swój cenny czas.
— Melinie, kiedy to się wreszcie skończy?
— Mniej więcej w połowie listopada.
Hermiona podniosła głowę i posłała Draconowi mordercze spojrzenie, które wywołało uśmiech na jego twarzy. Ta kruszyn nawet w stanie furii, mimo iż usilnie starała się być groźna, wyglądała słodko. Szczególnie gdy stali, a ona, żeby w ogóle spojrzeć mu w oczy, musiała nieźle zadzierać głowę. Nic go tak nie bawiło, jak to.
— Sprawdź, czy cię nie ma po drugiej stronie trybun.
Po tych słowach Hermiona postanowiła ponownie skupić się na lekturze i olewać Dracona, podobnie jak fakt, że jej ciałem co chwilę wstrząsają dreszcze spowodowane zimnem. Trwało to jednak stosunkowo krótko, gdyż ten bardzo szybko jednym zwinny ruchem odebrał jej książkę.
— Oddawaj!
Oburzyła się Hermiona, wyciągając rękę po swoją własność, którą Draco trzymał jak najdalej od niej.
— „Władca much”.
Malfoy odczytał na głos tytuł, spoglądając z powątpiewaniem na oburzoną dziewczynę.
— Skąd ty wytrzasnęłaś badziew z takim tytułem?
— Sam jesteś badziew i oddawaj moją książkę!
— Spokojnie, mała. Nie słyszałaś, że złość piękności szkodzi?
Mruknął pod nosem Draco, otwierając książkę na pierwszej lepszej stronie. Hermiona przez chwilę  przyglądała mu się z żądzą mordu w oczach, lecz gdy zdała sobie sprawę, że jest ignorowana, skrzyżowała ręce na piersi i zwróciła się w stronę pustego boiska. Melinie, jak on ją wkurzał. Zawsze, absolutnie zawsze musiał robić coś, żeby wyprowadzić ją z równowagi. Cóż, inna sprawa, że pannie Riddle z czasem przeszkadzało to coraz mniej, a fakt, że Draco poświęcał jej tyle uwagi, mimo iż wcale nie musiał, był nawet miły. Nie zmieniało to jednak tego, że czasami najchętniej by go udusiła. Nawet teraz gdy siedziała tu znudzona i przemarznięta, nie mógł sobie odmówić drażnienia jej. „Merlinie, przypomnij mi, za co ja go lubię?”. W tym samym czasie kawałek dalej grupka przyjaciół przyglądała się poczynaniom swoich znajomych.
— Że też ona go jeszcze czymś nie przeklęła.
Stwierdził z rozbawieniem Teodor, widząc kumpla, odbierającego Hermionie książkę. Czasami zastanawiał się, jak ona z nim wytrzymuje, lecz biorąc pod uwagę fakt, że od września zobaczenie ich osobno stanowiło nie lada wyczyn, nie mogło być tak źle. Niby Draco wykręcał się różnymi bzdurami, ale oni z Zabinim i tak wiedzieli swoje. Malfoy leciał na Riddle i nikt nie wmówi im, że tak nie jest. Rzecz jasna nie mówili o tym na głos, a przynajmniej przy Hermionie, bo źle by się to dla nich skończyło, ale swoje i tak wiedzieli.
— To jest Smok, on żyje, żeby igrać z ogniem.
Teodor na słowa Blaise’a zaśmiał się krótko, lecz dziewczyny nie podzielały jego entuzjazmu. O ile Diabeł szybko przebolał kosza od Hermiony, tak Tracey coraz gorzej znosiła, oglądnie Dracona nie odstępującego jej na krok. Cholera, znali się, przyjaźnili tyle lat, myślała, że będzie z tego coś więcej, a on nagle rzuca wszystko, żeby uganiać się za tą Riddle. Co ona miała, czego jej brakowało poza tym, że stroniła od ludzi, nikt jej nie lubił i całe dnie spędzała przy książkach? Jak ktoś taki mógł zainteresować jednego z najprzystojniejszych chłopaków w szkole? Pannie Davis nie mieściło się to w głowie.
— Ja się raczej zastanawiam, jak on z nią wytrzymuje.
Powiedziała Pansy, widząc niewyraźną minę przyjaciółki. Naprawdę jej współczuła. Pamiętała, gdy ona przeżywała to samo z Blaise’em. To jednak należało do przeszłości. Hermiona nie okłamała Dafne, naprawdę nie interesował jej Diabeł, który teraz o wiele więcej czasu spędzał z nimi. Co więcej, zaczął o wiele bardziej niż wcześniej zawracać na nią uwagę, a to sprawiało jej niewyobrażalną radość. Do pełni szczęścia brakowało jej tylko uwolnienia Dracona od Riddle. Nie mogła znieść przygaszonej Tracey w sytuacjach takich jak ta.
— Raczej nie narzeka, skoro od jakichś dwóch tygodni przesiadują w jej dormitorium do wieczora.
— Zabini!
Krzyknął Nott, a Blaise dopiero teraz zadał sobie sprawę, co zrobił. Jakiś czas temu odkryli, gdzie na całe popołudnia znika Draco, gdyż ten nie chciał im nic powiedzieć. Po prostu po cichu wyszli za nim z pokoju i daleko nie musieli szukać. Zapytany jednak o cel swoich wizyt u Hermiony, nieźle się wkurzył, oznajmiając, że to nie ich sprawa i, że jeśli komukolwiek o tym powiedzą, to pozabija.
— Że co proszę?!
Oburzyła się panna Davis, mając nadzieję, że Blaise po raz kolejny się zgrywa. Tego już było za wiele. Najpierw wspólne bieganie i ten pożal się Merlinie projekt dla Snape’a, a teraz to?
— Nic w tym dziwnego skoro ze sobą kręcą, nie?
Powiedział pierwsze, co przyszło mu do głowy Blaise, nieświadomie pogrążając przyjaciół. W Tracey coś pękło. Koniec z bezczynnością. Jeśli sama nie zawalczy o Dracona, ta niewyrośnięta małpa sprzątnie jej go sprzed nosa, do czego dopuścić nie zamierzała. Jakaś przybłęda ma ją pokonać? Niedoczekanie. Już ona jej pokaże, że z arystokracją się nie zadziera.
— My tu gadu, gadu, a pora na trening.
Zarządził w końcu Teodor, podnosząc się z miejsca. Blaise z ochotą zrobił to samo i już po chwili obaj odlecieli w stronę zbierającej się na boisku drużyny.
— Smok ci łeb urwie, jak się o tym dowie.
Tak Teodor podsumował gafę przyjaciela i ani jeden z nich nie wątpił, że ma rację. Draco od pewnego czasu zdawał się coś przed nimi ukrywać, co oznaczało, że sprawa musi być naprawdę poważna. Szanowali to, w końcu każdy ma jakieś tajemnice, ale teraz Zabini wkopał ich w niezłe bagno.
