piątek, 22 sierpnia 2014

3. Klucz do prawdy


Tom gwałtownie zerwał się z miejsca, patrząc na żonę, jakby ją widział po raz pierwszy w życiu.
— Julianne, przecież wiesz, że…
— Jak ty możesz tego nie widzieć?! Własnych oczu nie poznajesz?! Jak mogłeś nie rozpoznać naszej córki?!
Krzyczała pani Riddle, odgarniając włosy z pobladłej twarzy Hermiony. Nie mogła uwierzyć, że leży przed nią jej mała córeczka. Zawsze wiedziała, że ona gdzieś jest i żyje. Nie zrażało jej nawet to, co mówił Tom. Była matką i nikt nie mógł zagłuszyć jej instynktu. Czekała cierpliwie tyle lat, szukając swojego dziecka, a teraz jej maleńka Margaret jest tu w ich domu, czyli tam, gdzie powinna być od zawsze. Lord czuł się kompletnie zdezorientowany. Julianne bardzo przeżyła utratę córki. Od szesnastu lat nie było dnia, aby nie wspominała o niej i nie snuła planów, gdzie może się teraz znajdować. Znosił to cierpliwie, bo wiedział, jak bardzo cierpi, ale teraz nie mógł tego zignorować.
— Zabierzcie Notta i wyjdźcie stąd, natychmiast.
Nakazał lodowatym głosem Lord, zdając sobie sprawę, że śmierciożercy nadal tu są i obserwują wszystko z niekrytym szokiem. Znali jego historię, przynajmniej tę oficjalną wersję, więc teraz mieli prawo być zdziwieni. Słysząc jednak rozkaz Toma, natychmiast opuścili pomieszczenie, zabierając ze sobą nadal nieprzytomnego Daniela. Coś w głosie Riddle’a mówiło im, że lepiej mu się nie narażać. Gdy drzwi się za nimi zamknęły, Tom podszedł do żony i domniemanej córki. Dla niego ta sytuacja była kompletnie absurdalna.
— Julianne, to, że ona ma brązowe oczy, o niczym nie świadczy. Doskonale wiesz, co powiedział ten bydlak.
— Ile ma lat?
Zapytała nieugięta kobieta ani myśląc odpuścić. Była pewna swego, a że do ustępliwych nie należała, zamierzała udowodnić mężowi swoje racje.
— Szesnaście.
Odpowiedział niechętnie Tom, wiedząc, ku czemu to zmierza.
— Zaskakujący zbieg okoliczności, nie sądzisz?
— Julianne…
— Poczekaj.
Przerwała mu pani Riddle, wpadając na pewien pomysł. Delikatnie odgarnęła włosy z szyi Hermiony, aby mieć dobry widok na jej kark. 
— Spójrz na to i teraz powiedz, że to nie Margaret.
W głosie Julianne dało się słyszeć nutkę zarówno radości, jak i triumfu. Tom niechętnie spełnił jej prośbę i zamarł niczym rażony gromem.
— To niemożliwe…
Szepnął sam do siebie, widząc tuż za uchem dziewczyny trzy małe pieprzyki ułożone w pionowej linii, dokładnie takie same, jakie miała ich maleńka córeczka. W tym momencie teoria Julianny stała się o wiele bardziej prawdopodobna. Po tylu latach doczekali się przełomu i to nie byle jakiego. Szesnaście lat, tyle minęło od odebrania im Margaret. Pamiętał, jakby to było wczoraj. Zaledwie miesiąc mieli ją dla siebie, a potem wszystko zaczęło się walić. Czyżby teraz naprawdę miała do nich wrócić? Ten medal posiadał jednak dwie strony. Jeśli to prawda, a jego córką jest Hermiona Granger, jego sytuacja stała się, co najmniej beznadziejna. Ta dziewczyna uważa go za potwora i przez większą część życia nienawidzi. Należy do Zakonu, co czyniło z niej osobę bliską Dumbledore’owi. Gwoździem do trumny był fakt, że zaledwie kilka minut temu jeden z jego ludzi torturował ją na jego wyraźny rozkaz. Czy mogło być jeszcze gorzej?
— Owszem, możliwe i wiesz o tym tak samo dobrze, jak ja.
Oznajmiała stanowczo Julianne, podnosząc się z podłogi. Wyciągnęła różdżkę i wyczarowała nosze. Delikatnie również za pomocą magii umieściła na nich ciało Hermiony i lewitując je za sobą, skierowała się w stronę wyjścia.
— Sprowadź Severusa i przyślij go do ostatniej sypialni w zachodnim skrzydle.
To powiedziawszy, zniknęła za drzwiami, a zaraz za nią nosze. Tom westchnął ciężko, usiłując zebrać myśli. Sytuacja, w której się znaleźli, była beznadziejna, a co gorsza nie miał pojęcia, jak z niej wybrnąć.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

