sobota, 12 maja 2018

65. Sąd ostateczny



Hermiona zaczęła się niespokojnie kręcić po łóżku, aż w końcu otworzyła oczy. Przez chwilę nie wiedziała, co się dzieje. Leżała na pościelonym łóżku w ubraniach, a obok niej Noctis. Nawet nie pamiętała, kiedy zasnęła. Zegary wskazywały szóstą trzydzieści. Powinna się szybko ogarnąć, aby spędzić jak najwięcej czasu u Dracona.
Hermionie wystarczyło piętnaście minut, aby w pełnym rynsztunku opuścić pokój. Zapukała do sąsiednich drzwi, mając nadzieję, że panowie już nie śpią. O dziwo drzwi w pełnym rynsztunku otworzył jej Blaise.
— Cześć, dobrze, że jesteś. Wybieraliśmy się po ciebie. Zgarniemy tylko dziewczyny i idziemy na śniadanie.
— Ale…
Hermiona już chciała zaprotestować, że nie jest głodna i może od razu iść do Dracona, lecz zdradziło ją głośnie burczenie w brzuchu.
— Zgaduję, że od poprzedniego śniadania nic nie jadłaś, więc proszę bez sprzeciwów. Draco nam łby pourywa, jak się dowie, że o ciebie nie dbamy.
Blaise puścił do Hermiony oczko, czym wywołał na jej twarzy nikły uśmiech. On nie myślał, co będzie, jeśli Draco się nie obudzi, lecz co zrobi, gdy do nich wróci. Ta myśl i ją podniosła na duchu.
— Nott, rusz się! Jesteśmy głodni!
Zawołał nagle Blaise, gdyż jego zdaniem przyjaciel zanadto się ociągał.
— Nie drzyj się, idioto, stoję dwa metry od ciebie. Cześć.
Teodor dołączył do Blaise’a i Hermiony, więc mogli iść po dziewczyny. W drodze na śniadanie tylko panna Riddle się nie odzywała. Nie potrafiła się na niczym skupić, nawet zwykłej rozmowie. W głowie siedziało jej tylko to, w jakim stanie będzie dziś Draco.
Dopiero w Wielkiej Sali coś przykuło jej uwagę. Przy podium dla nauczycieli w towarzystwie Snape’a stali państwo Malfoy.
— Myślicie, że ich wezwali, bo Draconowi się pogorszyło?
Palnęła bez zastanowienia Pansy, przez co Dafne spojrzała na nią karcąco. Było jednak za późno. Hermiona zatrzymała się gwałtownie, czując, że nie może oddychać. Spadała w przepaść, czekając, aż roztrzaska się o skały. Jeśli Parkinson ma rację, po tym upadku nie pozbiera się już nigdy.
— Hej, spokojnie, gdyby mu się pogorszyło, nie staliby tu tak spokojnie. Snape miał ich wezwać już wczoraj. Z Draconem na pewno wszystko w porządku.
Teodor za wszelką cenę starał się uspokoić Hermionę. Nie wyobrażał sobie sytuacji, kiedy dostaje ataku histerii, z którym tylko Draco potrafił sobie radzić.
Hermiona przytaknęła, choć nadal ciężko oddychała. Głosy w jej głowie nieustanie szeptały, że go stracił, że Dracona nie ma już pośród nich, a demony wracają do władzy.
— Usiądźmy, zjedzmy coś i pójdziemy do Dracona.
Przez chwilę Hermiona nie reagowała, aż w końcu – ku uldze Teodora – ruszyła do stolika. Ten odczekał chwilę, po czym szeptem zwrócił się do Pansy.
— Zastanów się czasem, zanim coś powiesz, a najlepiej ugryź w język.
Pansy nie była w stanie nawet się obronić, ponieważ Teodor ruszył za Hermioną, a wraz z nim Dafne.
— Delikatna się znalazła. Nie tylko ona się martwi, a jakoś nikt nie odstawia takiej szopki.
Oburzenie Pansy nie spotkało się ze zrozumieniem ani przyjaciółki, ani chłopaka. Blaise był wręcz rozczarowany. Pansy nie brakowało wad, ale nie posądzał jej o taką obojętność. Mogła nie przepadać z Hermioną, ale podłością było oceniać ją w zaistniałej sytuacji.
— Gdybym to ja leżał na miejscu Dracona, też byś do tego tak lekko podchodziła?
Zapytał z wyrzutem Blaise, przez co Pansy spojrzała na niego zdziwiona.
— Oczywiście, że nie, ale ona robi to wszystko na pokaz, żeby zwrócić na siebie uwagę. Nie widzisz tego?
— Nie bądź śmieszna. Nie masz pojęcia, co ona teraz przechodzi, bo ciebie nie obchodzi nic poza czubkiem własnego nosa.
Blaise nie zamierzał dłużej dyskutować ze swoją dziewczyną. Uderzyło go to, jak zimna potrafi być. Jak mogła zrzucać Hermionie, że w takiej chwili robi coś na pokaz? Ta dziewczyna cierpiała i radziła sobie z tym gorzej niż oni. Sam, gdyby nie resztki silnej woli najchętniej krzyczałby i przeklinał, aby tylko wyrzucić z siebie ten strach i ból.
Pansy nie potrafiła tego pojąć, co poważnie go zmartwiło. Bagatelizował wcześniejsze sygnały. Nie przywiązywał do tego wagi, był po prostu zauroczony. Z całej trójki tylko Pansy nad sobą nie pracowała. Niegdyś aroganckie i wyniosłe przyjaciółki, przeszły nadzwyczajną metamorfozę.
Dafne dzięki przyjaźni z Hermioną stała się istnym aniołem, który zupełnie zwrócił w głowie Teodorowi. Nawet Tracey wyszła na ludzi. Znajomość z Wiliamem jakby ją wyciszyła i poukładała w głowie. Ktoś, kto poznał ją teraz, nigdy by nie uwierzył w to, co robiła kiedyś.
Wyjątkiem pozostawała Pansy – wyniosła, rozpieszczona panna z dobrego domu. Oburzał się, gdy Draco mu powtarzał, że Pansy to zepsuta dziewczyna. Zależało mu na niej, ale dziś po raz pierwszy zaczął się zastanawiać, czy dobrze zrobił, wiążąc się z nią.
— Blaise, nie wygłupiaj się!
Zawołała za oddalającym się chłopakiem Pansy, lecz ten nawet się nie odwrócił. Usiadł obok Teodora i jak gdyby nigdy nic zaczął z nim rozmawiać.
— Ty to widziałaś?
Zapytała z niedowierzaniem Pansy. Wyglądało na to, że po raz pierwszy podczas trwania ich związku naprawdę się pokłócili i to z powodu tej cholernej Riddle.
— Jest zestresowany przez ten wypadek, odpuść mu.
— Wspaniale, czyli to ja jestem ta zła.
— A ty dokąd?
Zapytała Tracey, gdy przyjaciółka ruszyła w kierunku wyjścia z Wielkiej Sali.
— Straciłam apetyt.
Odpowiedziała zagniewana Pansy. Wszyscy zwrócili się przeciwko niej, jakby co najmniej to ona zrzuciła Dracona z tej przeklętej miotły. Jeśli dalej zamierzają się tak zachowywać, ona nie musi z nimi rozmawiać.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

