czwartek, 16 marca 2017

57. Wszystko albo nic


Hermiona i Draco siedzieli w pokoju dziewczyny, po raz kolejny powtarzając plan napadu na gabinet Dumbledore’a, który miał się odbyć już jutro. Oboje coraz bardziej się denerwowali, lecz starali się tego nie okazywać.
— To się musi udać.
Podsumowała Hermiona, jakby starała się przekonać samą siebie. Porywali się bez różdżki na smoka i mogli za to słono zapłacić. Nie zamierzała się jednak wycofać tuż przed. Musiała odnaleźć tę księgę. Od tego zależało naprawdę wiele.
— Musimy mieć plan awaryjny.
Wypalił nagle Draco, uznając, że nie ma już na co czekać. Chciał wierzyć w powodzenie tego przedsięwzięcia, ale coś mu mówiło, że nie będzie tak kolorowo.
— Przecież mamy Błyskotkę.
— To nie wystarczy, ona nam nie pomoże w każdej sytuacji.
Siedząca na podłodze Hermiona odwróciła się w stronę Dracona, który zajmował kanapę. Od razu zauważyła, że jest zmartwiony. Chcąc go nieco uspokoić, postanowiła wysłuchać jego propozycji.
— Masz jakiś konkretny pomysł?
— Tak, ale będzie nam potrzebny Teodor. Nie mów od razu nie, tylko daj mi skończyć.
Powiedział Draco, widząc, że Hermiona już chce mu przerwać. Podejrzewał, że nie spodoba jej się pomysł wciągnięcia w to wszystko Notta. Musiał ją jednak przekonać, że to konieczne.
— Powiemy mu tylko tyle, ile będzie konieczne. Teodor potrafi dochować tajemnicy. Nie masz pewności, że coś nas nie zaskoczy i nie pogrąży. Potrzebujemy kogo, kto nas w razie czego stamtąd wyciągnie.
Hermiona biła się z myślami. Słowa Dracona miały sens. Ostrożności nigdy za wiele, jeden szczegół mógł ich pogrążyć albo ocalić. Gra była warta świeczki. Skoro Malfoy ufał Teodorowi, może ona również powinna, tym bardziej że miał u niej już dwie przysługi.
— Niech będzie, pójdziesz po niego?
— Tak.
Draco podniósł się z kanapy i ruszył w stronę drzwi. Poszło szybciej, niż myślał. Już szykował odpowiednie argumenty do przekonania Riddle, które nie okazały się konieczne. W tym przypadku obojgu chodziło przede wszystkim o to, aby wszyli z tego cało. Poszukania Teodora Draco rozpoczął od ich dormitorium, w którym niestety nikogo nie zastał. Liczył, że znajdzie go w salonie, gdyż nie uśmiechała mu się wycieczka po całym zamku. Szczęście mu dopisało, ponieważ w momencie, gdy wszedł do salonu, ujrzał Teodora, który właśnie zamierzał go opuścić.
— Nott, stój!
Zawołał Draco, w ten sposób zwracając na siebie uwagę przyjaciela.
— Co jest?
Zapytał Teodor, gdy Malfoy do niego dołączył.
— Musisz iść ze mną do Riddle.
— Po co?
— Pytania będziesz zadawał na miejscu.
— Nie mam teraz czasu.
— Pięć minut cię nie zbawi.
Draco nie dając przyjacielowi dojść do słowa, ponownie skierował się do dormitorium Hermiony. Teodor przeklął pod nosem. Nie takie miał plany na najbliższy czas. Dafne zapewne już na niego czekała w bibliotece. Chcąc nie chcąc ruszył jednak za przyjacielem. Liczył, że szybko załatwi sprawę tutaj i popędzi na spotkanie. Nie zamierzał wystawić Dafne. Do pokoju Hermiony panowie dotarli w ciszy.
— Mam go.
Stwierdził Draco, wprowadzając Teodora do środka. Hermiona w końcu podniosła się z ziemi.
— Dowiem się wreszcie, o co chodzi?
Teodor od razu przeszedł do sedna sprawy. Interesowały go wyłącznie konkrety.
— Będziemy jutro potrzebowali twojej pomocy.
To Draco podjął się przedstawienia przyjacielowi ich planu, a raczej jego okrojonej wersji. W końcu to on nalegał, aby go w to wciągnąć.
— Co takiego się dzieje jutro?
— Musimy się dostać do gabinetu Dropsa i potrzebujemy koła ratunkowego, gdyby coś poszło nie tak.
W pierwszej chwili Teodora zamurowało. Był niemal pewien, że ta dwójki sobie żartuje. Spoglądał to na jedno to na drugie, jednak nie wyglądali, jakby się mieli zaraz roześmiać.
— Wy sobie chyba jaja robicie.
— Nie, ale posłuchaj…
Teodor nie dał jednak dokończyć Draconowi.
— Was już kompletnie powaliło?! Jak wam się nudzi, to sobie znajdźcie jakieś twórcze zajęcie, a nie bawcie się w napady. Po cholerę wy się tam chcecie dostać? Snape wam łby pourywa, że już o dyrektorze nie wspomnę.
Zwykle spokojny Teodor został wyprowadzony z równowagi. Nie rozumiał, co odbiło tej dwójce i chyba nawet nie chciał, a już na pewno nie zamierzał przykładać do tego ręki.
— Gdyby to nie było ważne, nie prosilibyśmy cię o pomoc. Z tobą, czy bez ciebie się tam włamiemy. Tobie pozostawiamy decyzję, czy w razie czego nam pomożesz.
Tym razem Hermiona postanowiła spróbować przekonać Teodora. Draco miał rację. Zawsze istniało prawdopodobieństwo, że coś pójdzie nie tak, a oni będą potrzebowali koła ratunkowego. Hermina postanowiła podejść go sposobem. Teodor to inteligentny chłopak i na pewno wyłapał jej nawiązanie do przysług, które jest jej winien za pomoc. Może i egzekwowanie ich w takich okolicznościach nie było w porządku, biorąc pod uwagę powagę sytuacji, ale nie miała wyjścia. Teodor bez poznania ich pobudek nie da się tak po prostu nakłonić do zmiany zdania. Hermionie udało się osiągnąć swój cel. Teodor doskonale zdawał sobie sprawę, że ma u niej dług i to nie jeden. Nie popierał tego, co ta dwójka chce zrobić, ale nie pozostawało mu nic innego, jak im pomóc i dołożyć wszelkich starań, aby nie wkopali się w kłopoty. Nawet gdyby odmówił, oni by to zrobili i wtedy z całą pewnością narobili sobie problemów. Zdecydowanie powinien mieć ich na oku.
— Jesteście nienormalni, ale pomogę wam.
Powiedział zrezygnowany Teodor, godząc się ze swym losem. Hermiona i Draco za to uśmiechnęli się na te słowa. Zyskali sprzymierzeńca, co obojgu dało nadzieję, że naprawdę może im się udać.


