niedziela, 9 października 2016

53. We wspólnej sprawie


Draco zaraz po przebudzeniu czuł, że coś jest nie tak. Cały kręgosłup pulsował mu tępym bólem, a ciało zdawało się zdrętwiałe. Dopiero po otwarciu oczy zobaczył, czym jego dolegliwości są spowodowane. Pierwsze co ujrzał, to swoje dłonie spoczywające na tych Hermiony, a tuż za nimi jej spokojną twarz. W przeciwieństwie do niego nadal tkwiła we śnie. W zasadzie nawet nie pamiętał, kiedy zasnął. Czuwał przy jej łóżku, powtarzając sobie nieustannie, że zaraz się zbiera, co jak widać, nie do końca mu wyszło. Wolał jednak obolały kręgosłup od ciągłego niepokoju o Riddle. U siebie i tak zapewne nie zmrużyłby oka. Nie potrafił pozbyć się z głowy myśli, że w tym zamku jest człowiek, który poluje na jego małą, a co gorsza on nie może go powstrzymać. Co on znaczył przy wielkim dyrektorze? Zapewne i tak nikt poza Snape’em by mu nie uwierzył, że szlachetny Dumbledore chciał zrobić komukolwiek krzywdę. Czemu to wszystko musiało być tak cholernie trudne? Nigdy nie przypuszczał, iż chęć rozgryzienia jednej dziewczyny przysporzy mu tylu problemów. Zaczęło się zupełnie niewinnie, pilnowanie jej, chęć zrobienia na złość, zazdrość spowodowana nagłymi amorami Zabiniego. Niby nic takiego, a gdzie go zaprowadziło? Tkwił przy łóżku tej nieznośnej dziewczyny, jego dziewczyny i musiał ją za wszelką cenę uchronić przed starym szańcem.
- Co ja z tobą mam?
Westchnął Draco, delikatnie dotykając policzka Riddle. Okazało się to jednak złym posunięciem. Hermiona gwałtownie otworzyła przepełnione strachem oczy, wybudzając się ze snu. Jej ciało spięło się natychmiast, a ona sama poderwała się do pozycji siedzącej. Wyglądała, jakby zamierzała stąd uciec, dlatego Draco błyskawicznie zareagował.
- Spokojnie, to tylko ja. Nic się nie dzieje. Przepraszam, nie powinienem.
Zaczął ją uspokajać Draco, niczym w obronnym geście wyciągając przed siebie ręce. Nie sądził, że Hermiona zareaguje w taki sposób. Nie zrobił nic takiego, ale widać po wczorajszych wydarzeniach nawet takie drobne gesty stanowiły dla niej problem. Hermiona przez chwilę patrzyła na Dracona pustym wzrokiem, jakby go nie rozpoznawała. Z każdą kolejną sekundą uświadamiała sobie jednak, kto przed nią siedzi, a strach powoli mijał, ustępując miejsca zawstydzeniu. Swoim zachowanie z pewnością sprawiła Draconowi przykrość. Powinna nad sobą panować. On sobie na to nie zasłużył. Opiekował się nią, troszczył, wspierał, a czym ona mu się odpłacała?
- To ja przepraszam, nie powinnam, nie chciała…
- Zaraz, stop. Co ty bredzisz? Uspokój się, nic takiego się nie stało.
Draco natychmiast zatrzymał słowotok Riddle, zdziwiony, że w ogóle wpadła na pomysł przepraszania go. Pospiesznie chwycił ją za ręce, które zamierzała wpleść we włosy.  Zawsze tak robiła, gdy czuła się bezsilna. Nie rozumiał tylko, co dzieje się z nią teraz.
- Ja po prostu nie potrafię. On zawsze.… i teraz ja…
Nagle głos Hermiony się załamał. Draco kompletnie nie wiedział, co ma począć. Nie rozumiał, czym spowodowane jest zachowanie Riddle i w jaki sposób powinien jej pomóc.
- Mała, błagam cię, przestań. Nic się nie dzieje, nie zrobiłaś nic złego. Poczekaj chwilę, dam ci coś na uspokojenie.
Draco uznał, że jedyna jego nadzieja to eliksir. Wstał z krzesła i pospiesznie udał się do łazienki, gdzie Riddle trzymała wszystkie specyfiki. Nerwowo przeszukiwał szafkę, aż w końcu znalazł to, czego szukał. Wrócił do pokoju, gdzie Hermiona kołysała się na boki na łóżku, obejmując kolana ramionami.
- Wypij to.
Powiedział Draco, podając Hermionie fiolkę z eliksirem. Ta jednak pokręciła przecząco głową.
- Wypijesz ten eliksir sama albo ci pomogę.
Oświadczył stanowczo Draco, przez co Hermiona uniosła na niego wzrok. Nie wyglądał jednak, jakby żartował, dlatego postanowiła nie protestować. Przyjęła fiolkę, opróżniając całą jej zawartość.
- Połóż się i spróbuj jeszcze zasnąć. Ja będę musiał iść do Snape’a i na ten cholerny szlaban. Poradzisz sobie?
Draco nie był pewien, czy może zostawić Riddle samą. To spotkanie z boginem zupełnie ją rozbiło. Nie była sobą. Merlin jeden wie, co w takim stanie mogłoby jej strzelić do głowy. Nagle rozmyślania Dracona przerwał szmer dochodzący od strony kominka. Chłopak spojrzał w tamtą stronę dokładnie w momencie, gdy do pokoju przybyła Noctis.
- Co się dzieje?
Zapytała, podpełzając do łóżka. Od razu zauważyła, że coś jest nie tak. Znała ten stan u Hermiony. Jeszcze niedawno znajdowała się w nim niemal bez przerwy, lecz sądziła, że mają to już za sobą. Jak widać, myliła się, bo i Malfoy wyglądał na zmartwionego. To właśnie na nim Noctis skupiła swój wzrok, gdyż od Hermiony nie uzyskała żadnej odpowiedzi. Draco, choć nie posługiwał się mową węży, domyślał się, o co zapytała Noctis, dlatego w odpowiedzi pokręcił tylko przecząco głową, dając tym samym do zrozumienia, że nie jest dobrze.
- Przyjdę do ciebie jak najszybciej, a teraz zostaniesz z Noctis.
Powiedział Draco, po czym nachylił się nad Hermioną i pocałował ją przelotnie w czubek głowy. Teraz mniej obawiał się zostawić ją samą. Wiedział, że ta gadzina nie pozwoli jej zrobić nic głupiego. Może nie rozumiał ich więzi, ale dawno zauważył, że jest ona naprawdę silna. Mijając Noctis Draco dla pewności spojrzał wymownie najpierw na Hermionę, a następnie na nią. Ta w odpowiedzi pokiwała łbem, rozumiejąc, że Hermiona jej potrzebuje. Draco uśmiechał się słabo na ten gest, zdając sobie sprawę, jak wiele go łączy z tym wężem. Obojgu zależało przede wszystkim na dobru Riddle.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