— Przyjmijmy, że się nie dowie, a ty mu nic nie powiesz.
Taki wyjście z sytuacji zdawało się najrozsądniejsze; oni zostaną przy życiu, a Draco uniknie niepotrzebnych stresów. Nie rozmawiali o tym dłużej, gdyż na ziemi czekała już cała drużyna… no może prawie.
— Malfoy, chciałbym ci przypomnieć, że mamy trening!
Krzyknął Teodor w stronę trybun, gdzie aktualnie przebywał blondyn, na którego czekała cała drużyna.
— Słyszałeś? Oddawaj książkę i znikaj.
Hermiona odwróciła się w stronę Dracona, który przez cały czas był w posiadaniu jej lektury. Dopiero teraz, gdy usłyszał, że przerwa dobiegła końca, zamknął ją i oddał dziewczynie.
— Książka do zniesienia, ale tytuł? Szkoda gadać.
Widząc łobuzerski uśmiech wsiadającego na miotłę Dracona, Hermiona pokręciła z politowaniem głową, lecz kąciki jej ust ledwie zauważalnie powędrowały ku górze. Nie miała siły go pouczać, więc po prostu otworzyła książkę tam, gdzie skończyła i na nowo zatraciła się w świecie bezludnej wyspy*. Jeśli ma tu siedzieć bezczynnie i marznąc, to musi się chociaż czymś zająć. W tym samym czasie Draco doleciał do drużyny, która już wsiadała na miotły, aby wznowić trening.
— Dajcie mi jeszcze minutkę.
Powiedział nagle, znajdując się tuż obok zawodników, po czym skierował miotłę w stronę szatni. Musiał jeszcze coś załatwić, a oni mogą przecież poczekać.
— Od czego do cholery była przerwa?!
Upomniał go Teodor, który nie dysponował dziś zbyt dużymi pokładami cierpliwości, a fanaberie Malfoya wcale nie ułatwiały mu zachowania spokoju. Na szczęście Draco niemal natychmiast wyleciał z szatni, o dziwo trzymając w ręku swoją czarną bluzę z kapturem. Ignorując zaciekawione spojrzenie kolegów, skierował się ku trybunom, gdzie siedziała niejaka panna Riddle.
— Widziałeś, jaki się ze skubańca opiekun zrobił?
Zadrwił wiszący w powietrzu obok Teodora Blaise, bezbłędnie odczytując intencję przyjaciela. Momentami naprawdę go nie poznawał, zwłaszcza jeśli chodziło o Hermionę. Może i reszta nie zasługiwała na takie przywilej jak prawie miły Smok, ale jak widać, panna Riddle miała coś w sobie. Nie tracił przy tym nic ze swojego trudnego charakteru, ale chociaż dla niej potrafił wykazać się empatią, której tak brakowało mu na co dzień.
— Jak nic wpadła po uszy.
— Co najmniej.
Nieświadomy, że jest tematem rozmowy przyjaciół Draco, cicho podleciał dość blisko Hermiony i znienacka rzucił na jej głowę przyniesioną bluzę. Przestraszona dziewczyna natychmiast zrzuciła z siebie nieznaną rzecz, rozglądając się na boki w poszukiwaniu zagrożenia, ale zamiast niego  ujrzała ledwie powstrzymującego śmiech Dracona.
— Może w końcu przestaniesz się trząść jak Longbotton na eliksirach.
Puścił jej jeszcze tylko oczko, po czym zniknął z jej pola widzenia. Zdziwiona Hermiona podniosła z ziemi czarny materiał, który okazał się ogromną jak dla niej bluzą, która sądząc po zapachu ładnych perfum, należała do Malfoya. Nie mogła się nie uśmiechnąć na coś takiego. Aż dziw bierze, że Malfoy, jeśli chciał, potrafił być słodki. Hermiona natychmiast skarciła się za tę myśl. Dał jej bluzę i tyle, nie ma powodów do doszukiwania się w tym drugiego dna, a tym bardziej wysuwania takich wniosków. Nie rozczulając się dłużej nad zachowaniem chłopaka, odłożyła książkę i wstała, z zamiarem założenia jego bluzy. Tak jak myślała, ubranie okazało się o wiele za duże. W rękawach dosłownie się topiła, nie mówiąc o dole, który sięgał jej bez mała do kolan. Cóż, lepsze jednak to niż zamarznięcie na tych niewygodnych ławkach. Zapiąwszy zamek bluzy, ponownie sięgnęła po książkę, licząc, że w najbliższym czasie wróci do zamku.
— Draco, jaki się z ciebie dżentelmen zrobił. Normalnie nie poznaję kolegi.
Takimi słowami przez Blaise’a został przywitany Malfoy, gdy znalazł się przy będącej już w powietrzu drużynie.
— Naprawdę chcesz wiedzieć, ile obchodzi mnie twoje zdanie?
Draco nie czuł szczególnej potrzeby tłumaczenia się przyjacielowi. Dał Riddle swoją bluzę, wielki mi rzeczy. Nawet siedząc obok niej, czuł, jak się trzęsie, więc to chyba normalne, że postąpił tak, a nie inaczej? „Ty tak serio, czy się zgrywasz?”, zadrwiła jego podświadomość, po której stronie niestety znajdowała się racja. Co go obchodziła jakaś marznąca dziewczyna? O swoich trzech przyjaciółkach nawet nie pomyślał. I tu pojawiała się odpowiedź. On nie interesował się jakąś tam dziewczyną, tylko Riddle: upartą, nieznośną, rozbrajającą Riddle. Sam nie wiedział, jak to działa. Był niczym ćma, krążąca w mroku, obojętna na wszystko. Hermiona z kolei niespodziewanie przemieniła się w pochodnię, której nie mógł się oprzeć. Brnął przed siebie, nie bacząc na konsekwencje, byleby znaleźć się jak najbliżej niej. To było chory, bo jakby nie patrzeć nienawidzili się od tylu lat. Jednak i ta sprawa nie dawała mu spokoju, bo czy aby na pewno? Jego negatywne uczucia względem niej nie były spowodowane nią jako osobą, lecz jej pochodzeniem. Szlama – to słowo pojawiało się w jego głowie przez ostatnie pięć lat, ilekroć zaczynał myśleć o Hermionie inaczej niż jak o kujoncę z wrogiego domu. Czym jednak teraz miał się zasłonić? Od blisko dwóch miesięcy nie mógł wymigiwać się jej pochodzeniem. Należała do ich świata, okazała się arystokratką i to nie byle jaką, była nawet Ślizgonką, więc dlaczego miałby od niej uciekać? Bariery zniknęły, a i ta, którą stanowiła nienawiść, straciła na sile, o ile w ogóle jeszcze istniała. Takim oto sposobem początkowa niechęć do powierzonego im przez Czarnego Pana zadania poszła się je… kochać. Właściwie to powinien mu być nawet wdzięczny za możliwość bliższego poznania jego córki. Draco zapewne rozmyślałby tak jeszcze długo, gdyby nie silne uderzenie w tył głowy, które ktoś śmiał mu zaserwować.