— W ogóle mi się to nie podoba.
Hermiona przewróciła oczami, wiedząc, że Noctis po raz kolejny zaczyna swoją śpiewkę. Zaczynała nieco żałować, że powiedziała jej o napadzie. Noctis uznała go za głupotę i za wszelką cenę starała się ją nakłonić do odwołania go. Była uparta, więc nie docierały do niej żadne argumenty. Hermiona przestała ją już nawet przekonywać, że nic jej nie będzie i zaczęła ignorować.
— I nie musi.
Odpowiedziała panna Riddle, kończąc się ubierać. Z garderoby przeniosła się do pokoju, aby jeszcze raz sprawdzić, czy wszystko ma przygotowane. Przed Noctis zgrywała twardą, ale w rzeczywistości bardzo się bała. Do napadu zostało pół godziny, a do wyjścia niespełna dziesięć minut. Oby Merlin miał ich w opiece.
— Jasne, lataj sobie i napadaj na siedziby jakiegoś świra, który chce cię załatwić. To w końcu nic takiego, najwyżej już tu nie wrócisz, pogratulować pomysłu. Czemu wy dwunogi jesteście takie durne?
Zdziwiona wybuchem Noctis Hermiona spojrzała na nią. Na pierwszy rzut oka wydawała się wkurzona, ale panna Riddle zbyt dobrze ją znała. Noctis się martwiła. Nawet ona zdawała sobie sprawę z powagi sytuacji. Hermiona chcąc ją nieco uspokoić, podeszła i przykucnęła przy niej.
— Ja wiem, że to niebezpieczne, ale tego, że wrócę, możesz być pewna. Przecież bym cię nie zostawiła samej.
Mówić to, Hermiona położyła dłoń na głowie Noctis, gładząc ją delikatnie. Nie chciała, aby również ona zamartwiała się z jej powodu. Noctis przez chwilę przyglądała jej się lekko przymrużonymi oczami, aż w końcu jej wzrok nieco złagodniał.
— Powiedz temu dryblasowi, że ma cię pilnować i odstawić w jednym kawałki, bo jak nie to już ja się z nim policzę.
Jak na zawołanie drzwi do pokoju otworzyły się, a do środka wszedł Draco.
— Co jest?
Zapytał, widząc Noctis i Riddle na podłodze.
— Rozmawiamy sobie.
Odpowiedziała tylko Hermiona, podnosząc się z ziemi. Skierowała się w stronę kanapy, a Draco podążył za nią. Usiedli obok siebie, przez chwilę po prostu milcząc.
— Boisz się?
Zapytał w końcu Draco, patrząc na płonący w kominku ogień. Sam odczuwał ogromny niepokój, ale wiązał się on z Riddle. Nie dbał o to, co grozi jemu. Szlaban, kara, nagana, to wszystko nieważne. Liczyła się Hermiona i jej bezpieczeństwo. Zamierzał zrobić wszystko, aby wyszła z tego bez szwanku.
— Tak.
Hermiona nie widziała sensu w ukrywaniu prawdy. Dopracowali swój plan i starali się przygotować na każdą ewentualność, ale zawsze coś mogło ich zaskoczyć i właśnie tego się obawiała.
— Na nas już czas.
Stwierdziła w końcu Hermiona, po raz ostatni sprawdzając, czy wszystko zabrała. Nie powinni dłużej zwlekać, dlatego również Draco podniósł się z kanapy. Z Teodorem umówili się na siódmym piętrze i tak jak przypuszczali, już na nich czekał.
— W co ja się dałem wciągnąć.
Tymi słowami Nott przywitał przybyłą parę. Przez nich niemal przez całą noc nie zmrużył oka, zastanawiając się, czy dobrze robi, pomagając im, zamiast starać się nie dopuścić do tego szaleństwa. Zdawał sobie jednak sprawę, że już nie może się wycofać.
— Ciebie też miło widzieć, przyjacielu.
Draco starał się sprawiać wrażenie wyluzowanego, jednak nawet to nie mogło przełamać napiętej atmosfery.
— Masz wszystko?
Zapytała Hermiona, od razu przechodząc do konkretów. W odpowiedzi na jej pytanie Teodor uniósł niepozornie wyglądający worek.
— Tak.
— Wspaniale. Znacie plan, zaraz wezwę do nas Błyskotkę, żeby była gotowa. Która godzina, Draco?
— Za pięć dziesiąta.
— Poczekamy do równej, żeby mieć pewność, że go nie ma.
Pomiędzy całą trójką zapadła pełna napięcia cisza. Każde z nich odliczało w myślach sekundy do rozpoczęcia akcji. Modlili się tylko o to, aby wszystko poszło po ich myśli.
— Dziesiąta.
Stwierdził w końcu Draco, a Hermiona przywołała do siebie skrzatkę.
— Witam panienkę i jej przyjaciół.
— Witaj, Błyskotko. Już pora zaczynać, pamiętasz wszystko, co ci mówiłam?
— Oczywiście, panienko. Błyskotka ma się teleportować?
— Tak.
Skrzatka skinęła tylko głową i teleportowała się z charakterystycznym trzaskiem. Musieli mieć pewność, że nikogo tam nie ma.
— Gabinet jest pusty.
Oznajmiła Błyskotka, gdy wróciła do Ślizgonów. Hermiona i Draco spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Nadszedł ich czas.
— Przenieś na prosto do biblioteki, Błyskotko.
— Oczywiście, panienko.
— Gotowy?
Tym razem Hermiona zwróciła się do Dracona. Ten wiedział, że jeśli nie wycofa się teraz, nie będzie już odwrotu.
— Tak.
Hermiona i Draco chwycili wyciągnięte dłonie skrzatki, po czym po raz ostatni spojrzeli na Teodora.
— Bądź gotowy, stary.
— A wy nie dajcie się złapać.
Trzaska i Teodor został sam w jednym z bocznych korytarzy. Teraz pozostało mu już tylko błagać wszelkie siły wyższe o powodzenie dla tej szalonej dwójki.