- Obyś miał dobry powód, żeby zjawiać się u mnie w sobotę o tej porze. 
Tymi słowami Severus przywitał Dracona, który od pięciu minut dobijał się do jego prywatnej komnaty. Niewielu śmiałków nawiedzało go w kwaterze, ale jak wiadomo Malfoy należał do tych bezczelniejszych, którzy za nic mają sobie cudzą prywatność.
- Wolałbym nie rozmawiać o tym na korytarzu.
Widząc powagę podopiecznego, Snape zmarszczył brwi. Teraz już był pewnie, że stało się coś złego. Świadczyło o tym zachowanie chłopaka i sam fakt, że chciał z nim rozmawiać. Po tej nieszczęsnej pogadance o Hermionie, Draco unikał kontaktu z nim i jakoś szczególnie mu się nie dziwił. Być może przeprosiny nieco załagodziłyby sprawę, ale Severus nie miał aż takich wyrzutów sumienia, aby zdobyć się na tak heroiczny czyn. Wolał poczekać, aż sprawa sama rozjedzie się po kościach.
- Właź.
Nakazał Draconowi Snape, robiąc mu przejście w drzwiach. Po chwili obaj znajdowali się już w kwaterze Severusa. Panował tu raczej mroczny klimat, a pomieszczenie przypomniało bardziej pracownie, niż sypialnie. W zasadzie mogłoby za nią uchodzić, gdyby nie stojące w rogu łóżko i niewielka szafa na tej samej ścianie co drzwi.
- Siadaj.
Severus wskazał na stojące przy kominku po prawej fotele. Draco niechętnie spełnił jego polecenie. Gdyby nie zaistniała sytuacja w życiu nie przyszedłby do Snape’a. Po ostatniej rozmowie traktował go z dystansem. Miał do niego żal i nie zamierzał mu tak po prostu odpuścić. Ważniejsza od dumy była jednak Hermiona.
- Przejdźmy od razu do rzeczy. O czym chcesz rozmawiać?
Zapytał Snape, rozsiadając się na fotelu naprzeciwko chłopaka. Chciał jak najszybciej dowiedzieć się, co jest nie tak.
- Te ataki na Riddle, o których profesorowi mówiliśmy to sprawka Dumbledore’a. Teraz wciągnął w to jeszcze profesor Marst, która wczoraj napuściła na nią bogina i dręczyła ją przy całej klasie.
Wyjaśnił Draco, obserwując, jak oczy Snape’a rozszerzają się ze zdziwienia. Z pewnością nie spodziewał się tylu informacji i to w tak istotniej sprawie. Domyślał się jednak, że takie wyjaśnienia mu nie wystarczą.
- Zaraz, zacznijmy od tego, skąd to wiesz i co z Hermioną?
Severus usilnie starał się zebrać myśli. Podejrzewali Albusa o gnębienie Hermiony, lecz nie sądzili, że robi to osobiście. To była naprawdę zła nowina, a co gorsza z tego, co mówił młody, miał miejsce kolejny atak.
- Od Riddle. Nie chciała powiedzieć nic więcej, tylko kto ją prześladuje. Marst nigdy jej nie lubiła, więc teraz mu pomaga.
Draco trzymał się ustalonej wersji, która nie obejmowała tego, w jaki sposób dyrektor prześladuje Hermionę. Zdawał sobie sprawę, że jeśli wyjawiłby jej największy sekret, nigdy by mu tego nie wybaczyła.
- Zajmę się tym. Uprzedzam, że muszę o wszystkim powiadomić Czarnego Pana.
Draco odpowiedział skinieniem głowy. Tak jak przypuszczał, nie obejdzie się bez angażowania w to Voldemorta. Nie dbał jednak o to. Liczyło się tylko bezpieczeństwo Riddle. Nie chciał więcej oglądać jej w takim stanie jak dzisiaj.
- Co do Hermiony…
- Nic jej nie jest. Podałem jej Eliksir Uspokajający i pilnuje jej Noctis. A teraz przepraszam, mam zaraz szlaban. Do widzenia.
Po wypowiedzeniu tych słów, Draco podniósł się z fotela i ruszył w stronę wyjścia. Nie interesowało go, o co chodziło Snape’owi. Po ich ostatniej pogadance nie zamierzał bez większej potrzeby, poruszać z nim tematu Hermiony. Powiedział wszystko, co powinien i na tym etapie należało zakończyć to spotkanie. Severus nie zatrzymywał go. Nie chce gadać, proszę bardzo. Jemu nie brakowało obowiązków, które zresztą skupiały się na zapewnieniu bezpieczeństwa Hermionie Riddle.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