— Co jest?!
Krzyknął oburzony, łapiąc się za potylicę.
— Długo jeszcze zamierzasz lewitować na środku boiska? Nie, żebym miał coś przeciwko, ale do ciężkiej cholery jutro rozgrywamy mecz, więc weź się w końcu do roboty!
Powiedział oburzony Teodor, uświadamiając przyjacielowi, że przecież trwa trening, a on w tym momencie robi z siebie kompletnego debila.
— Nie gorączkuj się tak.
Nott pokręcił jedynie z politowaniem głową nad lekceważącym podejściem przyjaciela, po czym wznowił trening. Na boisku spędzili jeszcze ponad godzinę, póki Teodor nie uznał, że są gotowi na jutrzejszy mecz. Wszyscy czuli zmęczenie, lecz nie skarżyli się, wiedząc, że to jedyna droga do sukcesu. Po ogłoszeniu końca treningu i kibice zaczęli się zbierać do zamku. Jedynie cztery Ślizgonki czekały, aż kapitan udzieli zawodnikom ostatnich rad i będą mogli razem wrócić. Trzy robiły to z własnej woli, czwarta niekoniecznie. Hermiona najchętniej już zamknęłaby się w swoim pokoju, zapominając o całym świecie. Poza tym czuła się głupio, stojąc tu w za dużej bluzie Mafloya, szczególnie że Tracey co chwilę posyłała jej spojrzenia, pod których wpływem powinna leżeć martwa. Dobra, nie znosiły się, ale po co zaraz te nerwy? Czy ona jej zabrania podrywać Malfoya? Nie. Czy próbuje jej w tym przeszkodzić? Nie. Czy miałaby coś przeciwko, gdyby zaczęli się spotykać? Ta… Zaraz, oczywiście, że nie.
— Witam moje panie.
Rozmyślania Hermiony przerwało pojawienie się chłopaków, którzy w końcu ostatecznie zakończyli trening.
— Ładnie ci w mojej bluzie, mała.
Stwierdził bez cienia sarkazmu Draco, stając naprzeciwko Hermiony, która zaczęła poprawiać i tak za długie rękawy bluzy, nie zaszczycając go nawet jednym spojrzeniem. Nie dość, że Davis zaraz rzuci się na nią z pazurami, to jeszcze on musi ją zawstydzać.
— Na pewno lepiej niż tobie.
Słowa panny Riddle wywołały uśmiech na twarzach zgromadzonych, poza dwoma wyjątkami. Tracey i Pansy nie wydawały się skore do żartów. Pierwsza z nich już układała w głowie plan, jak usunąć Hermionę z walki o serce Dracona. Nigdy jej nie lubiła, a teraz, gdy według niej stały się rywalkami, to uczucie tylko przybrało na sile.
— Może wracajmy już do zamku?
Zaproponowała panna Davis, na co wszyscy chętnie przystali, po czym zwróciła się już bezpośrednio do Malfoya.
— Draco, możemy zamienić słówko?
Malfoy zdziwiła nieco jej prośba, lecz bez słowa skinął głową na znak zgody. Cała reszta ruszyła do zamku, co uczyniła również dwójka Ślizgonów, tyle że nieco później, aby mieć chwilę prywatności.
— O co chodzi?
— Bo widzisz trochę mi głupio, ale mam ostatnio problemy z OPCM. Za nic nie mogę opanować tych zaklęć, a jeszcze teraz ten esej i pomyślała, że… może mógłbyś mi pomóc?
Panna Davis udawała nieco zakłopotaną, aby lepiej odegrać swoją rolę. Na ten plan wpadła zaledwie chwilę wcześniej. Skoro normalne próby zwrócenia uwagi Dracona nie skutkują, musi posunąć się do podstępu. Czas spędzony z młodym arystokratą sam na sam to wszystko, czego jej potrzeba, aby odciągnąć go od Riddle. Draco za to nieświadomy podstępu, którego został ofiarą, był szczere zdziwiony prośbą koleżanki. Davis i problemy w nauce? Może i nie spędzała przy książkach zbyt dużo czasu, ale do tej pory nie zauważył u niej żadnych braków. Cóż, jak widać, każdemu zdarzało się czegoś nie ogarniać. No może poza Riddle, ale ona jest bardziej, jak mutant niż normalny człowiek. Draco zastanawiał się jednak, czy mógł sobie pozwolić na kolejne obowiązki w postaci korepetycji. Już teraz brakowało mu wolnego czasu. Nauka, treningi, zadanie od Lorda, to wymagało poświęceń. Prawdę powiedziawszy to chwilę dla siebie miał w łazience, ewentualnie w nocy, a z żadnej z tych rzeczy nie zamierzał zrezygnować na rzecz Tracey.
— Nie za bardzo mam teraz kiedy, ale poproś Teodora, on na pewno się zgodzi.
Powiedział Draco, starając się nie urazić dziewczyny. Nie jego wina, że jest zajęty, a to, że szczególnych chęci spędzania czasu z Tracey nie przejawiał to już inna sprawa. Ostatnimi czasy stała się dość… nachalna. Zagadywała go, próbowała zwrócić na siebie uwagę, a co gorsza pastwiła się nad Riddle. Nawet on widział, że momentami Hermiona ma dość i mimo swojej maski nie potrafi w pełni ukryć, że coś ją zabolało. Nie podobało mu się to i to bardzo. Głównie dlatego, że sam robił to przez lata. Krzywdził ją na każdym kroku, chociaż wcale nie musiał. Robił to ot tak, dla zasady, nie zaprzątając sobie głowy tym, że ona jak każdy człowiek ma uczucia. Dlatego teraz tak irytowało go zachowanie Tracey. Miał wyrzuty sumienie, bo wiedział, że sam zachowywał się o wiele gorzej. Nim Tracey zdążyła w jakikolwiek sposób zareagować, Draco dołączył do roześmianej grupy przed nimi, nie zaprzątając sobie nią głowy. Ślizgonkę szlag trafił. Po co ona się stara i robi z siebie idiotkę, skoro Draco i tak ma to gdzieś i zaraz leci do tej przybłędy? Ona na to nie pozwoli. Nikt nie będzie jej tak traktował, absolutnie nikt.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