Draco i Hermiona wedle życzenia wylądowali w niewielkiej bibliotece. Tak jak opisywała Błyskotka, wszystkie ściany zajmowały regały, co uniemożliwiało umieszczenie na nich obrazów, a im znacznie ułatwiało sprawę. Znajdowało się tu jednak bardzo dużo książek, dlatego panna Riddle uznała, że powinna się natychmiast wziąć do pracy.
— Gdy cię zawołam, wróć po nas, Błyskotko.
— Oczywiście.
Trzask i Ślizgoni zostali sami.
— Nie mamy czasu na przeglądanie tego tutaj. Kopiujemy wszystko i do torby.
Powiedziała szeptem Hermiona, rozkładając na środku podłogi niewielką, zaczarowaną torebkę.
— Jasne.
Nie zwlekając dłużej, zabrali się do pracy. Kopiowali kolejne księgi, chcąc jak najszybciej się stąd wydostać. Nagle jednak coś przykuło uwagę Hermiony. Przez uchylone drzwi ujrzała coś, czego nigdy wcześniej nie zauważyła. Na przeciwległej ścianie tuż obok komody i za globusem znajdowała się klamka. Tkwiła ona w ścianie jakby pozbawiona drzwi. Hermiona od razu zrozumiała, że za tym murem musi się coś kryć. Dumbledore ewidentnie nie chciał, aby ktokolwiek zwrócił na to uwagę, co oznaczało, że coś tam ukrywał. Hermionie przychodziło do głowy wiele rzeczy, jakie Albus może tam trzymać: dokumenty, listy, zdjęcia, a może nawet wspomnienia. Cokolwiek by to nie było, mogło się okazać bezcenne. Gdyby tylko zdobyła dowody obciążające Dumbledore’a, wszystko by się zmieniło.
— Co ty robisz?
Rozmyślania Hermiony przerwał Draco, który dopiero teraz zauważył, że ta od dłuższej chwili stoi przy lekko uchylonych drzwiach i zawzięcie coś obserwuje. Nie mieli na coś takiego czasu, zostało im jeszcze sporo książek, a wolał nie kusić losu i jak najszybciej się stąd ulotnić.
— Tam jest jakieś ukryte przejście.
— A tu od cholery książek, po które tak się składa, przyszliśmy.
— Dumbledore na pewno ukrywa tam coś ważnego.
— To jego sprawa, nie nasz. Zabieramy resztę książek i spadamy stąd.
Draco w ogóle nie przywiązywał wagi do tego, co mówi Riddle. Nie obchodziło go, co ten chory staruch trzyma w gabinecie. Przez cały czas kopiował kolejne książki, aby jak najszybciej mogli stąd zniknąć. Został już tylko jeden regał. Tak niewiele ich dzieliło od wyjścia z tego cało, a Riddle jak zwykle coś kombinowała. Przynajmniej tym razem powinna sobie odpuścić i skupić się na wyjściu stąd.
— Muszę się tam dostać.
Tym razem Draco porzucił księgi i odwrócił się w stronę Hermiony, patrząc na nią z niedowierzaniem.
— To nawet nie było śmieszne.
— Ty nie rozumiesz. Tam na pewno znajdę coś obciążającego Dumbledore’a. Trzeba spróbować…
— I co, ty myślisz, że tak po prostu sobie tam wejdziesz? Ten pokój jest pewnie zabezpieczony lepiej niż skrytki w Gringocie.
Draco nie dał sobie zamydlić oczu gadkami Hermiony. Ona chyba postradał rozum. Ryzykowali wystarczająco wiele, włamując się do biblioteczki. Próba dostania się do tajnego pokoju Drops równała się samobójstwu. Jeśli Riddle miała rację, to pomieszczenie musiało być najeżone zaklęciami, o których nawet nie słyszeli, a co najważniejsze od razu sprowadziłby tu Dumbledore’a.
— Błyskotka mnie tam przeniesie i…
— Nawet o tym nie myśl. Nigdzie się nie będziesz przenosić, chyba że jak najdalej od tego gabinetu.
Hermiona najchętniej udusiłaby teraz Dracona. Czy on nie rozumiał, że to niepowtarzalna szansa dla niej i dla jej rodziny? Mając dowody, mogłaby odmienić ich los. Musiała tylko zaryzykować.
— Nie będziesz mi rozkazywał. Ty nie rozumiesz, że…
Hermionie nie było dane dokończyć. Niespodziewanie stojący przed nią Draco złapał ją za przedramię i pociągnął za drzwi.
— Co ty od…
Ku jej zdziwieniu Draco mało delikatnie zasłonił jej usta dłonią. Zamierzała go natychmiast odepchnąć, ale wtedy szepnął jej do ucha.