— Co z nią, Severusie?
Zapytała zatroskana Julianne, gdy Snape opatrzył plecy Hermiony i zabrał się za jej nogę.
— Nic jej nie będzie.
Snape nie podzielał zdenerwowania kobiety i w spokoju robił swoje. Gdy Tom go wezwał i opowiedział wszystko, doznał szoku, ale rzecz jasna nie dał tego po sobie poznać. W tym jednak przypadku taka reakcja był jak najbardziej na miejscu. Hermiona Granger, przyjaciółka Pottera, kujonka z Gryffindoru okazała się córką samego Toma Marvola Riddle’a. Świat się kończy.
— Kiedy się obudzi?
— Niedługo.
Po tych słowach nastała cisza. Severus kończył opatrywać nogę Hermiony, a Julianne po prostu na nią patrzyła. Nie mogła oderwać od niej wzroku. Tyle lat czekała na ten dzień. Jej mała Margaret w końcu była tam, gdzie powinna, czyli przy niej. Nie miała wątpliwości co do tego, że ta dziewczyna jest jej córką. Te brązowe oczy, tak podobne do tych dawnych Toma i rysy twarz takie, jak jej. Od zawsze wiedziała, że ona wróci, to kolejny dowód na to, że nie warto tracić nadziei, którą tak potępiał Tom.
— Skończyłem.
Oznajmił w końcu Snape, zbierając swojej rzeczy. Nim wyszedł, jeszcze raz spojrzał na Julianne, która siedziała na skraju łóżka, z fascynacją wpatrując się w nieprzytomną dziewczynę. Trochę jej współczuł. Wiedział, jak bardzo pragnęła odzyskać córkę, ale był też świadomy, jaka jest Granger i, że jeśli będzie się zachowywać jak zwykle, to Riddle’om nie pójdzie z nią łatwo.
Gdy Snape w końcu otworzył drzwi, aby opuścić sypialnie, po drugiej stronie zastał Toma. Wystarczyło im jedno spojrzenie, aby wiedzieć, że myślą o tym samym.
— Powodzenia.
To jedyne, co powiedział Severus, nim wyszedł z pokoju. Lord nie odpowiedział nic, tylko zamknąwszy drzwi, podszedł do żony i położył jej jedną dłoń na ramieniu.
— Julianne, musimy porozmawiać.
Zaczął, wiedząc, iż musi uprzedzić żonę o trudnej sytuacji, w jakiej się znaleźli. Zatajenie tego nie wchodziło w grę. Musiał ją na to przygotować.
— Opowiedz mi o niej.
Julianne zdawała się nie usłyszeć wypowiedzi Toma. Była zbyt zafascynowana córką, aby wyczuć niepokój męża. Tom westchnął ciężko, lecz nie mógł jej odmówić. Nie po tylu latach czekania. Julianne jako jedyna osoba na tym świcie potrafiła w nim obudzić resztki człowieczeństwa.
— Nazywa się Hermiona Granger, należy do Gryffindoru i przyjaźni się z Potterem, co świadczy o tym, że jest po stronie Dumbledore’a.
— Wyjaśnimy jej wszystko i zrozumie.
Optymizm pani Riddle nie znał granic, jednak Tom nie dał się nim zarazić.
— Ty chyba mnie nie zrozumiałaś. Ona jest po stronie Zakonu, co jest równoznaczne z tym, że mnie nienawidzi.
— Gdybyś przestał terroryzować ludzi, nie mielibyśmy tego problemu.
— Znowu chcesz się o to kłócić?
Głos Lorda stał się nieco ostrzejszy. Nienawidził, gdy ktoś go pouczał, a tak się składa, że Julianne była jedyną odważającą się na to osobą.
— Tak, bo doskonale wiesz, że tego nie popieram. Sam pracujesz na to, żeby ludzie uważali cię za potwora.
— Ja realizują swoje idee i buduję lepszy świat właśnie dla nas.
— Mordując ludzi i sprawiając, że wszyscy się ciebie boją?
Lord nie zdążył odpowiedzieć, gdyż nagle do ich uszu dotarł przeciągły jęk. Jak na komendę spojrzeli na leżącą dziewczynę, która zaczęła się poruszać. Hermiona powoli odzyskiwała przytomność, nie do końca wiedząc, co się z nią dzieje. Bardzo powoli wracały do niej wcześniejsze wydarzenia, lecz coś było nie tak. Ból, który odczuwała zarówno w nodze, jak i plecach niemal zniknął, a do tego było jej wygodnie, co świadczyło o tym, że nie leży już na podłodze. Przez chwilę myślała, że umarła, lecz szybko wykluczyła tę opcję. Jedynym sposobem na sprawdzenie, co się z nią dzieje, było otworzenie oczu. Powoli zaczęła uchylać powieki, lecz niemal natychmiast je zamknęła z powodu oślepiającego światła. Spróbowała raz jeszcze i tym razem się udało. Spojrzała w lewo i ku jej zaskoczeniu zdała sobie sprawę, że jest w jakimś pokoju, a do tego leży na łóżku.
— Co tu się dzieje?
Szepnęła sama do siebie nieświadoma, że w pomieszczeniu jest ktoś jeszcze.
— Witaj, Margaret.
Na te słowa Hermiona gwałtownie podniosła się do pozycji siedzącej, czego od razu pożałowała, gdyż ból w głowie odnowił się ze zdwojoną siłą. Syknęła cicho, kładąc dłoń na czole. Była osłabiona i to bardzo, a do tego nie miała pojęcie, gdzie jest i, co się z nią stanie.
— Połóż się, kochanie, musisz odpoczywać.
Hermiona spojrzała w kierunku, skąd dochodził głos i była przekonana, że ma halucynacje. Na brzegu łóżka, w którym aktualnie leżała, siedziała ta sama kobieta, która przerwała jej tortury, a za nią stał nie kto inny jak Lord Voldemort.
— Co tu się dzieje?
Zapytała ponownie Hermiona, odsuwając się na drugi koniec łóżka, które swoją drogą było naprawdę sporę.  
— Już nic ci nie grozi.
Odpowiedziała spokojnie Julianne, uśmiechając się promiennie. Gdyby nie sytuacja, w jakiej znalazła się, Hermiona mogłaby nawet poczuć sympatię do tej kobiety. Pomimo swojej wyniosłej postawy sprawiała wrażenie dobrej i czułej osoby. Było tylko jedno „ale”, czy ktoś przebywający w twierdzy Voldemorta, mógł być dobry?
— Co ja tu robię i kim pani jest?
— Przeniosłam cię tu, gdy straciłaś przytomność. Strasznie cię przepraszam za mojego męża. Bywa porywaczy, a poza tym nie poznał cię.
Nic z wypowiedzi tej kobiety nie było dla Hermiony jasne. Po co ona ją tu przeniosła? Czyją żoną była i co miała na myśli, mówiąc, że jej mąż jej nie poznał? Jako pierwsze zdecydowała się zadać drugie pytanie.
— Pani jest żoną Notta?
Julianne słysząc te słowa, zaśmiała się krótko, czym jeszcze bardziej zdezorientowała Hermionę.
— Nie, kochanie, nazywam się Julianne Riddle.
W pierwsze chwili panna Granger myślała, że to żart, lecz sekundy mijały, a nikt się nie śmiał. Przecież to niemożliwe. Że niby Voldemort jest żonaty? Większej bzdury w życiu nie słyszała. Jej mózg pracowała na najszybszych obrotach, lecz jedyne, co jej przychodziło do głowy to podstęp.
— Czego ode mnie chcecie?
Zapytała prosto z mostu, a jej głos stał się nieco ostrzejszy.
— Musimy ci o czymś opowiedzieć…
Zaczęła Julianne, dobierając w głowie odpowiednie słowa. Wiedziała, że od tego, co teraz powie, zależy wszystko.
— To, co powiem, może ci się wydać absurdalne i niedorzeczne, ale proszę, abyś wysłuchała mnie do końca.
Hermiona była zbyt skołowana, aby odpowiedzieć cokolwiek, dlatego skinęła tylko głową. Nie wiedziała, dlaczego się zgodziła, ale jak widać nawet w tak absurdalnych sytuacjach, ciekawość była silniejsza od rozsądku.
— Szesnaście lat temu urodziła nam się córka, Margaret. Niestety mój mąż miał wrogów, którzy nam ją odebrali. Zostałam sama może na godzinę i właśnie wtedy zjawił się Zakon, James Potter i Syriusz Black. Do dziś pamiętam widok ich twarzy chwilę przed tym, jak mnie oszołomili. Gdy się ocknęłam, Margaret już nie było. Szukaliśmy jej, ale na próżno, zaginął po niej wszelki ślad. Wszystko wskazywało na to, że nie żyje…
Julianne mówiąc to wszystko, miała łzy w oczach. Ile razy by nie wracała do tego dnia, zawsze bolało to samo. Właśnie wtedy straciła swój najcenniejszy skarb, ale to przeszłość, bo teraz wszystko miało się zmienić.
— Po co pani mi to mówi?
Zapytała Hermiona, starając się ukryć emocje, jakie wywołała w niej ta historia. Rozsądek krzyczał wręcz, że zamiast słuchać tych bzdur, powinna myśleć, jak się stąd wydostać. Coś jednak w oczach tej kobiety utwierdzało ją w przekonaniu, że ona nie kłamie. Przepełniały je ból i rozpacz, których tylko głupiec by nie dostrzegł. Nie zmieniało to jednak faktu, iż ta historia była co najmniej dziwna. Lord Voldemort w roli ojca? Przecież to nawet brzmiało absurdalnie. Ten potwór, przed którym drżał cały świat, miałby spłodzić dziecko? Kolejna sprawa, udział Zakonu w tym wszystkim. Nie wierzyła w to, aby ktokolwiek z jego członków posunął się do porwania i zamordowania niewinnego dziecka. Może i płynęła w nim krew Riddle’a, ale nie dawało to nikomu prawa do mszczenia się na nim za grzechy ojca. Hermiona nie chciała wierzyć, że ktoś ze zwolenników Dumbledore’a byłby zdolny do czegoś takiego.
— Bo to ty jesteś naszą córką, Margaret.
Oznajmiła w końcu Julianne, nie spuszczając wzroku z dziewczyny. Hermiona wydawała się nie usłyszeć wypowiedzianych przez kobietę słów. Dopiero po chwili napiętej ciszy wybuchła histerycznym śmiechem, pozbawionym choćby krztyny humoru. Teraz była pewna, że to wszystko jest jakimś pokręconym snem, a przed nią siedzi para wariatów.
— Jesteście chorzy, jeśli myślicie, że w to uwierzę!
Oznajmiała w końcu Hermiona, gdy nieco się opanowała. Coraz mniej jej się to podobało i jedyne czego pragnęła, to stąd uciec.
— Margaret…
Zaczęła błagalnie Julianne, chcąc dotknąć ręki córki, lecz jedynym tego rezultatem było to, że Hermiona odsunęła się jeszcze dalej, patrząc na nią nieufnie.
— Nie mów tak do mnie! Cokolwiek knujecie i tak wam nic nie powiem! Możecie mnie od razu zabić, zamiast odstawiać te szopki!
Hermiona traciła nad sobą panowanie. Nie dość, że bała się jak cholera, to jeszcze ci szaleńcy chcieli jej wmówić, że jest ich córką. To był koszmar, z którego pragnęła się jak najszybciej wybudzić. Tom nie mówił nic, tylko stał, bacznie obserwując Hermionę. Powoli naprawdę zaczynał w niej widzieć Margaret. Miała wiele cech charakteru zarówno jego, jak i Julianne. Głównie dlatego bardzo szybko zdał sobie sprawę, że czymś takim niczego nie osiągną. Jeśli ta dziewczyna istotni jest do nich podobna, uporu i zawziętości jej nie brakuje. Potrzebowali planu, który opierałaby się na podstępie, a tak się składa, że on był mistrzem intryg i zamierzał to wykorzystać.
— W takim razie możesz odejść.
Powiedział nagle Riddle, a obie kobiety spojrzały na niego z szokiem wypisanym na twarzach.
— Co?!
Zapytały jednocześnie, nie wierząc w to, co usłyszały. Tom nie odpowiedział, tylko ściągnął z palca pierścień i sięgnął po różdżkę. Zaczął rzucać na niego jakieś zaklęcia, przez co błysnęło niebieski światło, które jednak niemal natychmiast zniknęło.
— Weź go. Jeśli będziesz chciała tu wrócić, dotknij go różdżka i powiedz „Riddle Manor”. Nie będziemy cię tu trzymać siłą, ale radzę się zastanowić, czy aby na pewno twoi „przyjaciele” są tak nieskazitelni, a szczególnie wielkie guru Dumbledore.
Wyjaśnił Tom, wyciągając w stronę dziewczyny rękę, na której spoczywał pierścień. Hermiona nie wiedziała, co ma zrobić. Uwierzenie w to, że Lord Voldemort chcę ją tak po prostu wypuścić ze swojej twierdzy, nie było łatwe. Co jednak miała do stracenia? Nawet jeśli to podstęp tak czy siak tu zginie, a skoro jest cień szansy, że będzie wolna, to czemu by nie spróbować? Ostatecznie ostrożnie wyciągnęła dłoń i pospiesznie zabrała pierścień, jakby bojąc się, że Tom ją skrzywdzi. Nie patrzyła na niego, dlatego nie mogła widzieć zadowolenia na jego twarzy. Gdy Hermiona założyła pierścień, Lord wydobył z kieszenie jej różdżkę i rzucił ją na łóżko.
— Dotknij go nią i powiedz miejsce, gdzie chcesz się znaleźć.
Nakazał, patrząc, jak Hermiona z ulgą chwyta magiczny patyk. Pomimo iż nie mogła go używać, czuła się lepiej, mając go przy sobie. Teraz zaczęła się zastanawiać, gdzie ma się udać. Nora odpada. Nie wyobrażała sobie spotkania tych wszystkich ludzi, a w szczególności Harry’ego i Rona. Miejsca swojego zamieszkania nawet nie brała pod uwagę. W końcu jednak wpadła na pewien pomysł. Dotknęła różdżką pierścienia i po raz ostatni spojrzała na Riddle’ów. Od Toma biła obojętność i wyniosłość, a jego szkarłatne ślepie nie wyrażały absolutnie nic. Julianne za to wyglądała na zdruzgotaną, a w jej oczach zaczęły się szklić łzy. Hermiona zdusiła w sobie współczucie dla tej kobiety i odwróciła wzrok.
— Ulica Pokątna.
Powiedziała cicho, po czym zniknęła bez śladu. Pani Riddle przez dłuższą chwilę wpatrywała się w miejsce, gdzie jeszcze niedawno siedziała jej córeczka.
— Jak mogłeś pozwolić jej odejść?
Zapytała łamiącym się głosem, odwracając się w stronę swojego męża.
— Wróci szybciej, niż myślisz.
Oznajmił wypranym z emocji głosem Tom, po czym wyszedł z pokoju, zostawiając żonę samą.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