— Witam na pierwszym w tym sezonie meczu Quidditcha!
Z wypełnionych po brzegi trybun potoczyły się okrzyki zachwytu i brawa. Na stadionie zebrała się niemal cała szkoła, chcąc podziwiać zmagania dwóch drużyn. Mecze Quidditcha zawsze stanowiły w Hogwarcie nie lada atrakcję i cieszyły się popularnością zarówno wśród uczniów, jak i nauczycieli.
— Dziś zmierzy się Slytherin i Hufflepuff! Pani Hooch przypomniała już zasady, a teraz kapitanowie obu drużyn podają sobie dłonie.
Istotnie na ziemi Teodor wraz z o roku starszym Puchonem wymienili uścisk dłoni. Obaj byli tak samo pewni zwycięstwa swoich drużyn, co było widoczne na pierwszy rzut oka.
— Zająć pozycje i zaczynamy!
Na słowa pani Hooch wszyscy wzbili się w powietrze. Nauczycielka odczekała chwilę, dając zawodnikom czas na wypełnienie jej polecenia. W końcu dało się słyszeć głośny gwizd i kafel oraz inne piłki poszły w ruch.
— Kufel przejmują Puchoni! Cóż to jednak?! Nowy nabytek Ślizgonów niemal natychmiast im go odbiera! Cóż za przejęcie! Baddock naprawdę nieźle sobie radzi!
Malcolm istotnie bez trudu unikał przeciwników i tłuczków. Ciężko trenował zarówno w wakacje, jak i teraz i nie zamierzał zmarnować danej mu szansy.
— Kafel ląduje u Zabiniego! Ten mknie w stronę pętli! Będzie rzucał i…! W ostatniej chwili podaje do Baddock, który trafia w środkową pętlę, zdobywając dla Slytherinu dziesięć punktów!
Z części trybun zajmowanej przez kibiców Domu Węża potoczyły się oklaski oraz wiwaty. Nawet Hermiona, może bez takiego entuzjazmu jak pozostali, ale biła brawo. Nie widziała nic szczególnego w Quidditchu, lecz jak wiadomo, ostatnimi czasy jej zdanie nie było brane pod uwagę. Na przykład dzisiaj, godzinę przed meczem Malfoy wraz ze swoją bandą wpadł do jej pokoju, ubrał jej swój szalik, kazał zabrać kurtkę, oznajmiając, że muszą być wcześniej na stadionie. Nie, żeby łudziła się, że ją to ominie. Zaliczyła ich wszystkie treningi, więc to oczywiste, że nie darowaliby jej meczu. Tym razem jednak, zamiast skupić się na książce obserwowała grę, głównie dlatego, że w takim hałasie i tak nic by nie przeczytała. Już po pół godziny musiała przyznać, że Ślizgoni radzą sobie naprawdę dobrze. Nie, żeby jakoś szczególnie się na tym znała, jednak obserwując, z jaką łatwością zdobywają punkty i radzą sobie z przeciwnikami, nawet ona wiedziała, że są świetnie przygotowani.
— Ślizgoni zdobywają kolejne punkty! Prowadzą sto dziesięć do czterdziestu! Jak widać, Nott sprawdza się w roli kapitan! Ciekawe, czy uda mu się zaprowadzić drużynę do zwycięstwa!
Nikt ze Slytherinu nie miał co do tego wątpliwości, zresztą słusznie. Po niecałej godzinie meczu, w której czasie Slytherin zdobył sto siedemdziesiąt punktów, w końcu nastał wyczekiwany przez wszystkich moment.
— Albo mi się wydaje, albo Draco Malfoy zauważył znicz!
Wszyscy natychmiast zaczęli wypatrywać blond czupryny, szukając potwierdzenia słów komentatora i znaleźli. Draco z zawrotną prędkością mknął w stronę trybun zajmowanych przez Ślizgonów. Jego cel był już blisko. Nie przejmował się rywalem, gdyż ten znajdował się na drugim końcu boiska, a jego od złotej piłeczki dzieliło zaledwie kilka metrów. Wzbił się jeszcze wyżej, wyciągnął rękę i…
— Tak, Draco Malfoy złapał znicz, zdobywając tym samym sto pięćdziesiąt punktów dla Slytherinu! Wygrywają Ślizgoni z wynikiem trzysta dwadzieścia do siedemdziesięciu!
Kibice zielonych szaleli, a ci uradowani zwycięstwem okrążyli boisko, wywołując jeszcze większy entuzjazm. Gdy wylądowali i uczniowie zaczęli schodzić z trybun, jedni w celu pocieszenie, a inni pogratulowania swoim drużynom.
— Gratulację.
Takimi słowami z uroczym uśmiechem przywitała chłopaków Pansy, przytulając się do Blaise, który przytrzymał ją w objęciach, nieco dłużej niż powinien. Większość dziewczyn gratulowała zwycięzcom, korzystając z okazji do wyściskania tylu bez wątpienie przystojnych chłopaków.
— Spisałeś się, Draco.
Powiedziała z uśmiechem Tracey, całując blondyna w policzek.
— Dzięki.
Draco również odpowiedział jej uśmiechem, choć w tłumie starał się odnaleźć kogoś zupełnie innego. Dostrzegł ją dopiero po chwili. Stała niedaleko wyjścia, przyglądając się wszystkiemu z daleka. Nie czuła potrzeby przepychania się między tymi wszystkimi ludzki, bo i po co? Przyglądając się jednak tym lgnącym do chłopaków dziewczynom, w jej głowie pojawiały się różne dziwne myśli. Czemu ona nie może być jak one: wiecznie wesołe, beztroskie, otwarte? Czemu nie może być normalna? Ktoś mógłby powiedzieć, że sama wybrała sobie życie odludka. Jednak to nieprawda, On ją do tego zmusił. Za każdym razem, gdy chciała się zmienić, brakowało jej odwagi, siły, wsparcia, którego otrzymać nie mogła, bo nikt tak na dobrą sprawę nie wiedział, z czym się boryka. Ludzie nie potrafią patrzeć głębiej, widzą tylko to, co dla nich oczywiste. Nic nie jest czarne albo białe. Nasz świat składa się z wielu odcieni szarości, która bywa gorsza od największego mroku.
— Co jest, mała, nie pogratulujesz mi?
Hermiona gwałtownie podniosła głowę, dopiero teraz zauważając Malfoya stojącego tuż przed nią, za blisko. Musiała nieźle odpłynąć, skoro nawet nie zauważyła, kiedy przeszedł. Szybko jednak odzyskała rezon.
— Mało ci bezmózgich fanek?
— A może ja bym wolał ciebie?
— Nie zgrywaj się, Malfoy.
Ucięła zawstydzona Hermiona, czując zdradliwe ciepło na policzkach. Merlinie, do czego ten idiota doprowadził. Ona się nie rumieni, a już na pewno nie z byle powodu. Chyba tylko on wywoływał u niej coś takiego. Nie łatwo było ją zawstydzić, ale jak widać, jemu udało się znaleźć na to sposób. Będzie musiała coś z tym zrobić, koniecznie.
— Nie wiedziałem, że ty aż taka wstydliwa jesteś.
Drwił dalej Draco, nie spuszczając wzroku z zarumienionej dziewczyny, którego ta z kolei za wszelką cenę unikała. Lubił ją taką. Co prawda dopiero niedawno ujawniła się przed nim ta odsłona Riddle, ale to wystarczyło. Przebicie się przez jej pierwszą skorupę nie należało do łatwych zadań. Początkowo trzymała go na dystans, za nic nie pozwalając się do siebie zbliżyć, pod każdym tego słowa znaczeniem. Może i nie zmieniło się to za bardzo, ale jednak. Właściwie to odkąd zaczęli przeglądać księgi i poznał dwie z jej bez wątpienie wielu tajemnic, chyba coś w niej pękło. Po czasie zdał sobie sprawę, że właśnie na tym polegała cała trudność w poznaniu Riddle. Ona za wszelką cenę strzeże swoich tajemnic, między innymi poprzez separowanie się od ludzi. Odkrycie ich jest jedynym sposobem na poznanie tej prawdziwej Hermiony, która być może nigdy nie oglądała światła dziennego.
— Wiesz, co ci powiem, Malfoy? Pieprz się.
Tymi słowami Hermiona pożegnała młodego arystokratę, po czym wyminąwszy go, ruszyła w stronę zamku. Jeśli zostanie tu jeszcze chwilę, udusi go albo spali żywcem. Draco najwyraźniej zdawał sobie z tego sprawę – no może poza tym spaleniem – gdyż od razu po jej odejściu najgłośniej jak potrafił, krzykną zarówno do drużyny, jak i do kibiców.
— Ślizgoni, za mną! Idziemy świętować!
Tłum z okrzykiem radości istotnie ruszył za Draconem do zamku, gdzie zamierzali hucznie świętować swój triumf.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