— On wrócił.
Te słowa zmroziły krew w żyłach Hermiony. Zaczęła nasłuchiwać i istotnie usłyszała kroki. Właśnie ziścił się ich najczarniejszy scenariusz. Hermiona spojrzała z paniką na stojącego za nią Dracona, który gwałtownie pobladł. Oboje wiedzieli, że znaleźli się w potrzasku. Nie mogli wezwać Błyskotki, ponieważ Dumbledore od razu by usłyszał trzask towarzyszący teleportacji.
— Nott.
Powiedział bezgłośnie Draco, wiedząc, że to ich jedyna nadzieja. Musieli się stąd jak najszybciej wydostać i tylko Teodor mógł im to umożliwić. Hermiona skinęła głową i drżącą ręką sięgnęła po różdżkę. Bała się, a co grosza wiedziała, że musi nad tym zapanować, aby wyczarować patronusa. Zamknęła oczy, usiłując przywołać do siebie wszystkie szczęśliwe wspomnienia; chwile spędzone z Draconem, czy Julianne. Starała się z całych sił, lecz do jej umysłu wkradały się wizje z Albusem, któremu podali się na tacy. Spróbowała rzucić zaklęcie, lecz jeszcze zanim zobaczyła delikatną, srebrną poświatę, który wydobyła się z jej różdżki, wiedziała, że nic z tego nie będzie.  
— Nie dam rady.
Szepnęła spanikowana Hermiona, coraz bardziej obawiając się o ich los. Draco wiedział, że to on musi wziąć się w garść. Od tego cholernego patronusa zależało teraz wszystko. Riddle potrafiła go wyczarować, ale tym razem strach wziął górę.
— Uspokój się i nie myśl o tym, gdzie jesteśmy. Wyobraź sobie, że znowu siedzimy w szklarni.
Draco starał się uspokoić bicie serca, aby udzieliło się to również Hermionie. Złapał ją za wolną rękę, ściskając ją pokrzepiająco. Był pewny, że jeśli tylko się uspokoi, da rade. Hermiona starała się zastosować do rad Dracona, wyobrażając sobie, że znowu są w szklarni pośród roślin. Spędzili tam naprawdę miłe chwile. Doskonale pamiętała, jak pierwszy raz się do niego przytuliła. Żadne słowa nie mogły oddać tego, jak się czuła, gdy przezwyciężyła swoje lęki. W tamtej chwili czuła, że może góry przenosić. W końcu Hermiona poczuła, że to ten moment. Wzięła głęboki wdech i cicho wypowiedziała formułkę zaklęcia. Tym razem z jej różdżki wystrzelił piękny irbis. Spojrzał na nią przelotnie, po czym pomknął przez ścianę prosto do Teodora. Teraz pozostało im tylko czekać. Nasłuchiwali, co dzieje się w gabinecie, aż w końcu dobiegł do nich głos Albusa.
— Witaj, Fawkes.
Dyrektor przywitał się ze swoim towarzyszem. Ten feniks to jego jedyny oddany kompan. Przez chwilę stał przy nim, gładząc jego pióra, gdy nagle usłyszał przeraźliwy huk dochodzący z korytarza. Zaniepokojony dyrektor dobył różdżki i ruszył w stronę wyjścia, gdyż hałas stawał się coraz głośniejszy. Hermiona i Draco tylko na to czekali.
— Błyskotko.
Panna Riddle natychmiast wezwała swoją podopieczną, która będąc w gotowości, zjawiła się niemal natychmiast.
— Zabierz nas stąd domowego pokoju.
Powiedziała Hermiona, chwytając torbę z książkami oraz rękę Błyskotki. Draco nadal ją obejmował i właśnie w taki sposób teleportowali się z gabinetu. Po wylądowaniu Hermiona straciła równowagę i gdyby nie podtrzymujący ją Draco, zapewne by upadła.
— Nic panience nie jest?
Zapytała zaniepokojona Błyskotka. Od razu wiedziała, że jej pani nie powinna udawać się do siedziby tego strasznego człowieka. Tam nie czekało na nią nic dobrego.
— Nic mi nie jest. Wróć, proszę po Teodora i sprowadź go tutaj.
— Już się robi, panienko.
Od razu po zniknięciu Błyskotki Draco poprowadził Hermionę w stronę kanapy.
— Siadaj, zaraz dam ci wody.
— Nic mi nie jest.
Odpowiedziała Hermiona, choć czuła się nieco słabo. Silny stres i brak posiłku najwidoczniej zrobiły swoje. Tak się denerwowała napadem, że od wczorajszego obiadu nie zdołała nie przełknąć. Poczuła się nieco gorzej, ale to nie powód do paniki.