Hermiona wylądowała na ulicy i gdyby nie znajdująca się za nią ściana, zapewne by upadła, gdyż jej noga nadal nie była w idealnym stanie. Rozejrzała się dookoła i z ulgą stwierdziła, że naprawdę jest na Pokątnej. Zapadł już zmrok, lecz i tak wiedziała, gdzie się znajduje. Prawdę powiedziawszy, nie wierzyła, że się uda. Nadal, opierając się o ścianę, Hermiona wyciągnęła przed siebie dłoń i spojrzała na pierścień. Jej uwagę przykuł sporo czarny kamień, na którym widniał jakiś symbol w kształcie trójkąta. W pierwszej chwili chciała go zdjąć i wyrzucić, ale coś jej nie pozwalało, a mianowicie wątpliwości. Wzbraniała się przed tym, ale wbrew własnej woli zaczęła się zastanawiać, czy aby na pewno wszystko, co powiedziała Julianne Riddle to kłamstwo. Po co miałaby łgać, skoro i tak ją wypuścili? Naprawdę pragnęła wyrzucić ten pierścień i o wszystkim zapomnieć, ale nie mogła. Przez cały czas widziała zaszklone i przepełnione bólem oczy pani Riddle. Patrzyła na nią w taki sposób jak jeszcze nikt dotąd. Sprawiała wrażenie dobrej osoby, która wiele w życiu przeszła. Zastanawiała się tylko, jak taka kobieta mogła się związać z kimś takim jak Voldemort. W głowie Hermiony pojawiało się coraz więcej pytań, na które nie znała odpowiedzi. „…radzę się zastanowić, czy aby na pewno twoi „przyjaciele” są tak nieskazitelni, a szczególnie wielkie guru Dumbledore”. Dla niej Zakon właśnie taki był, nieskazitelny i dobry. Teraz jednak ta pewność zniknęła, szczególnie po tym, co zrobili jej przyjaciele. Ona poszła za nimi, aby nie wpakowali się w kłopoty, a oni co? Zostawili ją jak psa w momencie, gdy potrzebowała ich najbardziej. Zawsze ich broniła i pomagała bez względu na wszystko, lecz jak widać nie było warto. To wydarzenie, tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że motto, którym starała się kierować, jest jak najbardziej prawdziwe, „Umiesz liczyć, licz na siebie”. Czy mało w życiu przeżyła, aby nie wiedzieć, że na ludziach nie można polegać? Po raz kolejny się zawiodła. Zawsze trzymała się na uboczu, w pewnym stopniu zaufała dwóm osobom, które na to nie zasługiwały. Załamana Hermiona nie widząc, co ma ze sobą zrobić, osunęła się po ścianie, ukrywając twarz w dłoniach. Co teraz? Prawda była taka, że nie miała dokąd pójść. Na tym świecie nie znalazła dla siebie miejsca. Jedynie w Hogwarcie czuła się jak w domu, ale tam nie mogła teraz wrócić. Siedziała tak, analizując wydarzenia z ostatnich kilku godzin. Najbardziej męczyła ją sprawa tajemniczej Margaret Riddle, którą rzekomo była. To jakiś absurd, ale… No właśnie, zawsze musi być to cholerne „ale”. Z każdą chwilą pojawiało się coraz więcej wątpliwości i pytań. Hermiona już wiedziała, że póki nie rozwiąże tej zagadki, nie zazna spokoju. Od czego jednak zacząć? Nie posiadała zbyt wielu informacji. Margaret zaginęła szesnaście lat temu, została porwana przez Jamesa Pottera i Syriusza Blacka…
— Oczywiście!
Krzyknęła nagle, doznając olśnienie. Ci dwaj mężczyźni byli kluczem do rozwikłania tej zagadki. Już wiedziała, gdzie musi się udać. Podniosła się z ziemi, uważając na nogę i zaczęła myśleć, jak ma się dostać do porządnego celu. Nagle jej wzrok padł na rękę, gdzie nosiła pierścień Voldemorta.
— Co mi szkodzi?
Szepnęła sama do siebie, wyciągając różdżkę. Dotknęła jej końcem pierścienia, po czym wzięła głęboki wdech. „Raz się żyję”, pomyślała, przymykając oczy.
— Dolina Godryka.
Powiedziała i poczuła, jak jej nogi odrywają się od podłoża. Gdy ponownie otworzyła oczy, znajdowała się w zupełnie innym miejscu.
— Udało się.
Stwierdziła nieco zdziwiona, rozglądając się dookoła. Na pierwszy rzut oka Dolina Godryka wyglądała jak normalne miasteczko. Skromne domki z mniej lub bardziej zadbanymi ogródkami. Teraz tylko musiała znaleźć ten konkretny dom, który ją interesował. Po chwili zastanowienia skierowała się w prawo. Gdzieś w końcu musiała zacząć. Kulejąc, ruszyła przed siebie, uważnie przyglądając się kolejnym budynkom. Była pewna, że bez problemu rozpozna dom Potterów i nie pomyliła się. Po dziesięciu minutach marszu dotarła do celu. Zatrzymała się przy furtce, przyglądając się budynkowi, a raczej jego ruinom. Znaczna część piętra była kompletnie zniszczona już od szesnastu lat. Ogród również nie prezentowała się najlepiej, lecz Hermiona nie przywiązywała do tego najmniejszej wagi. Musiała się dostać do środka. Tak jak przypuszczała, furtka była zamknięta, co ani trochę jej nie zniechęciło. Nie zamierzała tak łatwo odpuścić. Od tego, co tu znajdzie, zależało bardzo wiele, można by nawet rzec, że jej życie. Ogrodzenie nie należało do wysokich, dlatego postanowiła się tam dostać właśnie w ten sposób. Nie przewidziała tylko jednego. Wdrapanie się na murek nie sprawiło jej najmniejszego problemu, lecz gdy z niego zeskoczyła, po raz kolejny poczuła ostry ból w nodze.
— Cholera jasna.
Zaklęła, upadając na ziemię. Przez to wszystko zapomniała o złamanej nodze, którą nawet po leczeniu magią powinna oszczędzać. Spróbowała się podnieść, ale zaowocowało to jedynie tym, że ponownie upadła, a ból w nodze stała się nie do zniesienia. „Cudownie, nie dość, że tkwię na tym zadupiu, to jeszcze nie mogę chodzić”, pomyślała podłamana Hermiona i wtedy jej wzrok natrafił na leżący zaledwie metr dalej gruby, w miarę prosty kij. Nie myśląc wiele, sięgnęła po niego i dopiero wtedy z trudem, lecz zdołała się podnieść do pozycji pionowej. Może nie była to idealna podpora, ale musiała wystarczyć. W końcu kuśtykając, skierowała się w stronę domu. Na szczęście drzwi nie były zamknięte, dlatego bez trudu weszła do środka. Wnętrze również przypominało ruinę. W powietrzu unosiła się nieprzyjemny zapach stęchlizny i wilgoci. Większość mebli co prawda stała na swoim miejscu, ale był one spróchniałe i brudne. Ze ścian już dawno złuszczyła się farba, a ich koloru raczej nie dało się zidentyfikować. Czas zrobił tu swoje. Hermiona zaczęła się zastanawiać, gdzie powinna rozpocząć poszukiwania… „No właśnie, czego?”. Co chciała tu znaleźć? Szczerze to nie miała pojęcia, ale coś zrobić musiała. Wolała prawdę od tej potwornej niepewności. Ostatecznie zdecydowała się odnaleźć sypialnię Lily i Jamesa. Tam miała nadzieję znaleźć coś, co przynajmniej naprowadzi ją na jakiś trop. Z trudem wspięła się po schodach, gdyż na dolę znajdowały się tylko kuchnia, salon i łazienka. Piętro wyglądało jeszcze gorzej, gdyż jego znaczna część, łącznie z dachem, zostały zniszczone. Właśnie w stronę największych zniszczeń Hermiona skierowała swe kroki. Nie myliła się, ponieważ w pomieszczeniu pod gruzami dostrzegła szczątki łóżka.
— No to do roboty.
Hermiona z ciężkim westchnieniem pokuśtykało do czegoś, co zapewne kiedyś służyło jako szafa. Zaczęła przeszukiwać kolejne półki, co chwilę kaszląc z powodu unoszącego się w powietrzu kurzu. Znalazła wiele rzeczy: przeróżne ubrania, stare pergaminy i wiele innych nieistotnych pierdół. Poczuła lekki zawód, gdy ostatnia półka również okazała się wyłącznie składowiskiem gratów. Nieco zrezygnowana rozejrzała się po pokoju w poszukiwaniu następnego celu i wtedy coś przykuło jej uwagę. Na podłodze niedaleko szafki nocnej znajdywało się coś, w czym odbijało się światło księżyca wpadające przez dziurę w suficie. Zaintrygowana Hermiona podeszła bliżej i usiadła przy nowym znalezisku. Nie przejmowała się panującym tu brudem, ponieważ to teraz stanowiło najmniejszy z jej problemów. Wyciągnęła rękę i dotknęła – jak się okazało – metalowej kulki, przymocowanej do podłogi. Pociągnęła za nią, a jej oczom ukazała się niewielka skrytka, na której dnie spoczywał skórzany woreczek. Nie zastanawiając się ani chwili, sięgnęła po niego. Wysypała jego zawartość na podłogę i pierwsze, co przykuło jej uwagę to koperta. Spojrzała na adresata i zdziwiła się, widząc tam nazwisko Syriusza Blacka. Co list do niego robił w jakiejś skrytce w domu Potterów? Był tylko jeden sposób, aby uzyskać odpowiedź na to pytanie. Drżącymi palcami Hermiona otworzyła kopertę, wyciągając z niej list. Na szczęście atrament był jeszcze na tyle widoczny, aby mogła odczytać następujące słowa:

31.10. 1980 r.*
Drogi, Łapo.

Dumbledore chyba zaczyna coś podejrzewać. Wczoraj po raz setny wypytywał mnie o dokładny przebieg akcji. Mówiłem wszystko tak, jak ustaliliśmy, ale mam wrażenie, że on nam nie wierzy. Zaczynam mieć wątpliwości, czy dobrze zrobiliśmy, porywając tą małą. Ona niczemu nie zawiniła, a poza tym, nawet jeśli Voldemort jest potworem, nawet jemu nie życzyłbym czegoś takiego. Nie wyobrażam sobie, żeby nam ktoś miał odebrać Harry’ego. Wiem, że może Ci się to nie spodobać, ale zamierzam się dzisiaj spotkać z Riddle’em i powiedzieć mu, że ta mała jest u tych mugoli Grangerów. Nie wiem, co on zrobi, ale czuję, że nie potrafię inaczej. Patrząc na Harry’ego, widzę tą małą i nie mogę się pozbyć wyrzutów sumienia. Zaklęcie, które na nią rzuciliśmy, chyba da się cofnąć, więc odzyska moc. Przez te trzy miesiące nie było dnia, żebym nie myślał o tym wszystkim, ale ja tak dłużej nie mogę. Ta mała musi wrócić do swojej prawdziwej rodziny. Poza tym nie jestem pewien, czy ci mugole to odpowiedni ludzie do opieki nad dzieckiem, Coś mi się nie podoba w tych Grangerach. W każdym razie podjąłem już decyzję. Dziś Tom Riddle zjawi się u nas i pozna całą prawdę. Wierzę, że nie potępisz mnie za to, co zmierzam. Przykro mi, ale inaczej nie potrafię.