— Może mi ktoś powiedzieć, dlaczego to my do ciężkiej cholery mamy to ogarniać?
Draco wraz z dwójką przyjaciół stał na środku Pokoju Wspólnego, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Dobra, sam zaproponował imprezę, ale czy wspominał coś o tym, że podejmuje się jej organizacji? Nie, to dlaczego na Salazara wszyscy poszli się szykować, a oni zostali tu jak ci kretyni?
— Ktoś musi.
— Super, Nott, tylko dlaczego tym kimś jesteśmy my?
— Możesz, zamiast stać tu jak gumochłony i w kółko marudzić, to tak dla odmiany weźmiesz się do roboty?
Organizacja imprez to dla nich błahostka, ale tym razem pojawiło się kilka utrudnień; zostały im niecałe dwie godziny, nie mieli nic podszykowane, zero jedzenia, alkoholu, muzyki, nic. Nagle jednak Draco doznał olśnienia.
— Mam.
Powiedział z przebiegłym uśmiechem, kierując się w stronę dormitoriów. Pozostała dwójka wymieniła tylko zdziwione spojrzenia, nie widząc sensu w pytaniu, o co chodzi. Jedyne, co im pozostało, to siedzieć i czekać, aż wielki geniusz Draco Malfoy raczy im zdradzić swój pomysł. Wspomniany wcześniej blondyn dotarł do celu swej podróży i zapukał do drzwi w końcu korytarza. Usłyszał kroki, a już po chwili stała przed nim Riddle, poprawiając sweter, gdyż pukanie wyciągnęło ją z garderoby.
— O co chodzi?
Zapytała prosto z mostu, widząc dziwnie zadowolonego z siebie Dracona. Ta mina mogła oznaczać tylko jedno – kłopoty.
— Chodź, to wszystkiego się dowiesz.
— Mów albo żegnam.
— Chciałem być grzeczny, ale wyrażę się jaśniej. Idziesz dobrowolnie, czy mam cię zanieść?
— Dobra.
Skapitulowała Hermiona, doskonale zdając sobie sprawę, że Malfoy nie żartował. Jego triumfalny uśmiech wcale nie poprawił jej nastroju, lecz powstrzymała się od komentarza i ruszyła za Draconem do salonu, gdzie na kanapie czekali Zabini i Nott.
— To jest ten twój genialny pomysł?
Zapytał Blaise, wskazując głową na Hermionę, która stała z założonymi rękami, chcąc, jak najszybciej dowiedzieć się, o co chodzi i wrócić do pokoju. Już wystarczająco dzisiaj zmarnowała na nich czas.
— A masz lepszy?
— Niby nie, ale…
— Powie mi ktoś w końcu, po co tu jestem?
Przerwała prowadzoną przez chłopaków dyskusję Hermiona, tracąc cierpliwość. Nie dość, że wbrew swojej woli została wyciągnięta z pokoju, to jeszcze oni zachowywali się, jakby wcale nie stała tuż obok.
— Pomożesz nam urządzić imprezę.
W pierwszej chwili panna Riddle wybuchała śmiechem, słysząc deklarację Malfoya. Ona i cokolwiek związanego z imprezą? To nawet brzmiało absurdalnie. Niestety czas mijał, a cała reszta pozostała poważna, co wzbudziło jej podejrzenia.
— Żartujesz.
To nawet nie było pytanie, bo przecież wiedziała, jaką uzyska odpowiedź.
— Nie.
— Ty chyba na głowę upadłeś, Malfoy.
— Chodzi nam tylko o pomoc w skołowaniu żarcia, alkoholu, muzyki i jakichś dekoracji. Nie ma czasu i…
— Ale co ja mam do tego? Mnie tu nawet nie będzie. Nie chodzę na imprezy, a tym bardziej ich nie organizuję. Poza tym…
— Proszę.
Tym razem to Draco jej przerwał. Zdziwiona dziewczyna spojrzała na niego, natrafiając na wlepioną w nią parę szarych oczu. Zaskoczył ją. Słowo „proszę” bardzo rzadko wychodziło z jego ust, o ile w ogóle. Czuła, że zaczyna mięknąć, nawet jeśli zdawała sobie sprawę, że on specjalnie wlepia w nią te szare ślepia. „Nie, Hermiono, nie rób tego. Nie bądź głupia, nie możesz…”.
— Niech ci będzie.
Jej słowa zabrzmiały bardziej, jak westchnięcie skazańca. Jak mogła, dać się tak podejść i kiedy w ogóle zrobiła się taka miękka?
— Przynieście mi jakieś stare szmaty i pergaminy. Załatwię jedzenie i dekorację. O muzyce i alkoholu zapomnijcie. Meble też ustawiacie sami.
— Czyli Diabeł mota muzykę i alkohol, a Nott te wszystkie śmieci.
— A ty zakichany geniuszu?
— Przestawiam meble.
Teodor pokręcił z politowaniem głową, lecz obaj z Zabinim wykonali polecenia kolegi, zostawiając go tym samym z Hermioną, która nadal nie wierzyła, że dała się na to namówić.
— Masz u mnie dług, Malfoy.
— Nie pierwszy, nie ostatni.
Hermiona, zamiast wdawać się w dyskusję, uznała, że trzeba się wziąć do roboty. Im szybciej to skończy, tym szybciej wróci do siebie.
— Błyskotko.
W mgnieniu oka zmaterializowała się przed nią skrzatka, gotowa spełnić każde jej życzenie.
— Czym Błyskotka może służyć?
— Moglibyście razem ze skrzatami z kuchni przygotować jakieś przekąski na imprezę? Kanapki, coś słodkiego, napoje, co będziecie mieli pod ręką.
— Oczywiście, panienko. Wszystko zaraz będzie gotowe.
— Nie musicie się…
Nie zdążyła dokończyć, gdyż skrzatka teleportowała się do kuchni, aby spełnić życzenie swojej pani. Hermiona do tej pory nie przywykła do wydawania jej poleceń, mimo iż najczęściej były to bardzo grzeczne prośby. Najchętniej uwolniłaby skrzatkę lub choć zaczęła jej płacić. Raz nawet o tym wspomniała, ale jedyną reakcją Błyskotki był płacz i powtarzanie, jak bardzo jest beznadziejna. I co ona niby miała w takiej sytuacji począć? Zrobi jedno, będzie źle, zrobi drugie, wyjdzie jeszcze gorzej.
— Widzę, że ktoś tu ma niezłe wtyki.
Stwierdził na pozór obojętnie Draco, zaczynając lewitować kanapy bliżej tych przy kominku. Hermiona jednak bez trudu wyłapała z jego głosu nutkę drwiny.
— Nie zgrywaj się, bo sami sobie będziecie organizować tę popijawę.
— Nie dramatyzuj, przecież jakoś ci się odwdzięczę.
— Dzięki, nie skorzystam.
— Już to kiedyś mówiłaś, mała.
— Merlinie, jak ty mnie wkurzasz.
— I to ci się we mnie podoba.
— Że co proszę?!
Oburzyła się Hermiona, patrząc na Malfoya z niekrytą złością. Jak on śmie w ogóle coś takiego sugerować? Przecież to szczyt chamstwa! Już zamierzała mu za to wygarnąć, gdy do salonu wrócił Teodor z rzeczami potrzebnymi jej do dekoracji. Uznała, że Malfoya opieprzy później bez świadków, a teraz zajmie się tymi śmieciami. Po niedługim czasie Błyskotka i inne skrzaty dostarczyły jedzenie, którym spokojnie mogliby wykarmić połowę Hogwartu. Wszystko szło dość sprawnie. Meble stały na odpowiednich miejscach, jedzenie zostało porozkładane podobnie jak alkohol, a dekoracje leżały gotowe. Hermiona właśnie zamierzała je wieszać, lecz jej plany pokrzyżował przeraźliwy pisk, który potoczył się po salonie.