Do szlabanu chłopaków zostało jeszcze niemal pół godziny, lecz mimo to Draco z braku lepszych zajęć stawił się już pod gabinetem profesor Marst. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie pójść zobaczyć, co z Riddle, lecz szybko porzucił tę myśl. Była bezpieczna z Noctis, a on mógł ją tylko wyprowadzić z równowagi. Nie potrafił pojąć tego, co wydarzyło się rano. Wystraszyła się, w porządku, to zrozumiałe, ale to, co stało się później… Riddle zaczęła się linczować za bezwarunkowy odruch. Znał jej historię i doskonale zdawał sobie sprawę z jej problemów. Momentami bywało to uciążliwe, ale sądził, że nigdy nie dał jej tego odczuć. Naprawdę się starał, aby czuła się przy nim bezpieczna i nie bała się go. Ile razy powstrzymywał się, aby jej nie pocałować, czy też nawet nie przytulić. Bardzo tego pragnął, lecz niestety wiedział, że tylko on. Dla Hermiony to było jeszcze za wcześnie. Zbytnią śmiałością mógłby ją tylko spłoszyć, dlatego wolał zachować pewien dystans, aby jej nie zranić. Nie rozumiał więc, co zrobił nie tak. Mimo wszystko dopiero się uczył, jak ma postępować z Riddle. Nie w każdej sytuacji potrafił się odnaleźć, lecz sądził, że idzie mu całkiem nieźle. Aż do dzisiaj. Z drugiej jednak strony wszystkiemu mógł być winien ten bogin. Postać Grangera przywołała do Hermiony najgorsze wspomnienia, co musiało się w jakiś sposób na niej odbić. Draco już sam nie wiedział, co ma o tym myśleć. Chyba jedyne co mu pozostało, to poczekać, aż Riddle ochłonie i wtedy wybadać sytuację. Dobijała go ta bezsilność. Draco westchnął zrezygnowany, gdy nagle usłyszał odgłos kroków. Spojrzał na swój zegarek i domyślił się, że to Potter, gdyż do ich szlabanu pozostało zaledwie pięć minut.
- Cześć.
Przywitał się nieco nieobecnym głosem Harry, czym niezwykle zdziwił Dracona. Od kiedy Potter się z nim witał? Coś mu tu nie pasowało, tym bardziej że ten jak gdyby nigdy nic stanął obok niego. Nie wyglądał normalnie, a skoro nawet Draco to zauważył, coś musiało być na rzeczy. Istotnie Harry nie był dziś sobą. Nie potrafił się pozbierać po wczorajszych zajęciach z profesor Marst. Przez cały czas myślał o boginie Hermiony i jej wstrząsającej reakcji na niego. Nie rozumiał, jak mógł się wcześniej nie zorientować, że w jej domu dzieje się coś złego. Jej radość podczas każdego powrotu do szkoły, smutek przy jej opuszczaniu, zostawanie w Hogwarcie na każde święta. Coś musiało być tego przyczyną, szczególnie w połączeniu z dziwnym zachowanie Hermiony. Nie potrafił sobie wybaczyć, że niczego nie zauważył. Gdyby nieco bardziej się tym zainteresował, być może zdołałby jej pomóc. Co z niego za przyjaciel? Teraz wcale się nie dziwił, że Hermiona przestała z nimi rozmawiać.
- Ziemia do Pottera!
Nagły krzyk Dracona wybudził Harry’ego z transu. Spojrzał z niezrozumieniem na Ślizgona, który pokręcił z politowaniem głową.
- Coraz gorzej z tobą, skoro się zawieszasz. 
- Odwal się, Malfoy.
- Wyluzuj, musimy iść do Marst.
Draco wykazał się miłosierdziem i postanowi nie dręczyć i tak marnie wyglądającego Pottera. Najwidoczniej i on z jakichś powodów miał za sobą ciężką noc. Harry bez słowa ruszył za Malfoyem do gabinetu nauczycielki. Po zapukaniu niemal natychmiast otrzymali zgodę na wejście.
- Witam panów na szlabanie.
Przywitała uczniów siedząca z biurkiem Eveline. Na ich szczęście stawili się punktualnie. Lepiej dla nich, aby nie podpadali jej jeszcze bardziej. Wczoraj zachowali się karygodnie i musieli ponieść tego konsekwencje.
- Zajmiecie się sprzątaniem mojej klasy. Podłogi, ściany, ławki, krzesła. Innymi słowy wszystko, co wchodzi w skład tego pomieszczenia, ma błyszczeć. Różdżki zostawiacie u mnie. Na miejscu macie wszystko, czego będziecie potrzebować. Będziecie wolni, kiedy skończycie. Wszystko jasne?
- Tak.
Odpowiedzieli zgodnie panowie, nie wdając się w zbędne dyskusje z nauczycielką. Mogli sobie tym tylko zaszkodzić, a obu zależało na tym, aby ten szlaban skończył się jak najszybciej.
- Skoro tak wiecie gdzie iść. Różdżki do mnie i możecie zaczynać.
Panowie oddali swe magiczne atrybuty i po krótkim pożegnaniu opuścili gabinet. Drogę do klasy pokonali w ciszy. Dopiero po wejściu do niej obaj zgodnie przeklęli pod nosem.
- A tu co do cholery, stado chochlików ktoś wpuścił, czy jak?
Tak Draco podsumował stan sali, w której istotnie panował nienaturalny wręcz bałagan. Spoczywające zwykle na regałach przedmioty walały się po całym pomieszczeniu. Na podłodze znajdywały się plany z bliżej nieokreślonej substancji, a ławki i krzesła daleki był od stania we właściwych miejscach. Innymi słowy, istny chaos.
- Marst się postarała.
- Wyjątkowo się z tobą zgodzę, Potter.
Dla obu panów oczywiste było, że to właśnie Eveline narobiła tu takiego bałaganu, aby umilić im szlaban. Wczoraj po nich tylko jedna grupa miała tu zajęcia i niemożliwe jest, aby w ich czasie uczniowie doprowadzili pracownie do takiego stanu. Zresztą Marst by im na to nie pozwoliła. Chcąc nie chcąc Harry i Draco zabrali się za porządki. Jeśli chcieli wyjść stąd przed obiadem, nie powinni się ociągać. Przez pierwszą godzinę pracowali w zupełnej ciszy. Każdy wykonywał swoją pracę, nie kwapiąc się do rozmowy. Draconowi odpowiadał taki stan rzeczy. Zdecydowanie wolał Pottera, gdy ten milczał. Poza tym, o czym niby by mieli rozmawiać, nie rozpoczynając przy tym kłótni? Harry wychodził z nieco innego założenia. Była jedna kwestia, którą zdecydowanie chciałby poruszyć z Malfoyem. Dotyczyła ona oczywiście Hermiony. Ślizgon stanowił dla niego jedyne źródło informacji w tej sprawie. Pytanie tylko, czy zechce się nimi podzielić. Harry szczerze w to wątpił, co nie oznaczało, że nie zamierza spróbować.
- Jak się czuje Hermiona?
Zapytał w końcu Harry, nie patrząc jednak na Dracona. Jak gdyby nigdy nic nadal czyścił kolejną ławkę, starając się nie pokazywać, jak ważne jest dla niego uzyskanie satysfakcjonującej odpowiedzi na to jedno pozornie proste pytanie.
- A co ciebie to niby obchodzi?
Zapytał dość opryskliwie Draco, nie widząc powodu, dla którego miałby odpowiadać na to pytanie. Teraz się Potterowi przypomniało, że ma, a w zasadzie miał, przyjaciółkę? Trochę za późno. To prawda, że wczoraj jej pomógł, ale to absolutnie nie usprawiedliwiało jego wcześniejszego zachowania.
- Wbrew temu, co ci się wydaje, obchodzi mnie to.
- Nie sądzisz, że trochę za późno się obudziłeś ze swoją troską?
Harry nie wiedział, co odpowiedzieć, ponieważ Malfoy miał rację. Czego oczekiwał po tym wszystkim? Pakował się z buciorami w sprawy, które przestały go dotyczyć. Nic nie mógł jednak na to poradzić. Zagrzebana gdzieś głęboko w nim troska o przyjaciółkę ponownie dała o sobie znać. Przez wczorajszy incydent zaczął na wszystko patrzeć inaczej. Niczego nie pragnął tak, jak szczerej rozmowy z Hermioną, która zapewne od razu odprawiłaby go z kwitkiem. Jedyną jego nadzieją był Malfoy i nie zamierzał tak łatwo odpuścić. Ten szlaban to być może jedyna szansa na dowiedzenie się czegokolwiek.
- Ten bogin to był jej ojciec.
- To bydle nigdy nie było jej ojcem!
Uniósł się Draco, nim w porę ugryzł się w język. Z nikim nie powinien poruszać tematu przeszłości Hermiony. Ona by mu tego nie wybaczyła. Powinien się kilka razy zastanowić, zanim znowu coś palnie. Nie miał pojęcia, w jakim stopniu wtajemniczony jest Potter, ale wątpił, aby wiedział cokolwiek i tak powinno zostać. Niestety nie potrafił sobie poradzić z gniewem, który rodził się w nim na samą wzmiankę o starym Grangerze. Gdyby tylko nadarzyła się ku temu okazja, zabiłby to bydle gołymi rękami. Coś takiego nie zasługiwało na życie, nawet jeśli Paul gnił teraz w więzieniu.
- Ty wiesz, co tam się działo.
Stwierdził pod nosem Harry, utwierdzając się w przekonaniu, że Malfoy poznał sekrety Hermiony. Nie dawało mu jednak spokoju, dlaczego powierzyła je właśnie jemu. Draco dręczył ją od tak dawna, poniżał na każdym kroku. To jednak on okazał się godzien jej zaufania, nie oni. Przecież gdyby powiedziała choć słowo, bez wahania by jej pomogli. Zawsze traktował Hermionę jak siostrę, której nigdy nie miał. Za nic nie dopuściłby, aby działa jej się jakakolwiek krzywda.
- Jeszcze słowo, a nie ręczę za siebie, Potter. Skoro Hermiona ci o niczym nie powiedziała, ja tym bardziej tego nie zrobię, więc skończ temat.
- Dlaczego akurat tobie powiedziała?
- Czy ty jesteś głuchy?
Draco stracił cierpliwość. Cisnął do wiadra trzymaną szmatkę, po czym zwrócił się w stronę Harry’ego, który w końcu również na niego spojrzał. Malfoy wyglądał na podenerwowanego, za to Potter przygnębionego, co nieco zbiło Ślizgona z tropu, czego nie dał po sobie poznać. Co tu się do ciężkiej cholery działo? Kłócił się z Bliznowatym o tajemnice Hermiony, o której ten nie miał nawet prawa wiedzieć.
- Nigdy nie wspomniała nawet słowem, że coś jest u niej nie tak. Czasami zachowywała się dziwnie, ale nigdy nie podejrzewałem jej o problemy w domu. Gdyby tylko poprosiła, zrobiłbym wszystko, żeby jej pomóc. Możesz mnie mieć za świnię przez to, co wydarzyło się na Nokturnie, ale nie wiesz, jakie ja mam pretensje do siebie, że w porę się nie zorientowaliśmy, że jej nie ma.
Harry zdawał sobie sprawę, iż wybrał kiepską osobę do zwierzeń, ale nie dbał o to. Z Ginny i Ronem nie mógł o tym porozmawiać. Ginewra źle by to zniosła, a jej brat mógłby nie zrozumieć. Co za ironia losu, że to właśnie Malfoy stał się jego jedynym pobratymcom w tej sprawie. To on był teraz najbliższy Hermionie, on wiedział, co ją dręczyło. Harry zaczynał jednak rozumieć, że niczego się od niego nie dowie. Nie podejrzewałby Malfoya o taką lojalność, a jednak.
- Skoro Riddle nic ci nie powiedziała, przestań wpychać nos w nieswoje sprawy, bo ktoś ci go może złamać.
To wszystko, na co zdobył się Draco. Przez chwilę chciał mu bardziej dowalić, lecz porzucił ten pomysł. Mógł uważać Pottera z łajzę i niemotę, ale jednak coś ich łączyło. Pomimo wydarzeń ostatnich miesięcy on również zdawał się martwić o Hermionę. To zaskakujące, co ta dziewczyna miała w sobie, że nawet ludzie, z którymi straciła kontakt, nie przestawali się o nią troszczyć. Nie rozumiał tego, choć doskonale zdawał sobie sprawę, że sam uległ temu urokowi. Harry milczał, dlatego Draco zamierzał wrócić do pracy. Nagle jednak coś go tknęło i nim zdążył się zastanowić, wypowiedział następujące słowa; 
- Najlepsze, co mogliście dla niej zrobić, to zostawić ją na tym Nokturnie.
Tym razem Draco naprawdę wrócił do porządkowania klasy, licząc, że Potter nie będzie drążył tematu. Sam nie wiedział, dlaczego to powiedział, ale była to najszczersza prawda. Hermiona nawet w sierocińcu nie potrafiła odzyskać spokoju ducha. Dzięki wypadkowi na Nokturnie otrzymała szansę na nowy start, prawdziwą rodzinę i wszystko, czego potrzebowała, aby zacząć od początku. On natomiast zyskał ją. W zasadzie Bliznowaty i Łasica obojgu im się przysłużyli, ale na tym ich rola powinna się zakończyć. Nie potrzebowali ich z Hermioną w swoim życiu i im szybciej Potter to zrozumie, tym lepiej dla niego.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