Twój przyjaciel
Rogacz


Hermiona nie była w stanie się ruszyć. Wpatrywała się w trzymany pergamin, nie wierząc w to, co przed chwilą przeczytała. Czyli Riddle’owie nie kłamali. Ale przecież to nie mogła być prawda! Z tego by wynikało, że przez całe życie żyła w kłamstwie, na dodatek popierając człowieka, który przyczynił się do jej koszmaru. Nie miała wątpliwości co do tego, że Riddle’owei mówili prawdę, nie po przeczytaniu tego listu. Kto by pomyślał, że kilkanaście zdań będzie w stanie zniszczyć czyjś świat? Myśli w głowie Hermiony szalały, a ona nie potrafiła nad nimi zapanować. W tym momencie wszystko wywróciło się do góry nogami. Nawet jej nazwisko i pochodzenie uległy zmianie. Zdruzgotana dziewczyna ukryła twarz w dłoniach, dając upust emocjom. Zbyt długo starała się być silna. Czuła pod palcami słone łzy spływające po jej policzkach. Nie mogła sobie wyobrazić, co będzie dalej. Pobiegnie do Riddle’ów i od dzisiaj stworzą szczęśliwą rodzinkę? Przecież to nawet brzmiało absurdalnie. Toma nienawidziła od zawsze i potępiała jego czyny, a Julianne poznała kilka godzin temu. Dla niej byli obcymi ludźmi, z którymi nie łączyło ją nic poza więzami krwi. Cóż za ironia, dziewczyna przez tyle lat gnębiona z powodu swojego pochodzenia okazuję się córką samego Lorda Voldemorta. Ta informacja jednak, zamiast cieszyć Hermionę wpędzała ją w jeszcze większą rozpacz. Jej pochodzenie, zamiast w jakikolwiek sposób pomóc, bez wątpienia jeszcze bardziej skomplikuję jej i tak niełatwe życie. Czemu Merlin ją tak kara? Nie prosiła się o to. Najchętniej zapomniałaby o wszystkich wydarzeniach minionego dnia i dalej żyła po swojemu. Jednak mimo usilnych starań nie potrafiła, nie umiała, nawet jeśli pragnęła tego z całego serca…




* Jest to data śmierci Potterów, w której rok została zmieniony na potrzeby opowiadania.

Witam.

W końcu trochę światła zostało rzucone na całą sprawę Hermiony i jej rodziny. Rozdział uważam za udany, ale chyba nie mnie to oceniać. Nie ukrywam, że bardzo zależy mi na waszych opiniach. Temat Hermiony Riddle to ciężki kawałek chleba, dlatego boję się trochę, jak będziecie odbierać tę historię. No ale nie będę Wam tu marudzić. Mam nadzieję, że moje obawy okażą się bezpodstawne. Zapraszam na rozdział w następny weekend.
A i rozdział dedykuję mojej Dramione <3 Mam nadzieję, że ciąg dalszy spodoba Ci się tak jak początek :)



Laf





57 komentarzy:

  1. PIERWSZA!
    ~ Dramionka <3

    OdpowiedzUsuń
  2. No wiec ciagle pisze z anonima bo jestem leniem i nie chce mi sie logowac XD
    Rozdzial jak zawsze genialny... wiesz, ze kocham ta historie <3 !
    Napewno wszystko wyjdzie jak trzeba, a jak nie... to ci zajebie i bedzie w porzadku :D

    Lubie taka Hermione... nie wpadla odrazu w ramiona rodzicow jak to jest w wiekszosci takich opowiadaniach wiec za to masz plus :>
    Tom jest genialny! mam nadzieje, ze jednak nic nie zrobi Herm ;3

    Twoja historia jest genialna i ty doskonale o tym wiesz hahaha ;D
    Duzo niewyjasnionych zdarze, zajebiscie pisane i tak bede ci slodzik bo dzisiaj mam ochote :D

    Pozdrawiam. Twoja sadystka Dramionka! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne! Jezu, dawno nie czytałam czegoś tak dobrego i... świeżego?
    Uwielbiam to opowiadanie i nie mogę się doczekać nowego rozdziału. Jestem bardzo ciekawa co się wydarzy i jaką decyzję podejmie Hermiona :)

    http://ciemna-strona-dramione.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowne opowiadanie, wpadłam przypadkiem, ale chyba na pewno zostane na dłużej, hipnotyzujesz tym tekstem, aż chce się więcej i więcej, podoba mi się Twoja Hermiona i oczywiście Tom, zżera mnie ciekawość co będzie dalej, mam nadzieję, że szybko coś dodasz.
    Tymczasem zapraszam na mojego nowego bloga, prolog jest, rozdział będzie dzisiaj dramione-sila-przeznaczenia.blogspot.com
    Pozdrawiam i czekam na więcej
    Vanillia :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Jezuuu dodałaś jednak teraz rozdizał <3 A ja już miałam iść spać! <3
    Przejdźmy do mojego komentarza xd:
    Genialne! Ta część gdy Hermiona wybrała się do Doliny Godryka jest bardzo oryginalna. Wątpię, żeby ktokolwiek wpadł na taki pomysł. Za to Cię cenię. Że jesteś oryginalna, nie powtarzasz po innych. Masz świetną wyobraźnię! c:
    Nie wiem czy pamiętasz ale raz Ci pisałam, ze mam nadzieję, że Twoja historia nie będzie taka jak większość innych gdzie Hermiona ma na nazwisko Riddle. Gdzie gdy tylko się o wszystkim dowiaduje wpada w ramiona Voldzia, od razu zakochuje się w Draco etc.
    I właśnie taka nie jest. Dzięki Ci Boże za to xd
    Jak zawsze nie mogę się doczekać na next. ;)
    Do przyszłego tygodnia!
    Pozdrawiam gorąco,
    Daria Shinoda-Malfoy

    OdpowiedzUsuń
  6. Przeczytałam jeszcze w nocy, ale na telefonie i to był błąd, ponieważ potem rozmyślałam na temat dalszego ciągu akcji. :)
    Tom w Twoim opowiadaniu jest taki... pewny siebie, władczy, a ja mam nadzieję, że w stosunku do córki będzie opiekuńczy.
    Jestem bardzo ciekawa, czy Hermiona zostanie Śmierciożercą, bo ja jako fanka Riddle'a z chęcią bym się zgodziła.
    Czekam na następny rozdział.
    Pozdrawiam i życzę weny, Braknes.

    OdpowiedzUsuń
  7. Biedna Hermionka. To musiał być dla niej wielki cios. Czekam na nn rozdział.
    / Paulaaa

    OdpowiedzUsuń
  8. no no biedna Hermiona :( no ale cóż tak musiało być rozdział świetny i czekam na kolejny :D

    OdpowiedzUsuń
  9. wspaniały rozdział ;))
    czekam na więcej ;**

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozdział jest dosłownie magiczny!
    Fajne pomysły, naprawdę, czekam na więcej.

    OdpowiedzUsuń
  11. Genialne :D nie mogę doczekać się co będzie dalej :)
    Pozdrawiam i weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. No i supcio! Rozpisałam się i oczywiście musiało się usunąć ;< W skrócie! Rozdział cuudnowny. :D
    /luxi

    OdpowiedzUsuń
  13. Anka ty szaleńcze, no ciekawie się robi, nie powiem :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Dla mni jak zawsze rozdzial idealny! Az szkoda żz nie ma od razu kolejnego bo umieram z ciekawosci!! :)
    Uwielbiam taką tematyke i mam nadzieje że nie zrezygnujesz nigdy z tego opowiadanka ;)
    Pozdrawiam
    Twoja wierna czytelniczka Czarna Róża