*nawiązanie do fabuły książki „Władca much” Williama Goldinga, którą szczerze polecam jeśli ktoś nie czytał.


Witam.

Cóż, jeden dzień później niż zwykle, ale rozdział jest i myślę, że wyszedł całkiem niezły. Powiem Wam, że wkraczamy w jedną z moich ulubionych części opowiadania, więc mam nadzieję, że i Wam przepadnie ona do gustu .



Laf


56 komentarzy:

  1. Jesteś geniuszem♥ super rozdział i mimo że dopiero co opublikowany już nie mogę doczekać się następnego♡
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Droga Autorko jesteś sadystką. Chociaż nie, sadystka to za mało. Jak można skończyć w takim momencie?? No jak?? Ogólnie rozdział jak zwykle świetny, warto było na niego czekać. Jak dla mnie to całe uczucie Hermiony i Draco, choć jeszcze niezdefiniowane, pojawiło się ciut za wcześnie. Smoczek jest na prawdę uroczy gdy tak troszczy się o Mionę. Z niecierpliwością czekam na rozwinięcie historii Albusa i Toma oraz wyjaśnienie kim był tajemniczy On (chociaż się domyślam kto to może być). Pozdrawiam, życzę weny i czekam na next (całe 7 dni, ahh...)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak mogłaś skończyć w takim momencie? To było naprawdę wredne!
    No a teraz co do rozdziału, fajnie poradziłaś sobie z meczem, zazwyczaj są rozciągnięte w czasie i autorki opisują każde 10 punktów.
    Uwielbiam to jak pokazujesz myśli Draco i Hermiony, to jest bardzo autentyczne, że oboje nie chcą się przyznać do swojego uczucia. Po za tym akcja z bluzą była piękna. miałam w głowie jak bluza wielkości namiotu spada na głowę Miony :D
    Pozdrawiam i weny życzę :)
    PS. Zapraszam na nowy rozdział Za barem :)
    nie-oceniaj-po-pozorach-dramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz że jesteś okropna kończąc w takim momencie?! To jest normalnie nie fair. Wiem że to trzyma czytelnika w napięciu, no ale bez przesady :/
    Draco jest jak zawsze rozbrający :P A Davis nie lubię i ciekawi mnie co zrobi Hermionie, myślę że coś związanego z tym że nazywali ją kiedyś szlamą.
    Mam rację ;) Pozdrawiam i życzę weny
    ~Amiria

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział jak każdy inny, czyli wspaniały. Czekam na następny.
    Pozdrawiam z życzę dużo weny.
    ~ Twoja Wierna Czytelniczka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Super<3 nic więcej nie moge powiedzieć Angel