Tom i Julianne siedzieli w salonie, popijając herbatę. Ostatnimi czasy Tom całe dnie spędzał w gabinecie, dlatego jego żona uznała, że musi coś z tym zrobić. Godzinę po śniadaniu niemal siłą wyciągnęła go z jego królestwa i ulokowała w salonie.
- Powinienem dokończyć plany zbliżającego się…
- Ani słowa o planach i całej reszcie. Jest sobota i chyba możesz mi poświęcić trochę czasu. Ja tu jestem twoją żoną, nie te wszystkie pergaminy.
Julianne nie pozwoliła dojść Tomowi do słowa. Gdyby nie ona z pewnością nawet by nie wychodził ze swojego gabinetu. Przywykła do tego, iż musiała toczyć nieustającą walkę z obowiązkami Toma o jego uwagę. Stało się to jednak trudniejsze, odkąd odnalazła się Hermiona. Tom za wszelką cenę chciał jej zapewnić bezpieczeństwo, dlatego zatracał się w misjach, strategiach i planach.
- Niech będzie.
Zgodził się niezbyt chętnie pan domu, choć doskonale zdawał sobie sprawę, że jego żona ma rację. Zaniedbywał ją. Rola przywódcy pochłonęła go bez reszty. Czuł się odpowiedzialny za bezpieczeństwo swej rodziny i to zmuszało go do ciągłej pracy. Zapomniał, że ma wobec niej również inne obowiązki, nad którymi całe szczęście czuwała Julianne.
- Przepracowujesz się. Kiedy po raz ostatni wyszedłeś na zewnątrz? Wiem, że wszystko, co robisz, jest dla naszego dobra, ale jesteś tylko człowiekiem i też musisz odpoczywać.
Powiedziała zatroskanym głosem Julianne, po czym odłożyła na stolik filiżankę. Ujęła dłoń Toma, przysuwając się do niego możliwie jak najbliżej. Momentami naprawdę się o niego martwiła. Chciała się mylić, ale czasami odnosiła ważenie, iż rzucona na niego klątwa coraz częściej daje o sobie znać. Im więcej Tom się stresował i spędzał czasu sam, tym bardziej zatracał się w mroku. Musiała nad nim nieustannie czuwać i go chronić, aby ten przeklęty urok nie odebrał jej ukochanego mężczyzny.
- Jak to się skończy, wszyscy odetchniemy.
Julianne nie zdążyła odpowiedzieć, gdyż niespodziewanie w salonie pojawił się jeden z ich skrzatów.
- O co chodzi?
- Przepraszam, że państwu przeszkadzam, ale przybył pan Snape. Mam go wprowadzić?
Państwo Riddle spojrzeli na siebie zdziwieni, ale i zaniepokojeni. Severus nigdy nie zjawiał się bez zapowiedzi, chyba że miał ku temu poważny powód.
- Tak, niech wejdzie.
Skrzat zniknął, a państwo Riddle w napięciu czekali na przybycie swojego gościa. Oboje mieli złe przeczucia. W końcu do salonu wkroczył Snape jak zwykle zdystansowany i spokojny. Nikt nie mógł wiedzieć, że w środku i on walczy ze zdenerwowaniem. Sytuacja w Hogwarcie wymknęła im się spod kontroli, a co gorsza nie posiadał żadnych pomysłów, jak ją odzyskać. Tom i Julianne musieli się natychmiast dowiedzieć o tym, co zaszło, aby zdecydować, co dalej z edukacją Hermiony w Hogwarcie. Lord od samego początku miał rację; póki Dumbledore jest dyrektorem, noga jego córki nie powinna przekroczyć progu tego zamku.
- Witajcie.
Przywitał się krótko Snape, stając przed państwem Riddle.
- Dzień dobry, Severusie. Usiądź, proszę. Napijesz się czegoś?
- Dziękuję, Julianne. Muszę z wami porozmawiać o Hermionie.
Tak jak przypuszczali państwo Riddle, wizyta ich przyjaciela nie była przypadkowa. Teraz tylko pytanie, jakie wieści im przynosił.
- Mów.
Nakazał krótko Tom, nie dając po sobie poznać, jak bardzo jest spięty. Severus nie przybyłby do nich z informacją, że Hermiona otrzymała Wybitny z Eliksirów. Coś musiało się stać.
- Miał miejsce kolejny atak na waszą córkę, ale już wiemy, kto za nim stoi.
- Coś jej się stało? Jak ona się czuje?
Dopytywała zdenerwowana Julianne, odruchowo łapiąc Toma z rękę. Jej małej córeczce znowu ktoś zagrażał. Nie potrafiła znieść myśli, że ktoś chce skrzywdzić jej największe szczęście.
- Nic jej nie jest. Draco się nią zajął. Dał coś na uspokojenie i pilnował.
Tom zmrużył gniewnie oczy, czego Snape zdawał się nie widzieć. Nie musiał nawet pytać, jak Severus wywiązał się ze swojego zadania rozdzielenia młodych. Wyraźnie podkreślił, że to sprawa niecierpiąca zwłoki i powinien on natychmiast przystąpić do działania. To jednak nie czas na zajmowanie się tym. Z młodym Malfoyem rozprawi się później. Teraz najważniejsza była jego córka.
- Kto za tym stoi?
- Dumbledore. Dwa pierwsze ataki przeprowadził sam, tym razem wciągnął w to nauczycielkę OPCM. Z tego, co wiem dręczyła ją na lekcji boginem. Tyle zdołałem się dowiedzieć.
W tym momencie potwierdziły się najczarniejsze scenariusze Toma. Hermiona ponownie stała się celem Albusa. Tego chciał jej oszczędzić, nie wyrażając zgody na jej naukę w Hogwarcie. Gdyby choć raz go posłuchała, byłaby teraz bezpieczna w ich posiadłości.
- Musimy wiedzieć więcej.
- Obawiam się, Tom, że to nie będzie takie proste. Jedyna osoba, która jest z niej w stanie cokolwiek wyciągnąć to Malfoy, a i tak nie mówi mu wszystkiego. Ze mną nie chce nawet o tym rozmawiać.
Tom nie mogąc dłużej usiedzieć w miejscu, zaczął krążyć po salonie. Nie dość, że jego córka jak zwykle utrudniała im działanie, to jeszcze we wszystko musiał być zamieszany ten przeklęty Malfoy. Już sam nie wiedział, co denerwowało go bardziej. Do głowy przychodziło mu jednak wyjście, które rozwiązałoby oba jego problemy.
- Hermiona wraca do domu. Nie będę czekał, aż ten świr coś jej zrobi. Będzie się uczyć w domu albo przeniesiemy ją do innej szkoły, ale na pewno nie zostanie w Hogwarcie.
Severus i Julianne wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Oboje zdawali sobie sprawę, jak marne szanse na powodzenie ma plan Toma. Hermiona za nic nie da się zabrać ze szkoły, choćby jej ojciec nie wiem, jak się starał. Julianne zdecydowała się mu to uświadomić.
- Wiesz doskonale, że ona kocha tę szkołę i nie pozwoli się tak po prostu z niej zabrać.
Powiedziała spokojnie, nie ujawniając jednak wszystkiego. Był jeden powód, który dawał jej pewność, że Hermiona nie opuści Hogwartu – Draco Malfoy. Jakiś czas temu otrzymała od córki list. Był on dość krótki i niezwykle zawiły, lecz Julianne udało się wyłapać z niego odpowiedni przekaz. Hermiona na poważnie zaczęła się spotykać z Draconem. Nie napisała tego wprost, ale jej zagmatwane wypowiedzi właśnie do tego się sprowadzały. Bardzo uradował ją ten fakt. Już na pierwszym balu z okazji odnalezienia Hermiony, zauważyła, że coś jest między tą dwójką. Nie potrafiła tego sprecyzować ani tym bardziej określić charakter tej dziwnej relacji, ale coś ich łączyło. Sytuacja stała się jasna w Boże Narodzenie. Młodzi garnęli się do siebie przy każdej możliwej okazji i wiedziała, że kwestią czasu jest, kiedy charakter ich relacji ulegnie zmianie. Przypuszczała jednak, iż Tom nie będzie podzielał jej radości. Z niewiadomych jej powodów był on negatywnie nastawiony do Dracona. Dlatego też nieco się obawiała jego reakcji, choć wiedziała, że w końcu będzie musiała mu o wszystkim powiedzieć. Wolała, aby dowiedział się od niej, niż z jakiegoś wątpliwego źródła, które przedstawiłoby to w złym świetle. Czekała tylko na odpowiedni moment.
- I przez jej fanaberie pozwolimy, żeby Dumbledore polował na nią, jak na jakieś zwierze. Wspaniały pomysł.
- Nie bądź złośliwy.
Upomniała męża Julianne, wiedząc, że ten właśnie tak reaguje, gdy się czegoś obawia. Nie winiła go za to. Ta klątwa i lata samotności odcisnęły na nim ogromne piętno. Starała się cierpliwie to znosić i starać naprostować.
- Hermiona będzie się tu męczyć i znienawidzi nas za to, że odebraliśmy jej możliwość uczęszczania do Hogwartu. Naprawdę chce do tego doprowadzić?
Tom nie powiedział nic, przeklinając w myślach swą żonę. Zawsze wiedziała, gdzie uderzyć. Potrafiła perfekcyjnie zlokalizować jego słaby punkt i wykorzystać go, aby nakłonić go do zmiany zdania. Od lata tak było. Julianne jako jedyna tak szybko go rozgryzła i potrafiła z nim postępować. Początkowo z tym walczył, starał się ją do siebie zniechęcić. Była od niego sporo młodsza, więc uważał, że z łatwością się jej pozbędzie. Julianne okazała się jednak nadzwyczaj uparta i już wtedy postawiła na swoim, zdobywając jego serce. Nic się nie zmieniło przez te lata szczególnie, teraz gdy chodziło o ich córkę. Julianne od razu złapała z nią dobry kontakt. Hermiona im nie wybaczy, jeśli zabiorą ją z Hogwartu. Kochała to miejsce, co wcale go nie dziwiło. Sam lata temu oddał serce tej szkole. Była dla niego pierwszym prawdziwym domem. Jeśli Hermiona traktowała ją podobnie, nigdy by mu nie wybaczyła tego, co zamierzał zrobić.
- Severusie, masz obserwować nauczycieli to, jak traktują Hermionę i jak często kręcą się przy tym wariacie. Jeszcze jeden taki incydent i wraca do domu, czy jej się to podoba, czy nie.
Oznajmił wszem wobec Tom, uznając to za propozycję ostateczną. Nie uważał, aby była ta najbezpieczniejsza opcja, ale co innego mu pozostało. Jeśli nie chciał jeszcze bardziej zniechęcić do siebie Hermiony, musiał ją chronić w inny sposób.
- A co z Marst?
Zapytał Severus, lecz nie odpowiedział mu Tom, a Julianne.
- Eveline Marst?
- Tak, znasz ją?
- Poznałam jej matkę. To ona naprowadziła mnie na to, gdzie powinnam szukać Toma.
Wyznała Julianne, choć przysięgała, że nigdy nikt się o tym nie dowie. Estera Marst to kobieta, której zawdzięczała bardzo wiele. Gdy traciła już nadzieję na odzyskanie Toma, niespodziewanie na jej drodze pojawiła się właśnie ona. Spotkały się tylko raz, ale to wystarczyło, aby Estera na zawsze pozostała w jej pamięci. Julianne nigdy nie dowiedziała się skąd, ale pani Marst zdobyła informacje dotyczące położenia Toma. Ich spotkanie było bardzo krótki. Estera ofiarowała jej skrawek pergaminu i słowa, które zapamiętała do dziś.
- On gdzieś tam jest, moje dziecko. Nigdy nie trać nadziei, a na pewno go odzyskasz.
Po tych słowach wcisnęła jej w rękę liścik i się teleportowała. Ich drogi nigdy więcej się nie skrzyżowały, a niedługo po odnalezieniu Toma, Estera została zamordowana. Wina spadła na śmierciożerców, choć Julianne wiedziała, że niesłusznie. Pani Marst została ukarana za zdradę, jakiej dopuściła się wobec Zakonu. Albus nigdy nie wybaczał. Dla Julianne tak kobieta na zawsze pozostała bohaterką. Nigdy nie dowiedziała się, dlaczego zdecydowała się im pomóc, ale będzie jej za to wdzięczna do końca swych dni.
- Tą nauczycielką zajmę się osobiście.
Panowie bez słowa sprzeciwu przystali na propozycję pani Riddle. Obaj byli zbyt zdziwieni wiadomością o tajemniczej sojuszniczce, aby zadawać zbędne pytania.
- Dumbledore’em zajmiemy się jutro.
Oznajmił Tom, na co Snape bez słowa skinął głową i podniósł się ze swojego miejsca. Po zachowaniu gospodarzy wywnioskował, że już na niego czas. Pożegnał się, więc krótko i opuścił Riddle Manor. Tom i Julianne przez dłuższą chwilę siedzieli w ciszy. Ona wpatrywała się płonący w kominku ogień, a on w nią. Oboje myśleli o tym samym.
- Nie wspominałaś nigdy o tej kobiecie.
Powiedział w końcu Tom, nie mogąc dłużej znieść tego milczenia. Nie sądził, że żona ma przed nim taką tajemnicę. Z drugiej jednak strony, nigdy nie rozmawiali o tym, jak Julianne trafiła na jego trop. Dla nich obojga był to bolesny i trudny okres, do którego woleli nie wracać.
- Uszanowałam jej milczenie i pamięć. Pomoc mi przypłaciła życiem. Ja już wtedy nie wiedziałam, co robić. Minęły ponad cztery lata, a po tobie wszelki ślad zaginął. Odchodziłam od zmysłów, że nie zdołam cię odnaleźć i wtedy pojawiła się ona. Przekazała mi informację, gdzie mam cię szukać i nigdy więcej się nie spotkałyśmy. Kilka miesięcy później cię odnalazłam, a ona została zamordowana. Błogosławię tę kobietę za to, że mi pomogła, ale czuję się winna jej śmierci.
Julianne zakończyła swą opowieść, czując, jak Tom łapie ją za rękę. Spojrzała w jego szkarłatne oczy, dostrzegając w nich zrozumienie. Teraz oboje wiedzieli, ile zawdzięczali Esterze Marst. Ta kobieta ofiarowała im więcej niż ktokolwiek przed i po niej. Otrzymali od niej drugie życie i nie zamierzali go zmarnować.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