    OdpowiedzUsuń
  15. Aniu mówiłam czy mówiłam ci już, że jesteś genialna? Nie...? No to w takim razie teraz ci to uświadamiam. Rzeczywiście historia z Hermioną Riddle jest dość trudna, ale ty dajesz sobie radę w 100%! Tak więc nie obijam dalej w bawełnę, tylko czekam z niecierpliwością na następny, ostatni wolny weekend.
    Twoja Lorelej ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  16. Po trzech rozdziałach i prologu stwierdzam, że jestem uzależniona od tej historii... :)
    No dobra, ale żeby nie spocząć na laurach trzeba coś skrytykować, prawda? Co prawda, nie mam za bardzo co, ale:
    -Hermiona nie może (może bardziej nie powinna) zmienić zbytnio swojego charakteru i stać się zimną s*ką, która bedzie czerpać radość z nieszczęścia innych
    -Tom nie może być przykładnym i kochającym ojczulkiem, bo... po prostu to się wzajemnie wyklucza
    -Dumbledore, no cóż... on też nie może być jakims fanatykiem gorszym od Voldemorta
    To chyba tyle, ale (żeby później nie było) mój komentarz ma na celu pokazanie czego ja nie potrafię sobie wyobrazić. Wiem, że kanon prawdopodobnie pójdzie się rąbać, ale nie szalej z tym zbytnio, okej? (no chyba, że napiszesz to opowiadanie tak, że to nie będzie przeszkadzać)
    Dobra, bo za dużo się rozpisałam :)
    Pisz dalej, ale tak, żeby to mogło się wydarzyć (nie chodzi mi o magię tylko zachowanie i psychikę bohaterów)
    Pozdrawiam i życzę weny ;D

    OdpowiedzUsuń
  17. Rozdział genialny (jak zawsze zresztą)!!!
    Jestem ciekawa jak zareagują na to jej przyjaciele (a zwłaszcza Ron xD).
    Dumbledore ciekawski jak cholera, Syriusz i James... bez komentarza, Lupin i jego wyrzuty sumienia, Voldek i śmieciojadki na stanowisku, Julianne... O BOŻE UWIELBIAM JĄ (u Ciebie) -podsumowując uzależniłam się. :D
    Pozdrawiam Tonks :*

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetny rozdział. Najlepsze opowiadanie o Hermionie Riddle. Nareszcie nie wierzy od razu Volemortowi co było o wiele bardziej nie realne niż Hermiona chłopakiem. Xd

    OdpowiedzUsuń
  19. aaaaa cudnowny rozdział!!!! Hermiona Riddle...jak to pięknie brzmi!!!!

    OdpowiedzUsuń
  20. Wydaje się, że Twoja kreatywność i pomysłowość nie zna granic. Potrafiłaś uczynić historię panienki Riddle - wyjatkową, zupełnie inną niż wszystkie. Dziewczyna nie rzuca się z radością w ramiona prawdziwych rodziców, nie postanawia nagle zostać śmierciożerczynią. Pokazałaś realia, ponieważ to normalne że człowiek dowiadując się takich rzeczy, nie ma prawa funkcjonować i myśleć normalnie. Ujęłaś mnie zachowaniem Julianne, którą szczerzą polubiłam, a Voldemort stał się dla mnie ciekawą osobistością, mogłabym przyznać, że jest wręcz genialnym i bystrym człowiekiem, który potrafi mądrze myśleć. Oryginalnym aspektem w tej części był list Rogacza do Łapy, jeszcze nigdy nie czytałam czegoś takiego. Należą Ci się za to ogromne brawa. Rozmyślam nad tym, gdzie teraz uda się ta Gryfonka, może wróci do Riddle Manor.. a może po prostu jak gdyby nigdy nic trafi ponownie do Nory? Analizując wszystkie fakty, dochodzę do wniosków, że Dumbledore nie ma zielonego pojęcia na temat tego, że Granger to nie Granger, tylko Riddle. Wytrwale czekam na kolejną część Twojej historii.

    Pozdrawiam,
    Maybellen.

    OdpowiedzUsuń
  21. Genialna historia! Po prostu uzaleznilam sie od tego opowiadania! Jak zobaczyłam, że jest kolejna część serce podskoczylo mi do góry :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Jak genialnie to wszystko wymyśliłaś :O
    Naprawdę świetny rozdział :D Jedyne błędy, jakie zauważyłam, to to, że w liczbie mnogiej dajesz końcówkę "ą", np. Zdruzgotana dziewczyna ukryła twarz w dłoniach, dając upust emocją., powinno być: (...) emocjom. ;)
    Jestem pod wrażeniem, jak genialnie wszystko jest zaplanowane. Mój Syriusz w trochę złym świetle, ojć ;-;
    Julianne wydaje się miła kobietą, jestem ciekawa, jak to wszystko załatwi Voldi. I jak zareagują Ślizgoni. Merlinie, nie mogę doczekać się reakcji Draco XD Teraz to będzie ciekawie :D
    Muahah, ciekawe, jak Dumbledore się z tego wyplącze. Bożebożeboże, nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Zakochałam się w tej historii, chociaż to dopiero początek.
    Pozdrawiam i życzę mnóstwa weny,
    Mrs Black

    OdpowiedzUsuń
  23. O matko, co rozdział to robi się coraz bardziej ciekawie ;)
    Hmm... Dumbledore jako ten zły... interesuje mnie jak stworzysz jego postać...
    No i oczywiście jak z tym wszystkim poradzi sobie Tom ;) No bo raczej będzie chciał mieć córkę po swojej stronie ;)
    Ciekawe też, co zrobi Herm z tymi wszystkimi nowymi informacjami...
    Podoba mi się, że ojciec Harrego chciał naprawić swój błąd i oddać Voldiemu córkę. Mam nadzieję, że sam Harry pozna całą prawdę i nie zostanie zaavadowany ;) (bo jakby nie było strasznie lubię jego postać ;))

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  24. Jejku to jest swietne. Dzis przeczytalam twojego bloga i musze przyznac, ze twoja kreatywnosc mnie pociaga xD Z niecierpliwoscia czekam na NEXTA :3 Wenki zycze ;*

    Za wszelkie bldy ortograficzne przeprzaszam, ale klawiatura mi wysiadla xD (PESZEK PRZEZ CALE ZYCIE XD)

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie no, dopiero teraz dorwałam się do internetu co oznacza że dopiero dzisiaj mogłam przeczytać prolog i już aż 3 rozdziały! Tamte przeczytałam w trybie ekspresowym i nie było czasu na coś tak nudnego jak pisanie komentarzy. ;)
    No tak co do całości opowiadania to jestem pod wrażeniem. Jak już wcześniej pisałam czytałam już kilka opowiadań o Hemionie Riddle i większość jest delikatnie mówiąc ,,do dupy" a twoje jak na razie zapowiada się fantastyczne. Hermiona no cóż dość boleśnie dowiaduje się prawdy o sobie, ale to dobrze, że Voldemort zachowuje się jak przystało na Voldemorta, a nie jak wiecznie słodzący, kochający tatusiek. Jak tam będzie potem to się zobaczy, ale na pewno będzie się działo, bo coś czuję, że Hermiona przejdzie na stronę tatusia, co mnie niezmiernie cieszy, bo mnie też zawsze bardziej kręciła ta ,, ciemna strona mocy". :P
    Bardzo ciekawi mnie w tym opowiadaniu postać Teodora Notta (którego zdjęcie jest swoją drogą booskie ;)). No to by było chyba tyle od mnie, oczywiście mogłabym spokojnie napisać jeszcze dużo i dużo, ale niestety troszeczkę mi się spieszy! To opowiadanie jak na razie wychodzi ci świetnie i mam nadzieje, że do kończysz je tak jak poprzednie i, że wyjdzie ci równie cudowne jak tamto.
    Życzę ci powodzenia w pisaniu i duużo pomysłów na to opowiadanie!