— Właśnie widzę.
Prychnął Draco, wyczarowując szklankę wody. Podał ją Hermionie w momencie, gdy do pokoju wrócili Błyskotka i Teodor.
— W nic wam się nigdy więcej nie dam wciągnąć, a was będę trzymał pod kluczem.
Teodor od razu naskoczył na parę Ślizgonów. Myślał, że ostanie zawału, gdy dotarł do niego patronus Hermiony. To oznaczało jedno, coś poszło nie tak i jego przyjaciele znaleźli się w niebezpieczeństwie. Natychmiast zabrał się za realizacje planu awaryjnego, odpalając na całym korytarzu fajerwerki. Narobił niezłego hałasu i omal nie dał się złapać Filchowi, ale na szczęście w porę zjawiła się Błyskotka. To jednak na Riddle i Malfoya był wściekły. Powtarzał im, że to włamanie to szaleństwo, ale ci się oczywiście uparli. Nie chciał nawet myśleć, co by z nimi zrobili Dumbledore, Snape i Voldemort, gdyby sprawa się rypnęła. Draco niewzruszony wybuchem przyjaciela podszedł do niego i wyciągnął rękę.
— Dzięki, stary. Gdyby nie ty byłoby ciężko.
Draco mówił zupełnie szczerze. Zawdzięczali Teodorowi bezpieczeństwo, a to największy dar. Nott ugiął się i ciężkim westchnieniem uścisnął dłoń kolegi.
— Załatwiliście chociaż, co chcieliście?
— W większości tak.
— Na powtórkę takiej akcji nawet nie liczcie.
— Już moja w tym głowa.
To mówiąc, Draco spojrzał na Hermionę, która właśnie piła wodę. Już on zamierzał dopilnować, aby więcej się tam nie zapuszczali.
— Ja się będę zwijał.
— Do zobaczenia, Teodor i dziękuję za wszystko.
Powiedziała do wychodzącego chłopaka Hermiona, uśmiechając się przy tym. Teraz dziękowała Merlinowi, że posłuchała Dracona i pozwoliła wciągnąć w to wszystko Notta.
— Jesteśmy kwiat.
Rzucił tylko, będąc już przy drzwiach Teodor, po czym zniknął za nimi. Draco spojrzał.
— Jak to jesteśmy kwita?
— Nic takiego, książki i takie tam.
Draco nie wyglądał na przekonanego, ale odpuścił, mając na głowie ważniejsze sprawy. Podszedł do siedzącej na kanapie Hermiony i kucnął przed nią.
— Musisz mi coś obiecać.
Powiedział nagle, czym zbił ją z tropu. Zaskakująco szybko zmieniał temat, a co gorsza wyglądał na przesadnie poważnego.
— Co takiego?
— Nigdy więcej nie wrócisz do ego gabinetu. Zapomnisz o tym ukrytym pokoju i nie będziemy już wracać do tego tematu.
Musiał mieć pewność, że gabinet Dropsa to definitywnie zamknięta sprawa. Tym razem udało im się wyjść z tego cało, ale następnym razem mogli nie mieć tyle szczęścia. Jeśli Dumbledore naprawdę stara się cos ukryć, nie mają szans na przechytrzenie go i zdobycie tych informacji. Dyrektor to szaleniec, ale nikt nie mógł mu odmówić ogromnej wiedzy i mocy. Usiłując wykraść jego sekrety, podpisaliby na siebie wyrok. Draco rozumiał, jak bardzo zależy Hermionie na oczyszczeniu swojej rodziny, ale sama temu nie podoła czemuś, co jej ojciec i Snape starają się zrobić od lat. Musiało to w końcu do niej dotrzeć. Hermiona spodziewała się, że prędzej, czy później ten temat wypłynie, a co najważniejsze zdawała sobie sprawę, że Draco ma słuszność. Jeśli Dumbledore nie chciał, aby ktokolwiek odkrył jego mały sekret, nie było to dla nich osiągalne. Bardzo chciałaby pomóc, ale prawa jest taka, że mogłaby przysporzyć w ten sposób bliskim jedynie więcej zmartwień i problemów. Powinno się wiedzieć, kiedy należy odpuścić.
— Obiecuję.
Odpowiedziała w końcu Hermiona, a Draconowi kamień spadł z serca.
— Dzięki ci Salazarze. Skupmy się na poszukiwaniu tej księgi i tym również pomożemy twojemu ojcu. Hermiona przytaknęła i uśmiechnęła się blado. Powinna się skupić na realnych i osiągalnych celach, zamiast tracić czas na mrzonki o zdemaskowaniu Albusa. Księga Ludzi Lasu – to był ich cel.