Zmęczony i brudny Draco w końcu wrócił do lochów. W pewnym momencie zaczął wątpić, czy ten moment w ogóle nastąpi. Na szlabanie z Potterem spędził kilka godzin. W zasadzie zbliżała się już pora obiadowa, o czym dobitnie przypominał mu żołądek. W zasadzie nie jadł nic od wczorajszego śniadania. Hermiona bez przymusu zapewne też nic nie przełknęła. Musiał coś z tym robić, choć nieco obawiał się spotkania z nią. Bał się, w jakim zastanie ją stanie. Nie mniej jednak to spotkanie i tak go nie minie. Najpierw jednak postanowił doprowadzić się do porządku. Ignorując wszystkich, przeszedł przez salon, za cel obierając sobie swoje dormitorium, w którym o dziwo zastał przyjaciół.
- Jak ty wyglądasz? Kible na tym szlabanie sprzątałeś, czy jak?
Zapytał od razu Blaise, widząc, w jakim stanie są ubrania Dracona oraz on sam. Cokolwiek robił na tym szlabanie, nie zazdrościł mu.
- Marst poniosła fantazja i narobiła niezłego syfu w klasie.
- Co za wiedźma. Ja wiedziałem, że to zła kobieta jest.
- Powiedz lepiej, jak się czuje Hermiona i co to w ogóle była za okazja.
Zapytał znienacka Teodor, przez co Draco zaprzestał na chwilę grzebania w szafie, lecz nie spojrzał na przyjaciela. Spodziewał się niewygodnych pytań, z którymi musiał sobie jakoś poradzić.
- Mam nadzieję, że lepiej niż rano. Ogarnę się i do niej idę.
- A ten facet…
- To nie jest twoja sprawa!
- Wyluzuj, tylko pytam.
- To lepiej nie pytaj.
Powiedział oschle Draco, po czym zabrał wszystko, czego potrzebował i zamknął się w łazience. Nie mając zbyt wiele czasu, doprowadził się do porządku w niespełna dziesięć minut. Teraz mógł iść do Hermiony. Gdy stanął przed jej drzwiami, wziął głęboki wdech i wszedł do środka. Zastał Riddle w niemal takiej samej pozycji, co rano. Leżała bez ruchu, wpatrując się w przysunięte przez niego krzesło. Jedyna różnica polegała na tym, iż Noctis owinęła część swego cielska wokół jej ręki. Draco już wiedział, że nie jest najlepiej. Musiał coś jak najszybciej zrobić, aby wyciągnąć ją z tego potrzasku wspomnień i ponownie wepchnąć do realnego świata. Z tą myślą zamknął za sobą drzwi, po czym podszedł do krzesła przy jej łóżku i usiadł na nim.
- Cześć.
Przywitała go z delikatnym uśmiechem Hermiona, co dało mu nadzieję, że może być lepiej, niż się spodziewał.
- Cześć, mała. Widzę, że pracowity dzień za tobą.
Uśmiech Hermiony nieco się poszerzył. Poczekała, aż Noctis uwolni jej rękę, po czym podniosła się do pozycji siedzącej. Zaczesała placami do tyłu niesforne włosy, których i tak nie dało się okiełznać.
- Ty za to miałeś zapewne pełny relaks na szlabanie.
- Ta pokraka postanowiła zabawić się w chochlika i zamienić klasę w pobojowisko, więc trochę nam zeszło.
Hermiona skinęła ze zrozumieniem głową, w zasadzie nie wiedząc, co odpowiedzieć. Oboje wiedzieli, o czym powinni porozmawiać, lecz żadne się do tego nie kwapiło. O dziwo to Hermiona przełamała się jako pierwsza.
- Przepraszam za tę szopkę rano. Nie wiem, co we mnie wstąpiło.
Zmieszana Hermiona spuściła wzrok, zaczynając wykręcać sobie palce. Rano zachowała się okropnie. Nie dość, że sprawiła Draconowi przykrość, to jeszcze zafundowała mu atak histerii. On w zasadzie nic nie zrobił, wręcz przeciwnie. Tkwił przy jej łóżku całą noc, opiekował się nią, a ona jak zwykle musiała wyskoczyć z czymś takim. Dziwiła się, że Draco nadal to znosi.
- Już ci coś chyba mówiłem o przepraszaniu. Co ty sobie ubzdurałaś? Nic się takiego nie stało.
Tłumaczył jej po raz kolejny Draco. Już sam nie wiedział, jak ma do niej dotrzeć. Riddle zdawała się głucha na jego słowa, a nawet głos rozsądku.
- Wiem, że moje zachowanie jest męczące i naprawdę nie musisz zaprzeczać.
W tym momencie Draco miał ochotę wstać i walić głową w ścianę. Przecież ta dziewczyna prędzej, czy później doprowadzi go do obłędu i wcale nie chodziło tu o jej problemy. Z nimi pogodził się już dawno. Kłopot stanowił brak wiary Riddle w siebie i w niego.
- Czy ja ci kiedyś dałem odczuć, że jesteś dla mnie męcząca?
- Nie, ale…
- To możesz mi na rany Salazara powiedzieć, skąd to wiesz?
- Wydaje mi się, że…
- Wydaje ci się?! Riddle do cholery, linczujesz się za coś, co ci się wydaje?!
Draco nieświadomie podniósł głos, z czego zdał sobie sprawę, dopiero gdy Hermiona zadrżała. Powinien się uspokoić, bo tak niczego nie osiągnie. Wziął wdech i ponownie zaczął mówić, choć tym razem o wiele spokojniej.
- Przecież gdybym się z tobą męczył, nie bylibyśmy razem. Doskonale zdaję sobie sprawę, że jesteś inna, z czym jak widać, radzę sobie lepiej od ciebie. Gdyby mi to przeszkadzało, nie byłoby mnie tutaj. To chyba o czymś świadczy.
Hermionie trudno się było nie zgodzić z tym, co mówił Draco. To z nią zdecydowała się być, to do niej poczuł coś więcej, nie do Tracey, czy innej pięknej, a przede wszystkim normalnej dziewczyny. Wybrał ją, choć nie była jedyną alternatywą i to już wiedząc, jak bardzo jest zepsuta. To musiało coś znaczyć. Draconowi na niej zależało, nawet jeśli nie raz dawała mu w kość.
- Pamiętasz, co mi powiedziałaś po tej nieszczęsnej rozmowie ze Snape’em?
Zapytał niespodziewanie Draco, na co Hermiona pokręciła przecząco głową, nie wiedząc, o co konkretnie mu chodzi.
- Powiedziałaś, że nie powinienem się przejmować innymi, bo ty we mnie wierzysz. Skoro tak jest, powinnaś wiedzieć, że zależy mi na tobie bez względu na wszystko.
- Wiem o tym.
Odpowiedziała automatycznie Hermiona i to była prawda. Po prostu przez brak wiary w siebie często o tym zapominała.  Podświadomie wyczekiwała momentu, kiedy Draco nie wytrzyma i ją opuści, a tego by nie zniosła. Rozsypałaby się niczym wieża z drewnianych klocków, pozbawiona swego fundamentu.
- W takim razie, jak następnym razem będzie ci się coś wydawać, porozmawiaj  ze mną, żebym mógł ci to wybić z głowy.
Hermiona w odpowiedzi przytaknęła, uśmiechając się przy tym delikatnie. Draco widząc, że najgorsze mają za sobą, niepewnie sięgnął ręką do jej policzka. Tym razem nie uciekła od niego, wręcz przeciwni. Nieśmiało wtuliła twarz w jego dłoń, pozwalając, aby pogładził ją kciukiem. To było miłe uczucie, ponieważ to był jej Draco.
- A teraz ubierz się i idziemy na kolację, a potem na spacer.
Jak na zwołanie Hermionie zaburczało w brzuchu, na co Draco uśmiechnął się zadziornie. Nie tylko on tu zgłodniał.
- Daj mi pięć minut.
Oznajmiła Hermiona, schodząc z łóżka. To zaskakujące, ale czuła się lepiej. Od samego rana jej głowę zaprzątały okropne myśli. Wspomnienia Grangera i wizje opuszczającego ją Dracona przeplatały się ze sobą, doprowadzając ją do obłędu. Teraz jednak choć jeden z tych ciężarów został zdjęty z jej barków, a Hermiona poczuła, że jednak może dać radę. Powinna bardziej ufać Draconowi. Większą przykrość sprawia mu swoimi wątpliwościami niż zachowaniem. Z tą myślą udała się do garderoby. Zgarnęła z niej ubrania, z którymi udała się do łazienki, zostawiając jedynie kurtkę i szalik w salonie. Szybko doprowadziła się do porządku i wróciła do pokoju.
- Możemy iść.
- Weź sobie kurtkę, bo tak na pewno zmarzniesz, a mnie nie uśmiecha się oddawać ci mój płaszcz.
- Jakoś nie widzę, żebyś sam go miał.