    OdpowiedzUsuń
  7. Supeeer! ^*^ Tracey musiałaby się bardzo postarać o Draco, a ten nadal miałby ją gdzieś o: xd
    Pozdrawiam i życzę weny *:,
    Letié c:
    Dramione-choc-inni-to-tacy-sami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Jejku ale ci ten rozdział wyszedł super ! Jestem bardzo podekscytowana :* ! Już chyba nawet wiem czym był ten pisk i czym był spowodowany :P Jak zawsze rewelacyjnie napisane :) Czekam na nastepny rozdział :* Życze odpoczynku !! Przyda ci sie przepracowana kobieto :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Oh... ty uwielbiasz przerywać w takich momentach. A my chcemy więcej...!
    Świetny rozdział, jak wszystkie zresztą :D. Ta akcja z bluzą... poryczałam się ze śmiechu wyobrażając sobie mine Tracey.
    Weny..:)
    P.S. Zapraszam----> http://dramione-elanor.blogspot.com
    Prolog i zakładka 'Bohaterowie' już są..! :D
    ~~Elanor

    OdpowiedzUsuń
  10. Cześć, czytam twój blog od niedawna i bardzo mi się on podoba :) Rozdział świetny, oby tak dalej! Zapraszam na mojego bloga,
    http://draco-i-hermiona-na-zawsze.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny rozdział i bardzo ciekawe zakończenie ;)
    Nie wytrzymam do następnego piątku! <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Rozdział cudo :D Nie mogę się doczekać, bardzo mi się podobają te linki do strojów, świetny gust tak przy okazji ^^ Historia staję się coraz bardziej interesująca... ~ Ann.

    OdpowiedzUsuń
  13. uuuuuuuuuu co za głupie te ślizgonki niech im coś Hermiona dowali i niech to zapamiętają na zawsze i już :D mmmmm Draco jaki miły :3 i w takim momencie zakończenie nieeeeeeeeeeee już odliczam dni do kolejnego rozdziału :D
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Fajny rozdział ^_^ A Malfoy awwwww sweet <3333

    OdpowiedzUsuń
  15. Super rozdział. Czekałam na niego. Cieszę się że jest. Czekam na następny. Życzę weny. mala gwiazdka

    OdpowiedzUsuń
  16. Dlaczego w takiej chwili?!?!
    Super
    Weny

    OdpowiedzUsuń
  17. Ulubiona część opowiadania to mam nadzieję, że chodzi o loffki i kiski Dramionków? No jakżeby inaczej <3 No cóż... chyba nie powiem nic oryginalnego, czego byś już nie usłyszała, ale co tam :') Rozdział genialny, z resztą moja droga zawsze tak robisz. Bardzo m isię podobał. Cała akcja z Draconem na trybunach pobija wszystko i za to cię kocham. Jesteś bardzo utalentowana jeśli chodzi o wywoływanie uczuć czytelnika :)
    Pozdrawiam LORA<3
    PS.Wybacz że zaprzestałam komentowanie paru rozdziałów przed ale rozumiesz... liceum-dużo nauki i innych pierdół xD
    PS2. czy ilość rozdziałów będzie podobna do poprzedniego opowiadania? <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą ulubioną częścią opowiadania to nie do końca masz rację, bo na to zdecydowanie trzeba będziesz jeszcze poczekać :) Co do rozdziałów, to myślę, że tak, ale nie jestem w stanie powiedzieć na 100%.

      Usuń
    2. Haha no coż... ale poczekamy! Na Dramionków zawsze warto czekać! Chodź mam nadzieję, ze ich dotychczasowe relacje nie będziesz trzymać do 30 rozdziału. Nie wiem czy doczekam się tak długo ale nadal będę cię śledzić <3

      Usuń
  18. Super rozdział, czekam na następny
    weny

    OdpowiedzUsuń
  19. Genialny rozdział :) Życzę weny i czekam nn Z. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Genialne!! Chcialabym sie zapytac, czy masz w planach dodac jakis wątek z Hagridem? Bo czekam na niego xD

    OdpowiedzUsuń
  21. Widzę, że wena dopisuje.
    Świetna notka.

    OdpowiedzUsuń
  22. Wspaniały rozdział ♥
    Nie mogę doczekać się kolejnego :3

    OdpowiedzUsuń
  23. Rozdział bardzo fajny ;)
    Relacja Draco i Herm jest świetna- niby się nie lubią i się drażnią ale tak naprawdę przyzwyczaili się do swojego towarzystwa.
    Fajnie, że atmosfera między chłopakami jest taka przyjacielska i żartobliwa ;) Bo uwielbiam ich docinki i komentarze między sobą ;)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  24. Jak ja kocham twoje opowiadania <3 jesteś moją mistrzynią.

    OdpowiedzUsuń
  25. To chyba jeden z moich ulubionych rozdziałów! Genialny, bardzo przyjemnie się czytało i bardzo, ale to bardzo podoba mi się relacja Draco-Hermiona. ;) I ta końcówka! Ciekawe o co chodziło. ;)
    Buziaki
    Bells :*

    OdpowiedzUsuń
  26. W końcu dorwałam się do kompa. :D
    Według mnie to jeden z najlepszych rozdziałów!
    Cudownie się czytało o trosce Smoka, którą okazuje w stosunku do Hermiony. Fajnie, że już powoli rozwijasz ich wspólne relacje.
    Davis. Zastanawia mnie, jakie masz co do niej plany i jakie plany ma ona co do Hermiony... Hmm... poczekamy, zobaczymy.
    Co do tej tajemniczej końcówki się nie odniosę, bo już wszystko zostało powiedziane. ^^
    Czekam na kolejny rozdział...
    :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Super. Kolejny świetny i zabawny rozdział. Nie podoba mi się tylko Davis. Czuję, że jeszcze zalezie mi za skórę. Wkradło się kilka literówek (myślę, że to może być wina autokorekty w edytorze tekstu), bo Hermiona z pewnością chciała opieprzyć a nie "opierzyć" Malfoya, a wcześniej zamiast wezwania Merlina pojawiła się 'melina' :D

    Niecierpliwie czekam na kolejną odsłonę :)
    Pozdrawiam i życzę dużo weny.
    Invisible.

    OdpowiedzUsuń
  28. Rozdzial jak zwykle swietny. ;)
    Musze stwierdzic, iz Hermiona nie ma gustu do ksiazek. Nie cierpie ksiazki ,,Wladca Much" (bezobrazy dla tych co to lubia).
    Widze, ze Malfoy i Riddle sa ze soba znacznie blizej niz ostatnio. Nie moge sie juz doczekac, kiedy w koncu beda razem. I szkoda, ze przerwalas na przygotowaniach do imprezy. Znow bede musiala tak dlugo czekac, zeby przeczytac ciag dalszy... ;(
    Smietana.