— Wymknął się, dyrektorze.
Oznajmił zdyszany Filch, stając przed Albusem. Szczeniak okazał się szybszy, niż przypuszczał. Już prawie do dopadł, gdy nagle skręcił w jeden z korytarzy i rozpłynął się w powietrzu. Nie wiedział jego twarzy, a na domiar złego gówniarz ubrał kaptur, co uniemożliwiało zidentyfikowanie go.
— Sytuacja została opanowana, więc nic się nie stało, Argusie. To mi wygląda na głupi żart.
Albus nie zamierzał się przejmować jakimś dzieciakiem, któremu zachciało się odpalić w szkole fajerwerki. Nie było dnia, aby któryś z tych małolatów nie wpadł na jakiś głupkowaty pomysł. Skoro nie mieli ambitniejszych zajęć to ich problem.
— Możesz wracać do swoich obowiązków, Argusie.
Powiedział Albus, odprawiając woźnego, po czym skierował się do swojego gabinetu. Zasiadł za swoim biurkiem, opierając łokcie o jego blat. Powinien zająć się swoimi sprawami. Gdyby nie ta eskapada do Ministerstwa nie straciłby tyle czasu. Ściągnęli go na kolejne zebranie Wizengamotu, tylko po to, aby podpisał jakieś cholerne papiery. Jakby naprawdę nie miał nic lepszego do roboty. Pora jednak nadrobić ten stracony czas. Albus wstał i ruszył do swojej małej pracowni. Zatrzymał się jednak tuż przed nią, a jego wzrok spoczął na znajdującej się w ścianie klamce. Jakim cudem ona pozostała widoczna? Zawsze pilnować, aby dokładnie ukryć całe przejście. Co więc stało się tym razem? Albus odruchowo rozejrzał się po gabinecie. Nie zauważył jednak żadnych zmian. Wszystko znajdowało się na swoim miejscu. Wyjął różdżkę i zjdął z pomieszczenia wszelkie zaklęcia zabezpieczające je. Po chwili pojawił się przed nim zarys drzwi, które otworzył i wszedł do środka. Na pierwszy rzut oka wszystko pozostawało w najlepszym porządku. Komoda z myślodsiewnią, regał, obraz. Albus od razu zaczął sprawdzać najważniejsze dokumenty i ukryte wspomnienia. Nic nie zniknęło. Powoli odetchnął z ulgą. Nikt tu nie wszedł, najwidoczniej przez nieuwagę nie zamaskował klamki. Nie powinie dopuszczać do takiej sytuacji. Nawet pojedyncze rzeczy z tego pokoju w odpowiednich rękach mogły mu przysporzyć wielu problemów. Musiał chronić swoje sekrety. Tylko one mogły zniszczyć jego pozycję, której potrzebował do realizacji swojego planu. Władza to ogromna potęga, zwłaszcza gdy potrafi się z niej odpowiedni korzystać.