Na te słowa Draco uśmiechnął się łobuzersko, poklepując kieszeń spodni, w której umieścił pomniejszony płaszcz. Hermiona domyślała się, co chce jej przekazać i pokręciła jedynie głową. Wzięła jednak swoją kurtkę i powtórzyła na niej zabieg Dracona. Szalik owinęła niedbale wokół szyi i była gotowa.
- Teraz idziemy.
Oznajmiła Hermiona, na co Draco wstał ze swojego miejsca i podszedł do niej. Przez chwilę po prostu się jej przyglądał, nie robiąc absolutnie nic. Obserwował jej twarz, a przede wszystkim oczy, znowu radosne, pełne życia. Nic nie radowało go bardziej niż ten widok. Dziewczyna widom odeszła, ustępując miejsca jego Riddle.
- Coś nie tak? Mam coś na twarzy?
Zapytała Hermiona, odruchowo przecierając buzię. Draco na to zaśmiał się tylko i pocałował ją w czoło.
- Chodźmy.
Powiedział tylko, po czym ujął dłoń Hermiony i pociągnął ją w stronę wyjścia. Salon świecił już pustkami, co oznaczało, że są nico spóźnieni. Drogę na obiad pokonali w milczeniu, lecz nie przeszkadzała im ta cisza. Sytuacja zmieniła się, gdy wkroczyli do Wielkiej Sali. Nagle rozmowy tam przycichły, a większość par oczu zwróciła się ku nowoprzybyłym. Uczniowie zaczęli szeptać między sobą i Hermiona już wiedziała, co to oznacza. Wieść o incydencie z boginem obiegła już całą szkołę, a ona ponownie stała się tematem numer jeden. Na samą myśl o tym po jej ciele przeszedł dreszcz. Nie potrzebowała kolejnych plotek na swój temat, szczególnie powiązanych z jej największym koszmarem. Ludzie nie mogli się o niczym dowiedzieć. Nie zniosłaby tego. Już teraz czując na sobie palący wzrok zgromadzonych, wydawało jej się, jakby potrafili przejrzeć ją na wylot. Odruchowo przysunęła się maksymalnie do Dracona, niemal się za nim chowając. Ten od razu zrozumiał i mocniej uścisnął jej dłoń.
- Na co się gapicie? O ile się nie mylę, przyszliście tu żreć, więc mordy w talerze i…
- Panie Malfoy, proszę się wyrażać! Slytherin traci pięć punktów.
Draco prychnął jedynie na słowa McGonagall i poprowadził Hermionę do stołu. Ta stara prukwa jak zwykle była przewrażliwiona. Musiał jakoś odpędzić te hieny. Nie po to on staje na rzęsach, aby Riddle poczuła się lepiej, żeby banda wymoczków to wszystko zniszczyła. Usiedli przy swoich znajomych, gdzie czekało na nich miejsce.
- Cóż za wejścia, wasza sława stale wzrasta.
Przywitał ich Zabini, który jako jedyny z całego towarzystwa wydawał się rozbawiony. Draco zamierzał natychmiast przygasić jego radość, obawiając się reakcji Hermiony, lecz ku jego zdziwieniu to ona zabrała głos.
- Czyżbyś był zazdrosny?
Zapytała z uśmiechem Hermiona, nakładając sobie zapiekankę. Starała się być jak najbardziej naturalna i swobodna. Zamykając się w sobie, robiła wokół siebie jeszcze więcej szumu i wprowadzała nieprzyjemną atmosferę. Nie chciała być uciążliwa i sama się dołować. Lepiej wziąć się w garść i spróbować przejść przez to z podniesioną głową.
- Wybacz, złotko, ale mojej sławy nawet wasza rozwrzeszczana dwójka nie przyćmi.
Oznajmił Blaise, dumnie wypinając pierś. W efekcie wszystkim wokół nich udzielił się dobry nastrój. Nawet początkowo udająca Hermiona, uśmiechnęła się tym razem szczerze.
- Tu masz rację, Zabini. Takiego debila nic nie przyćmi.
Blaise spojrzał oburzony na Dracona, który jak zwykle musiał dorzucić swoje trzy knuty.
- Co ta zazdrość z tobą robi, Smoku?
Takim oto sposobem przez resztę posiłku trwała ożywiona  dyskusja na temat tego, jak wielkim debilem jest Blaise i jak bardzo Draco mu tego zazdrości. Wymiana zdań była doprawdy zacięta i kto wie, do czego posunęliby się rozmówcy, gdyby nie koniec posiłku.
- Jeszcze wrócimy do tej rozmowy.
Stwierdził groźnie Blaise, gdy Hermiona i Draco odłączyli się od reszty, nie kierując się do lochów, a Sali Wejściowej. 
- Czasami się zastanawiam, na jakim etapie rozwoju się zatrzymaliście.
Stwierdziła rozbawiona Hermiona, zakładając powiększoną już kurtkę. Dzięki wygłupom chłopaków poczuła się lepiej, normalniej. Przy nich nie była doświadczoną przez los dziewczyną, która co rusz sprawiała jakieś problemy, tylko normalną nastolatką z gronem znajomych. To było mile uczucie.
- U Zabiniego on się jeszcze nie zaczął.
Hermiona skwitowała odpowiedź Dracona krótkim śmiechem, nie ciągnąc tematu. Mury Hogwartu opuścili w milczeniu. Na zewnątrz przywitało ich ostre słońce, które kontrastowało z panującym wokół mrozem. Hermiona i Draco nie mając konkretnego celu, po prostu ruszyli w stronę jeziora. Panująca między nimi cisza, była jedną z tych potrzebnych. Ostatnie dwa dni nie należały do łatwych, dlatego potrzebowali odrobiny spokoju, którego mogli zaznać na błoniach. Dopiero gdy weszli na znajdujący się nad jeziorem pomost, odezwał się Draco.
- Miejsce naszej pierwszej randki.
Westchnął, nieudolnie udają rozmarzonego, ponieważ sarkastyczna nuta zepsuła cały efekt. Draco nie należał do osób sentymentalnych, nie mniej jednak mile wspominał to miejsce. Tu chyba po raz pierwszy udało mu się normalnie porozmawiać z Riddle.
- Mówisz o twoim wtargnięciu i zakłócaniu mojego spokoju?
Jak widać nie tylko Draco miał braki w kwestii romantyzmu. Nie mniej jednak i Hermiona zaczęła wspominać to spotkanie. Draco pokazał jej wtedy swoją lepszą stronę, mile ją zaskakując. Nie mniej jednak zapamiętała coś jeszcze. Rozmawiali wtedy o początkach poszukiwania Księgi Ludzi Lasu, które w zasadzie niewiele się posunęły od tego czasu. „Ktoś tu miał kogoś za coś przeprosić”, szepnął głosik w głowie Hermiony, choć ona doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Przed tym nieszczęsnym zdarzeniem na OPCM postanowiła, że przeprosi Dracona z ich kłótnie o napad na gabinet Dropsa. Przez tego przeklętego bogina nie nadarzyła się ku temu okazja, co nie oznaczało, że problem zniknął.
- Chciałabym porozmawiać o naszej wczorajszej kłótni.
Powiedziała w końcu Hermiona, nie zamierzając dłużej tego odwlekać. Draco jednak spojrzał na nią z niezrozumieniem. Najwidoczniej tyle się wydarzyło, że ta sprawa wyleciała mu z głowy. 
- O napad na gabinet Dumbledore’a.
- Mała, błagam, nie zaczynaj znowu, bo ja zdania nie zmienię.
Oznajmił od razu Draco, święcie przekonany, iż Hermiona chce się dalej wykłócać o to, że dokona rabunku w pojedynkę. Nie miał siły się o to z nią dzisiaj sprzeczać, a i zdania nie zamierzał zmienić.
- Nie chcę się kłócić, tylko przeprosić.
- Przeprosić?
Hermiona uśmiechnęła się na widok zdezorientowanej miny Dracona. W sumie rozumiała jego zdziwienie. Nie często potrafiła odpuścić, a tym bardziej przyznać się do błędu. Tym jednak razem wiedziała, że powinna. Rozmowa z Dafne uświadomiła jej, że Draco tylko się o nią martwił, za co nie mogła go karać.
- Tak, niepotrzebnie na ciebie nawrzeszczałam i wyskoczyłam z tym napadem w pojedynkę. Po prostu nie chcę, żeby coś ci się stało, a tam za bezpiecznie nie będzie.
- Zadziwia mnie twoja trzeźwość myślenia.
Stwierdził z szelmowskim uśmiechem Draco, niezwykle zadowolony, że mają to już za sobą. Zamierzał wrócić do tej kwestii, ale gdy Riddle dojdzie do siebie, a tu taka niespodzianka.
- Nie przeginaj.
- Czyli zostajemy wspólnikami w tej zbrodni?
Zapytał Draco, wyciągając ku Hermionie rękę. Ta uścisnęła ją z szerokim uśmiechem.
- Zostajemy.