    OdpowiedzUsuń
  29. Jezzz booski jak ja wytrzymam do następnego !?
    ~Mrs M

    OdpowiedzUsuń
  30. Przerwać w takim momencie?! Wiesz, że wszyscy Cię zlinczują? A ja będę na ich czele :D Rozdział jak zawsze bez zarzutów. Bardzo dobrze mi się go czytało, a że był pełen scen Dramione to, aż rozklejałam się przed monitorem. Cieszę się, że powoli nasi główni bohaterowie zbliżają się do siebie, a granica która była kiedyś między nimi powoli znika. Myślę, że Hermiona i tak i tak będzie zmuszona pozostać na imprezie, a z tego zapewne wynikną ciekawe zwroty akcji. Nie mogę się już doczekać! Życzę dużo weny ;*

    OdpowiedzUsuń
  31. Fajny rozdział, zawsze lubiłaś przerywać w takich ciekawych momentach, heh, życzę weny i czekam na nexta ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Ja tu zaraz umre !!!Czemu skończyłaś w takim momęcie ???W ogóle to świetny rozdział kocham dramione <3 Fajnie, że to uczucie zaczyna powoli rozkwitać, a nie tak gwałtownie jak na innych blogach ♡♥♡♥ KOCHAM ♡♥♡♥

    OdpowiedzUsuń
  33. Jak zwykle świetny rozdział. Jednak nie musiałaś przerywać w takim momencie :( aż mnie ciekawi co takiego wymyśliłaś dalej.
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  34. Jak zwykle zakończone w najciekawszym momencie! xD Świetny rozdział. :) Podoba mi się to, że to Dramione rozwija się w takim fajnym tempie,a nie jak na większości blogów od razu. :D <3 Super!

    OdpowiedzUsuń
  35. Mi chyba też bardzo podoba się ta część opowiadania ;) cóż, tylko rozdziały mogłyby być ciut dłuższe, bo niedługo jak dalej będą tak interesujące i zaskakujące to przestanę tu wchodzić na jakiś czas żeby mieć więcej tekstu ;D
    Know-it-all

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak,dokładnie . :D Jakby były trochę dłuższe byłoby super XD

      Usuń
  36. Dlaczego skończyłaś w takim momencie? Co się stało?? Niewiedza mnie dobije. Rozdział jak zwykle perfekcyjny :) czekam na kolejny z rosnącą niecierpliwością!

    OdpowiedzUsuń
  37. kiedy czytałam inne blodi tak z nudów to widziałam twoje komy jak nażekasz na końcówke a teraz co robisz no co? Oczywiście kończysz w najgorszym momencie. ale tak poza tym to piszczał Theo albo diabel albo Draco bo zobaczył Notcis prawda?
    ~Kachna :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Dopiero teraz mogłam skomentować bo mam urwanie głowy. Nie napisze nic nowego a więc rozdział świetny, bardzo mi się podoba itp. ale po co to pisać skoro wiesz, że świetnie piszesz. Draco jest słodki <3 troszczy się o Mionke :** podoba mi się to, że czują, że nie są sobie obojętni. Niech ta Tracey od pi****li się od naszego Smoka. Jestem ciekawa dalszego ciągu bo skończyłaś w bardzo nie odpowiednym momencie i mam ochotę cię zabić, ale tego nie zrobię bo szkoda takiego talentu :) nie mogę się doczekać, pisz szybko!!!
    Zmieniłam nazwę z Esia:** na Esia Malfoy :**
    więc to dalej ja :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Hej :)
    Przepraszam, że komentuje od czasu do czasu, ale wiedz, ze czytam regularnie i po każdej notce ma niedosyt. Jesteś genialną pisarką <3
    Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  40. Jeny! Nie mogę doczekać się następnego rozdziału.. Dlaczego? Dlaczego w takim momencie? Mam wrażenie, że to Tracy weszła do pokoju Hermiony i zobaczyła węża... Takie pierwsze skojarzenie...
    Ann

    OdpowiedzUsuń
  41. Kocham <3
    czekam na następny rozdział :)
    weny życzę :*

    OdpowiedzUsuń
  42. O jaaa, dlaczego wskończyłaś w takim momencie !!! Jak mogłaś ?!?!
    Dobra to teraz czekam do kolejnego weekendu.
    Pozdrawiam,
    Tsuki <3

    OdpowiedzUsuń
  43. Świetny rozdział. Jestem strasznie ciekawa, kiedy Hermiona zdradzi swoją największą tajemnicę. No i co to za pisk... w najlepszym momencie przerwane, teraz muszę czekać na kolejny :D Pozdrawiam!

    http://slady-cieni-dramione.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  44. mam tyle zajęć, ale nie mogłam sobie odmówić świeżego rozdziału mojego ukochanego opowiadania; ciągle chcę więcej, dużo więcej; rozdział rewelacyjny!

    OdpowiedzUsuń
  45. Och! Wreszcie coś takiego typowego Dramione <3 Jestem ciekawa najbliższej konfrontacji Draco i Hermiony :D Przeczuwam, że ten pisk na końcu należy do Tracey, która pewnie zobaczyła Noctis :) ale to tylko moje przypuszczenia ;) Czekam na kolejny rozdział i życzę dużo weny!
    Pozdrawiam
    /Oblliviatee

    OdpowiedzUsuń
  46. Uwielbiam! Nie mogę się doczekać nexta:) Po prostu brak mi słów...
    eva

    OdpowiedzUsuń
  47. Świetny rozdział :)
    ~Natalia

    OdpowiedzUsuń
  48. Jesteś okrutna! Jak mogłaś skończyć w takim momencie?! Śledzę to opowiadanie od samego początku i mogę śmiało stwierdzić że ten rozdział jest na 2 miejscu na mojej liście najlepszych notek. Miałam nadzieję że następny rozdział dodasz dzisiaj i sprawdzałam to od 7:30 co 10 min przez cały dzień. No cóż... Liczę na dłuuuuuugi rozdział w najbliższym czasie
    Pozdrawiam
    ~ Zakręcona

    OdpowiedzUsuń
  49. Świetnie. c;
    Weny,
    Nepriaa

    Ps. Kiedy następna notka?

    OdpowiedzUsuń
  50. Rozdział super. :) Akcja Dramione zaczyna się rozkręcać. Mam tylko nadzieję, że Tercy im nie przeszkodzi. Lecę czytać dalej. :D

    OdpowiedzUsuń
  51. Hermiona w bluzie dracona to było urocze 😍👑 zaczynam jednak się obawiać tej pokreconej Davis ;/ no i teksty chłopaków na widok poczynań kumpla bezcenne :)

    OdpowiedzUsuń