Witam.


Wiem, mam mały poślizg, ale choroba bardzo mi krzyżowała wszystkie plany, dlatego mam nadzieję, że się nie gniewacie.

Nie mam pojęcia, kiedy następny rozdział. Zależy, jak bardzo będą mnie gnębić na uczelni. Będę Was informować na bieżąco.




Laf



22 komentarze:

  1. Och nie... Nim się obejrzałam już przeczytałam :/ nie wiem czy rozdział jest krótki, czy tak mi się tylko wydaje bo mocno wciągnąl. Życzylabym Ci jak najwięcej świetnych pomysłów, ale Ty już je masz! Mam nadzieję w takim razie że dadzą Ci trochę luzu i szybko dodasz kolejny rozdział, bo ja już nie mogę się doczekać :)
    Zdradz mi tylko... Kiedy skończysz to opowiadanie, rozpoczniesz kolejne?
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mimo tego jak bardzo uwielbiam czytać nowe rozdziały Demonów, to samo czekanie na rozdział jest dobre. Mogę wtedy odetchnąć, niejako uciec ze świata fantastyki a potem do niego wrócić. I TO W JAKIM STYLU! Rozdział genialny, myślałam, że w bibliotece znajdą Księgę Ludzi Lasu i na tym koniec. Ale zaskoczyłaś mnie! Nie wierzę, że Hermiona odpuści dowiedzenie się mrocznych sekretów dyrektora Hogwartu. Gdy dodasz kolejny rozdział, będę czekać. Do następnego ;))
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  3. No kurde... Dlaczego tak szybko przeczytałam ten rozdział,ech...ROZDZIAŁ JEST PRZECUDOWNY <3 W chwili gdy Draco i Hermiona włamywali się do gabinetu Dumbledora siedziałam cały czas jak na szplikach XD Byłam pewna,że ich przyłapie ktoś :DD Życzę powrotu do zdrowia,czasu i weny oczywiście :)))
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawy rozdział i z niecierpliwością czekam na kolejny ;)

    Jest trochę błędów językowych - zamiast "ego gabinetu" to "jego gabibetu", zamiast prawę to "prawdę mówiąc", zamiast "kwiat" to "kwita", i parę innych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdział nie został niestety sprawdzony, ponieważ ból głowy, który miała, był tak nieznośny, że prawie nic nie widziałam na oczy. Poprawię to w najbliższym czasie.

      Usuń
  5. Przeczytalam i nawet nie wiem kiedy skonczylam.
    Cudowny rozdzial. Fajnie ze Hermiona pozwolila by Teodor im pomogl.
    Teraz tylko mnie ciekawi co jest dokladnie za tymi drzwiami i czy Hermiona mimo obietnicy bedzie chciala sie tam dostac.