Witam.

W końcu udało mi się skończyć ten rozdział. Liczyłam, że stanie się to wcześniej, ale niestety nie wyszło. Nie mniej jednak jest on długi, więc mam nadzieję, że będzie to dla Was swego rodzaju rekompensata. Następny chciałabym dodać pod koniec października. Mam nadzieję, że nic nie pokrzyżuje mi tego planu. Będę Was na bieżąco informować.



Laf

38 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Miejsce zajęłam, wypada więc jakiś komentarz nabazgrać. Pisałam ostatnio z Tobą o tej kwestii, dlatego chcąc sprawić Ci przyjemność, bo już wiem jak bardzo komentowanie jest ważne, robię to. Rozdział bardzo mi się podoba. W końcu doczekałam się chociaż trochę Toma.:) zastanawia mnie postać nauczycielki od OPCM. Ciekawe co też Juliana wymyśli. :D
      Nie wiem co tu mogę napisać.;/ rozdział mi się podoba po prostu i tyle.
      Wybacz za ten komentarz, następny będzie już znacznie lepszy. c:
      Pozdrawiam Cieplutko i życzę dużo weny, a także zapraszam do siebie (chamsko reklama XD) [blaisezabinipmm.blogspot.com]
      Vinci.

      Usuń
  2. Kurcze, a chciałam być pierwsza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Vinci, wybaczam.
      Co powinnam teraz robić? Uczyć się biologii. A co robię? Czytam Twojego bloga. Oj, coś mi się zdaje, że moja nauczycielka nie będzie jutro zadowolona... Draco jest taaaaki słodki. To jak traktuje Hermionę i to jak się nią opiekuje jest po prostu cudowne. Ja też tak chcę. Narszecie wielki powrót Toma. Niech już nakopie Dropsowi i będzie po sprawie.
      Życzę weny i pozdrawiam
      dramione-ja-to-ja.blogspot.com

      Usuń
  3. Okej krótko, zwięźle i na temat
    KOCHAM KOCHAM KOCHAM
    Dziękuję Dobranoc

    OdpowiedzUsuń
  4. Naprawdę fajny rozdział. Długo na niego czekałam i nie zawiodłam się. Masz duży plus za pojawienie się państwa Riddle 😉 i za jego długość. Draco kolejny raz zdobył moje serce 😍
    Pozdrawiam i czekam na kolejny :)
    The-only-thing-i-love-are-books.blogspot.com
    Jeszcze jedno pytanko: czy w następnych rozdziałach też pojawi się Tom i Julianne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w następnym rozdziale również będą państwo Riddle.

      Usuń
  5. Cudowny rozdzial jak zawsze z reszta. Zaywazylam ze i jego dlugosc powala. Szkoda ze tak szybko sie skonczyl.
    Tom jak zawsze po ojcowsku sir zachowuje tak troche za bardzo opiekunczo. Dobrze ze Julienne tak go hamuje.
    Czekam na next.
    Zycze duzo weny i powodzenia na kolokwium :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudeńko! Draco i Blaise jak dzieci po prostu :D
    Sprawiłaś, że pierwszy raz się dziś uśmiechnęłam! Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Boskie <3 Na końcu uśmiech nie schodził mi z twarzy :) Tak bardzo cieszy mnie, gdy ta dwójka jest razem <3 <3 <3
    Będę czekać na next z niecierpliwością
    Pozdrawiam i życzę dużo weny
    Anna-medium

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział boski! Uwielbiam relacje jakie panują pomiędzy tą dwójką i mogła bym o nich czytać godzinami. Jedyne czego mi brakuje to akcji, rozumiem jednak, że takie rozdziały też są potrzebne :)
    Wena jak widać nie szwankuje, więc życzę czasu! (i łatwych kolokwi :D)
    ~12345Mirla

    OdpowiedzUsuń
  9. Super rozdział :D i wreszcie Tom i wspaniała rozmowa Draco z Zabinim przy stole :D no i jaki długi! Tylko tak dalej ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. hah więcej rozmów zabiniego i przycinek hermiony ❤❤ super rozdział Pozdrawiam 😅

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozdział świetny. Nastrój bardzo poprawiła mi kolacja :D w końcu poszli tam "żreć" a nie przyglądać sie riddl i malfoyowi xd czekam na następne potyczki słowne tej paczki :D Państwo riddl a zwłaszcza tom przypuszczam że nie popusci albusowi. Czekam na następny rozdział. Pozdrawiam Nikola <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Rewelacja. Brak mi słów.
    Życzę weny i pozdrawiam,

    Maggie Z.