    CoCo.M

    Ps. Tak z innej beczki bardzo podoba mi się imię Margaret :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Rozdział świetny, ogólnie pomysł bardzo m się podoba, jest to takie niezwykłe i inne. Mam tylko wrażenie, że Voldemort jest taki trochę ,, za miękki,,. Ale to Ty kreujesz bohaterów, tak czy inaczej baaardzo m się podoba, nie mogę doczekać się następnej części. Mam nadzieję, że już niedługo pojawi się Draco. Życzę duuużo weny, czasu i wszystkiego czego potrzebujesz. Pisz, bo masz talent :)) Tooka

    OdpowiedzUsuń
  27. Świetny rozdział :) Z całego serca współczuję Hermionie :( Praktycznie całe jej wcześniejsze życie okazało się kłamstwem :( Nigdy nie chciałabym się znaleźć w takiej sytuacji co ona. Żal mi Julianne :( dopiero co odzyskała córkę a ta znowu odchodzi, chociaż w sumie nie można jej winić . Voldzia też mi w sumie trochę żal, ale jak tylko pomyślę sobie co złego uczynił to żal coraz bardziej maleje.
    Nie mogę się już doczekać kolejnego rozdziału :)
    Życzę weny i pozdrawiam :)

    Maggie Z.

    OdpowiedzUsuń
  28. Rozdział bardzo ciekawy i w końcu 'rozjaśniła' się sytuacja prawdziwego nazwiska Hermiony. Każdy ma jakąś ciemną stronę swojej duszy, no ale żeby odrazu porywać niewinne dziecko, to już lekko mówiąc przesada. Dumbledore wyszedł na bezlitosnego, co jest niedopuszczalne, skoro stoi po tej 'dobrej' stronie. Oj, zły, zły Dumbledore... Podoba mi się to, jak Hermiona zareagowała, gdy matka powiedziała jej prawdę. Dobrze, że dziewczyna odnalazła list. Mam nadzieję, że uda jej się to jakoś sobie poukładać. Jestem ciekawa jak będzie wyglądać jej pierwsze spotkanie z chłopakami, które pewnie za jakiś czas się odbędzie. Teraz, kiedy poznała prawdę i praktycznie nie ma się gdzie podziać, pewnie wróci do Riddle Manor. Zastanawia mnie, czy Hermiona będzie biernie (lub czynnie?) uczestniczyć w zebraniach śmierciożerców, czy raczej zostanie na uboczu i nie będzie chciała mieć z tym nic wspólnego. Cierpliwie czekam na następny rozdział... :D

    OdpowiedzUsuń
  29. Rozdział baaardzo mi się podobał, choć było parę błędów. :) Ale to nieistotne, bo ciekawie piszesz i aż chce się czytać. Cieszę się, że Hermiona okazała się być Margaret. Mam nadzieję, że dołączy do rodziny Riddle'ów. Chciałabym zobaczyć miny Harry'ego i Rona, kiedy by się dowiedzieli, że ich przyjaciółka, którą tak po prostu zostawili na pastwę losu, jest córką samego Lorda Voldemorta. :D Informuj mnie o nowych notkach.
    http://samotna-wisnia.blogspot.com/
    Śmietana. :*

    OdpowiedzUsuń
  30. Genialny pomysł! Już dawno nie czytałam bloga który by mnie tak zaskoczył... Miona córką Voldemorta? Czuje że to opowiadanie wyjdzie ci świetnie. Pozdrawiam i życzę duuużo weny. ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Świetne opowidanie. Rozdział wspaniały

    OdpowiedzUsuń
  32. Z lekkim opóźnieniem komentarz, ale dopiero teraz udało mi się usiąść na spokojnie do komputera. Kolejny rozdział bardzo ciekawy. Zdecydowanie się rozwijasz! Brawo! Jak czytałam wczoraj na telefonie to wydawało mi się, że widziałam parę literówek - pewnie wynikających z przepisywania tekstu na komputer. Wieczorem postaram się przeczytać jeszcze raz opowiadanie i jeżeli faktycznie są to je wyłapię żebyś mogła je sobie poprawić ;)
    Widzimy się w przyszły weekend.
    Aga S.

    OdpowiedzUsuń
  33. "Nadal opierając się o ścianę, Hermiona wyciągnęła przed siebie dłoń i spojrzała na pierścień."<-- myślę, że tutaj niepotrzebnie użyłaś jej imienia. Bo od tego akapitu jest mowa tylko o niej. Dzięki temu unikniesz temu możesz uniknąć ciągłego powtarzania Hermiona, panna Granger itp.
    "...przepełnione bóle oczy pani Riddle. " <--bólem
    " Przez te trzy miesiące nie było dnia, ŻEBYM nie myślał o tym wszystkim, ale ja tak dłużej nie mogę." <-- list do Syriusza
    "Z tego by wynikało, że przez całe życie żyła w kłamstwie, na dodatek popierając człowieka, który przyczynił się do jej koszmaru." <--hmm.. "życie żyła" tak się mówi potocznie i myślę, że to nie jest duży błąd, ale czy lepiej by nie było użyć cały czas żyła w kłamstwie. Nie byłoby tego powtórzenia.
    "Myśli w głowie Hermiony szalała, a ona nie potrafiła nad nimi zapanować."<-- powinno byś szalały bo kilka myśli ;)
    "Czuła pod placami słone łzy, spływające po jej policzkach." <--palcami ;)
    "Jej pochodzenia zamiast w jakikolwiek sposób pomóc, ......" <---Jej pochodzenie

    Ok, tyle udało mi się wyłapać. Jednak zabrałam się do tego od razu. Chciałabym zaznaczyć, że moje uwagi są po to abyś się rozwijała i pisała coraz lepiej. Nie jestem ekspertem, dlatego to są tylko wskazówki. Będzie mi miło jeśli je przeczytasz, przemyślisz i pomogą Ci w pisaniu. A teraz nie przedłużając,
    Do następnego wpisu ;)
    AGA S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za czas poświęcony na sprawdzenie notki :) Literówki poprawiłam, a reszta zostaje po mojemu :D

      Usuń
  34. Świetny rozdział :)
    Scena kiedy Herma dowiaduje się kim jest, nie jest przesłodzona tzn. ona nie kocha ich od razu, nie zostawia Grangerów itp.i ogólnie scena wyszła naturalna :)
    W opowiadaniu zdenerwowało mnie właśnie to, że Harry i Ron nie pomogli Hermionie, a przecież ona tak dużo dla nich zrobiła... wierzę, że to ma jakiś cel i na razie nie będę dedukować co dalej xd
    Postać Julianne ogromne mi się spodobała, tak na marginesie :)
    Jestem strasznie ciekawa jak się to wszystko potoczy, będę czekać niecierpliwie na nowy rozdział :D
    piszesz świetnie jak zwykle a rozdział jest jak najbardziej udany :D
    życzę duuuużo weny,
    ~Acruxia

    OdpowiedzUsuń
  35. Bardzo ciekawy rozdział.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  36. Jesteś wspaniała, uwielbiam twoje opowiadania! Hermiona jest taka jaką lubię, odważna, waleczna! Tom ma żonę? Niemożliwe, a jednak
    Pozdrawiam ~Ag

    OdpowiedzUsuń
  37. Hej :)
    Hope się natknęła na Twojego bloga i postanowiła go przeczytać. Bardzo mi się podoba ten rozwój wydarzeń. Hermiona Riddle? Brzmi baaardzo ciekawie, poza tym dobre jest to, że Mionka nie jest szlamą :p. Wszystko jest tu zaplanowane, nawet ta data co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło. Minimalne literówki, ale to pryszcz. Mam jedną prośbę.. Jak piszesz np. "Rozdział czwarty...." to zawsze na końcu stawiaj kropkę, bo miałam już z tym bardzo nie miłe dośwaiadczenie. Opowiadanie bardzo mi się podoba ;). Czekam na następny.
    Pozdrawiam,
    Życzę dużo weny :)
    ~ Hope ^^

    OdpowiedzUsuń
  38. Świetny rozdział.
    Julianne Riddle wydaje się całkiem miłą osobą.
    Biedna Hermiona, w jednej chwili całe jej życie przewróciło się do góry nogami.
    Dumbledore, Zakon, teraz już nie wydają się tacy dobrzy, a Voldemort taki zły.
    Zastanawiam się co postanowi Hermiona.
    Mam nadzieję, że spróbuje zrozumieć swoich rodziców.
    Zastanawiam się co Mionie robili Grangerowie.
    Cieszę się, że sytuacja jakoś powoli się wyjaśnia.
    Czekam na ciąg dalszy.
    Życzę weny.
    Pozdrawiam
    Hermione Granger