    Trzymaj sie cieplo. Powodzenia na uczelni.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaczynam czytać, myślę: o, jaki długi, super! Po chwili przeczytałam już cały i nie mogę doczekać się więcej! Zrobiłam to po 2 w nocy a byłam za bardzo zmęczona, żeby pisać komentarz, więc robię to teraz. Mam nadzieję, że znajdą tą księgę w tych, które skopiowali. Mam nadzieję też, że w następnym będą rodzice Hermiony albo więcej słodkości w jej związku z Draco♥ Uwielbiam Notta, nie mogę się doczekać aż będzie z Dafne.

    Życzę dużo, dużo, naprawdę dużo wolnego czasu i weny.
    MJ (a teraz slyth ;p)

    OdpowiedzUsuń
  7. Niesamowity rozdział ❤ Akcja poprowadzona w tym rozdziale jest cudowna, ani się obejrzałam, a skończyłam czytać rozdział ❤ Do błędów się nie przyczepiam, bo to oczywiste, że nigdy nie będzie idealnie ;) Albo jakiś błąd ortograficzny się trafi, albo interpunkcyjny... Z wielką niecierpliwością czekam na następny rozdział. Życzę Ci duuuużo weny i powodzenia na uczelni ;) Pozdrawiam Z. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wspaniały rozdział!:) <3 znowu udało Ci się mnie zaskoczyć; nie mogę się doczekać na ciąg dalszy <3 życzę dużo weny i powodzenia na uczelni :*

    NJ

    OdpowiedzUsuń
  9. no już po włamaniu uff ale z Dropsa tajemniaczek tyle tego ukrywa fiu fiu :D
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Super rozdzial
    Zdrówka weny i czasu❤
    ~ślizgonka��

    OdpowiedzUsuń
  11. Oo ale super! Ale jaki stres! Myślałam, że notka z napadem bedzie dłuższa. Hmm coś czuję,że jeszcze Hermiona zawita w tajemniczym pokoju Dumbledora. Pozdrawiam cieplutko
    ~Madzik

    OdpowiedzUsuń
  12. Sprawa Księgi mogłaby się wreszcie zacząć wyjaśniać, więc mam nadzieję, że Hermiona i Draco coś podczas tego napadu znaleźli. Na pogrążenie dyrektora przyjdzie jeszcze czas :)

    Pozdrawiam i życzę dużo weny oraz zdrówka
    Invsible.

    OdpowiedzUsuń
  13. Hejo hejooo :D
    Ciekawy rozdział! I fajnie, że udało Ci się go napisac, mimo tak wielkiego braku czasu. Przez całą akcję miałam nieodparte wrażenie, że coś złego się stanie. Że Dumbledore ich nakryje czy coś. Dobrze, że wszystko się udało :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Hej Kochana szybkiego powrotu do zdrowia oraz powodzenia na uczelni :) rozdział jak zawsze super bardzo szybko się czytało czekam na następny i mam dla Ciebie dobrą wiadomość jestem w ciąży wiec dojdzie Ci kolejny czytelnik xD pozdrawiam Blackangell

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Melinie, to wspaniałe! Gratuluję Ci z całego serca i życzę Wam przede wszystkim zdrowia <3

      Usuń
  15. Genialny rozdział <3
    Życzę weny i pozdrawiam,

    Maggie Z.

    OdpowiedzUsuń
  16. Wspaniały rozdział. Nie mogę sie doczekać, aż Hermiona i Draco znajdą Księgę Ludzi Lasu. :D
    Życzę szybkiego powrotu do zdrowia i duuuuużo weny.
    Emily Riddle

    OdpowiedzUsuń
  17. Cudne *-*
    Masz talent! Czasu, zdrówka i weny! :* :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Rozdział trzyma wysoki poziom - czyli w tym wypadku nic nowego ;D
    Szczerze powiedziawszy po skończeniu lektury miałam wrażenie, że rozdział okazał się być zbyt krótki. Moje myśli wynikają pewnie stąd, iż niesamowicie wczułam się w tekst i czytając chwilowo starciłam rachubę czasu. W pewnym momencie obleciał mnie stres,poważnie obawiałam się losy o moich ulubieńców. Wyszli z tego na szczęście cało, ale nie sądzę, by Hermiona przestała myśleć o tym tajnym pomieszczeniu, w każdym razie na pewno o nim nie zapomni. Chociaż spodziewałam się rozłożenia tej akcji na więcej rozdziałów, z takiego układu jestem usatysfakcjonowana. Nie mogę tu nie wspomnieć o Teodorze - uwielbiam gościa i cieszę się z jego mimowolnej pomocy. Pozdrawiam serdecznie, tradycyjnie życzę dużo weny. Mam nadzieję, że wykładowcy nie będą już zbytnio gnębić naszej utalentowanej studentki. :D

    OdpowiedzUsuń