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj, Laf. Można tu jakoś włączyć powiadomienia czy coś? Nigdy jeszcze nie zdążyłam na notkę tego samego dnia, w którym ja wstawiłaś... A z pozytywów: brak mi słów! Dziewczyno jak ty to robisz?! Cudne!Akcja wyważona, jak zwykle dokładnie opracowana. Tylko co ja poradzę, że mi brakuje jakiegoś... poruszenia w relacji Hermiona- Draco? po prostu gdyby to działo się szybciej, działoby się za szybko!Innymi słowy... niecierpliwie czekam na następną notkę. Pozdrowienia
    Garielka
    (ewentualnie Gari, jakbyś zamierzała strzelić jakąś dedykacją czy coś... :))

    OdpowiedzUsuń
  14. Hehe Noctis... Czytam, czytam dalej..

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo podoba mi się ten rozdział. Niektóre sprawy zaczynają się rozjaśniać. Czekam na next.

    OdpowiedzUsuń
  16. Hejo rozdział jak zawsze petarda też chciałabym mieć taki talent jak Ty :) mam nadzieję że egzaminy poszły świetnie jak nie to trzymam kciuki za poprawki i czekam na następny rozdział pozdrawiam Blackangell

    OdpowiedzUsuń
  17. Rozdział cudowny i serce mnie boli przez to, że trzeba jeszcze czekać kilka tygodni na kolejny. Two opowiadanie (jak i LFDLV) jest wspaniałe, perełki poprostu! Żloto i diamenty!
    Weny i czasu,
    MJ

    OdpowiedzUsuń
  18. Czekam na moment kiedy Tom zaakceptuje Draco, nie mogę się doczekać. Jestem przekonana, że mama Hermiony odpowiednio na niego wpłynie :D Mam nadzieje, że Harry zrozumie swój błąd i dowie się prawdy o dyrektorze... Liczę na to, że dogada się z Hermioną. Scena w Wielkiej Sali bardzo miła i poprawiła stanowczo nastrój w tym rozdziale :) Super, że pojawiła się scena w domu Riddle. Intryguje mnie jak potoczą się losy tej nauczycielki...
    Pozdrawiam serdecznie
    ~Madzik

    OdpowiedzUsuń
  19. Hejo hejo :D
    No cóż mam napisać? Cudowny rozdział! Jak zawsze z resztą, chociaż może ostatnio za bardzo się cieszę, bo relacja między Hermioną a Draconem coraz bardziej się zacieśnia. Uwielbiam gdy przelatują lody, a Ty w doskonały sposób przedstawiasz ich maleńkie kroczki. Draco absolutnie zawładnął moim serduchem. Jego altruizm, oddanie i poświęcenie są godne podziwu i jeszcze wiele ochów i achow mogłabym napisać, ale wyszłabym na psychofankę.
    Uwielbiam te chwile między naszą dwójka i liczę, że będzie och coraz więcej <3 podsumowując: Padłam, leżę i nie wstaję :P
    Pozdrawiam, Iva Nerda

    OdpowiedzUsuń
  20. Przeczytałam wszystko w dwa dni i muszę przyznać że po "lubię gdy jesteś obok" to spodobało mi się najbardziej, dlatego bardzo się cieszę, że mimo że tamto opowiadanie się kończy to będę mogła czekać na nowe rozdziały tutaj. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Podoba mi się ten rozdział ☺ nawet bardzo mi się podobał 😀 no dobra, TEN ROZDZIAŁ BYŁ ŚWIETNY! 😍

    OdpowiedzUsuń
  22. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo kocham tego bloga i jak bardzo ciesze miche jak widze nowy rozdział! :D
    Kocham ich razem szczególnie w Twoim blogu, i inaczej spojrzałam na Voldzia i znienawidziłam DumBLEdora ://

    OdpowiedzUsuń
  23. Fantastyczny ❤ Blaise jak zawsze niezawodny 😁 Podoba mi się troska Tom'a i przychylność Julianne co do relacji Draco - Hermiona... Widzę też, że Hermiona się coraz bardziej socjalicuje 😊 Cieszę się, że kilka spraw powoli zaczyna się wyjaśniać 😃 I dziękuje Ci za to, że się do tego bloga przykładasz i powoli budujesz zawiłą i wspaniałą historie 💚 Bo niestety blogi, w których Draco i Hermiona zakochują się i padają sobie w ramiona już w 3 rozdziale są nudne, mdłe i jest w nich o wiele za szybko prowadzona akcja... Za to Ty cały czas prowadzisz akcję trzymającą w napięciu, wprowadzasz nowe akcje i po przeczytaniu każdego nowego rozdziału czytelnik czeka z niecierpliwością na kolejny i kolejny rozdział, a w jego głowie kłębi się masa pytań i myśli, i wymyśla przeróżne scenatiusze co będzie dalej... Pozdrawiam i życzę weny, powodzenia na studiach, egzaminach i ewentualnych poprawkach 😉 Z.

    OdpowiedzUsuń
  24. Ehh... Mam tydzień zwłoki, ale już nadrabiam :)

    Cieszy mnie, że zawarłaś w tym rozdziale to, na co miałam nadzieję. Czyli szlaban Draco i Harry'ego oraz wizytę i rozmowę Snape'a z rodzicami Hermiony. Właściwie to z tego drugiego cieszę się bardziej, bo mi ich jakoś brakuje. W moim odczuciu rodzina Riddlów to ważne postacie, ale scen z nimi niestety malutko. No, ale dziś o nich trochę przeczytałam, więc serducho się raduje.
    Miałam nadzieję na jakieś błyskotliwe przemyślenia pani Marst, ale nie poświęciłaś jej zbyt wiele w tym rozdziale. Czekam w takim razie z niecierpliwością. Może, jak zacznie myśleć, to trochę zyska w moich oczach, bo na razie wyjątkowo nie cierpię tej postaci. A oliwy do ognia dolewa fakt, że obdarzyłaś ją moim imieniem :)

    Błędów nie śledziłam. Być może dlatego, że jest późno, a może i dlatego, że przed kilkoma godzinami skończyłam czytać kilkudziesięcio-rozdziałowe sevmione, w którym aż roiło się od błędów, więc tych Twoich nielicznych, jeżeli w ogóle są, to nie wyłapałam. Piszesz dobrze i lekko. Tak trzymaj.

    Jak zwykle czekam na więcej. To opowiadanie cały czas trzyma w napięciu.
    Iwi :)

    OdpowiedzUsuń
  25. - Na co się gapicie? O ile się nie mylę, przyszliście tu żreć, więc mordy w talerze i…
    - Panie Malfoy, proszę się wyrażać! Slytherin traci pięć punktów.
    O matko, Lat rozwaliłaś system☺! Rozdział fajny, super się czyta. Weny życzę. Myślisz o tym żeby pisać inne blogi o tematyce potterowskiej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moją pierwszą i największą miłością jest Dramione. W tej tematyce czuję się najlepiej i myślę, że nim rozpocznę pracę nad własną książką, zostanę przy tej parze.

      Usuń
  26. rozdział cudowny. przepraszam że dopieo teraz komentuje!
    czekam na kolejny,
    MJ

    OdpowiedzUsuń
  27. Jaaa, świetny rozdział. Trafiłam tutaj niedawno i przeczytałam wszystko jednym tchem.

    Sama zaczynam przygodę z pisaniem, więc zapraszam Cię do mnie, każda opinia jest dla mnie ważna! :)

    Buziaki!
    http://hermionariddledramione.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  28. Ale się cieszę, że wreszcie przeczytam jakieś nowe, dobre dramione :) Zabieram się za to od razu i na pewno zostawię dużo komentarzy.
    PS. Dziękuję bardzo, że polecasz moje trzy blogi, ale wszystkie są przeniesione na nowy adres, gdzie teraz dalej tworzę:
    http://venetiia-noks.blogspot.com/
    Pozdrawiam!
    V.

    OdpowiedzUsuń
  29. Rozdzial jak kazdy jest swietny :D Tutaj widać twoją wlasną historie. Bardzo lubie tego bloga i nie wyobrazam sobie gdyby kiedys moglo go zabraknąć. Wiemy, że masz z pewnoscią dużo nauki i chcialabym ci podziekowac. Mimo tego iż jesteś bardzo zajęta znajdujesz czas na swoje male hobby :) ta opowiesc trwa już dlugo, ale warto czekac na tak cudowne rozdziały. Nwm sama jak mozna cos takiego w ogóle stworzyc :v

    OdpowiedzUsuń
  30. Kurcze Harry i Draco na szlabanie 😊 coraz więcej się dzieje i to mi się podoba 😊 rozdział świetny 😘

    OdpowiedzUsuń
  31. Czytam wszystko jeszcze raz, a rozdział bardzo przyjemny ��

    OdpowiedzUsuń