    OdpowiedzUsuń
  39. Boski rozdział!
    Świetny pomysł, czegoś takiego się bardzo nie spodziewałam :)
    Jestem ciekawa czego jeszcze nie wiemy.
    Czekam na więcej.
    Weny.
    Pozdrawiam,Lili

    OdpowiedzUsuń
  40. Fajne..:3
    Na początku niezbyt pasowało mi to, że akcja toczy się na szóstym roku, ale gdy doszłam do tego, że Hermiona ma być córką Voldemorta , zrozumiałam, ze inaczej się nie da.
    Nie miałam pojęcia, że Miona wpadnie na pomysł, aby udać się do Doliny Godryka i odszukać dom rodzinny Potterów.
    Bardzo naturalnie wyszła Ci ta scena z dowiedzeniem się prawdy.
    Nie wpadła im od razu w ramiona, oznajmiając, że Zakon jest "ble " razem z Dumbledore `m i Grangerami.
    Lubię taką Hermione : silną, odważną . ;-)
    Ogólnie współczuje, bo musisz trzymać się fabuły < chociaż tej podstawowej> , uważać na daty, co nie jest łatwe.
    Jedyny minus ; błędy, których jest sporo. Piszesz szybko < czyt. szybko dodajesz nowe rozdziały> , więc każdemu może się zdarzyć ^^
    La fin de la vie, które czytałam jako moje drugie Dramione było - i jest do tej pory- moim ulubiony <3.
    Podobają mi się zdjęcia ubrań, które dodajesz. Łatwiej jest sobie wyobrazić jej/ jego wygląd.
    Mam nadzieję, że to samo będziesz robiła z fryzurami xD
    Szkoda tylko, że nie napisałaś więcej o wyglądzie Mionki, gdy Draco jej się przypatrywał, nie jestem jakaś romantyczna, ale mógłby zauważyć, że jest bardzo ładna i szczupła.
    Aaaaa.. i ploooose .. niech Ginny będzie z Blaisem xD
    I ostatnie .. o co chodzi z zachowaniem Hermiony..? Dlaczego się wzdrygnęła , gdy Ginny ją przytuliła na powitanie..?
    " Poza tym nie jestem pewien, czy ci mugole to odpowiedni ludzie do opieki nad dzieckiem, coś mi się nie podoba w tych Grangerach " Oni jej coś zrobili..?
    Tajemnice, tajemnice... o ile się nie myle jeszcze trochę poczekam na odpowiedź na to pytanie.
    Weny ..! < takie tam banalne, wszyscy mogą , to i ja też, prawda..? >
    ~~AmortEncja <3

    OdpowiedzUsuń
  41. Opowiadanie zapowiada się obiecująco, więc z pewnością będę tu zaglądać w poszukiwaniu kolejnych rozdziałów :D Nie mogę się doczekać dalszego rozwoju sytuacji i relacji między głównymi bohaterami!
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  42. cześć nominowałam cię do Liebster Award
    pozdrawiam z całego serca

    wszystko pod linkiem http://hermione-riddle-dracon-malfoy.blogspot.com/p/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  43. WRÓCIŁAM :D
    Podoba mi się, że historia jest naturalna :) Hermiona walczy ze swoimi uczuciami i ze swoimi dotychczasowymi poglądami. Wyczekuję na kolejne rozdziały z niedosytem, chce więcej! :D Wiesz, że uwielbiam Twoje opowiadania :) Byłam od początku Twojego pisania na blogerze i z każdą nową notką zaskakujesz mnie. Czuję się jakbym odkrywała Twój styl pisania na nowo i to jest tak wspaniałe. Podoba mi się pomysł na tą historię. Niby podobna do innych ( np. z wątkiem porwania Hermiony), jednak gdy zagłębia się w niej dalej i dalej, pokazują się smakowite kąski, które cieszą mnie niezmiernie :) Lubię taką Hermionę. Jestem ciekawa jak dalej się to wszystko potoczy i gdzie ona się podzieje? Wróci do Hogwartu? Jeśli tak to na pewno jej sytuacja w szkole się zmieni. Zaciekawiłaś mnie też zaklęciem, które na nią rzucili. Mam nadzieję, że ktoś je zdejmie i Miona pokaże co potrafi :D Życzę dużo weny i zapraszam do mnie,
    http://bring-me-to-life-dramione.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  44. Super rozdział :) nie mogę doczekać się następnego :) pomysł z Hermiona Riddle baaaardzo mi się podoba i jestem ciekawa co będzie dalej :) i czekam oczywiście na dramione :)

    OdpowiedzUsuń
  45. Uwielbiam opowiadania gdzie Hermiona jest córką Riddla. Niestety o dobre tego typu funfiki jest trudno, ale wiem że ty napiszesz to świetnie.

    OdpowiedzUsuń
  46. No wszystko zaczyna się powolutku układać. Jestem szalenie ciekawa, jak to potoczy się dalej. Może jednak Voldzio może być kochanym tatusiem ;> Otwieram kolejny rozdział, żeby się przekonać :)

    Pozdrawiam, Invisible.

    OdpowiedzUsuń
  47. Dobrze, że James miał na tyle empati, że przemyślał jak on by się czuł ze stratą, pfu, porwaniem swojego dziecka.

    Ale Hermiona będzie miała natłok myśli, coś tak czuję. Lecę czytać dalej.

    http://dramione-love-me.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  48. Super rozdział! Bardzo polubiłam matkę Hermiony ;) Ah i świetna końcówka, idealnie przedstawiłaś Voldemorta. No i cieszę się, że Hermiona tak szybko ich nie zaakceptowała i nie rzuciła im się w ramiona.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  49. Zbieram szczękę z podłogi i pędzę czytać dalej!

    -------
    clover.
    http://hgranger-dmalfoy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  50. Cudowne :3

    Destiny *-*

    OdpowiedzUsuń
  51. Rozdział genialny. :) Wielki plus za to, że w twoim opowiadaniu Hermiona tak od razu nie uwierzyła w to, że jest córką Riddla. Przez to jest ona bardziej wiarygodna. Czytając twój blog widać, że jest on przemyślny. Wszystkie punkty akcji są spójne i łączą się w jednolitą całość. Zobaczymy co będzie dalej. ;)

    OdpowiedzUsuń
  52. Łał... nic innego nie przychodzi mi do głowy.
    Rozdział CUDO *-*
    Wspaniały…
    Arcymistrzowski…
    Fantastyczny…
    Bezkonkurencyjny...
    Zaskakujący...
    I w ogóle wszystko cacy i stuk, stuk.
    Masz ode mnie ogromną pochwałę za to, że Hermiona tak od razu nie uwierzyła w tą całą historię o Margarett i nie rzuciła się na swoich 'rodziców' z okrzykiem "mamuś, tatuś..." czy coś w ten deseń.
    Spodobała mi się również empatyczna postawa Jamesa, wywołana wyrzutami sumienia i palącym poczuciem winy.
    Bardzo polubiłam Julianne. Mawiają, że "nadzieja matką głupich" ale jak widać na załączonym obrazku, nie zawsze tak jest.
    Mam nadzieje tylko, że nie dostaniesz cukrzycy od tego mojego ciągłego słodzenia ;)
    Całusy i pozdrowienia~ Sheila

    OdpowiedzUsuń
  53. Cudowne !! :) Nie mam pojęcia co ja bym zrobiła na miejscu Hermiony ;//// Twój najwiekszy wróg okazuje się twoim ojcem :///// Masakra
    /Kasia

    OdpowiedzUsuń
  54. Jest 2016 a twoje opowiadanie dalej zachwyca *-* Niesamowicie dobrze piszesz, bez zbędnych słów idę czytać dalej, trzymaj się <3

    OdpowiedzUsuń