Państwo Malfoy prosto z Wielkiej Sali udali się do Skrzydła Szpitalnego. Przez ich wyjazd wieść o wypadku syna dotarła do nich dopiero dzisiaj. Bezzwłocznie po jej otrzymaniu udali się do Hogwartu. Z listu Severusa wynikało, że ich syn jest w naprawdę ciężkim stanie. Oboje wydawali się spokojni, lecz w środku drżeli w obawie o jedyne dziecko.
Maski jednak opadły, gdy go zobaczyli. Leżał w łóżku szpitalnym cały w bandażach. Narcyza zasłoniła usta dłońmi, podchodząc do niego. Dotknęła ręki Dracona, czując nienaturalne zimno.
— Mój syn.
Szepnęła łamiącym się głosem. Żadna matka nie potrafiła patrzeć obojętnie na krzywdę swojego dziecka. W takich chwilach nie liczyły się pochodzenie, czy maniery.
— Na pewno nie powinien leżeć w Mungu?
Zapytał Lucjusz, gdy i oni z Severusem podeszli do Dracona.
— Zbadał go sztab magomedyków i zgodnie stwierdzili, że w jego stanie żadne podróże nie wchodzą w grę. Ma tu wszystko, co potrzebne, a niebawem ktoś przybędzie, aby go zbadać.
Lucjusz przytaknął tylko, podchodząc do żony. Położył jej ręce na ramionach, ściskając je delikatnie. Rozumieli się bez słów.
Nagle dłoń, za którą trzymała syna Narcyza, poruszyła się. Kobieta natychmiast na nią spojrzała, aby upewnić się, że to nie wyobraźnia płata jej figle. Ku jej radości Draco wyprostował palce.
— Poruszył się, poruszył dłonią.
Oznajmiła rozentuzjazmowana kobieta, przysuwając się możliwie jak najbliżej syna. Panowie wydawali się bardziej sceptyczni. Jedne ruch palcami jeszcze niczego nie oznaczał. Żaden z nich nie miał jednak sumienia, powiedzieć o tym uradowanej Narcyzie.
— Draco, słyszysz mnie? Proszę cię, synu, daj jakiś znak, jeśli mnie słyszysz.
Z usta Dracona wydobył się niewyraźny jęk, a jego powieki zaczęły drżeć. Teraz również panowie zaczęli mu się bacznie przyglądać. Wszystko wskazywało na to, że Draco naprawdę się budzi.
— Idę po panią Pomfrey.
Oznajmił Snape, pospiesznie się oddalając. Państwo Malfoy z radością patrzyli na swojego syna, który zaczynał się wybudzać. Teraz musiało być już lepiej, najważniejsze, że do nich wracał.
Draco czuł się kompletnie skołowany. Od momentu, w którym złapał znicz, nie pamiętał zupełnie nic, tylko ciemność. Nie wiedział nawet, gdzie się znajduje. Wszystko niemiłosiernie go bolało, zwłaszcza głowa. Trudność sprawiło mu nawet uchylenie powiek. Chciał coś powiedzieć, ale zeschnięte na wiór gardło mu to uniemożliwiło. Co tu się do cholery działo?
— Draco?
Czy to był głos jego matki? Co ona tu robiła? Przecież był w Hogwarcie, a nie w domu.
— Proszę się odsunąć od łóżka, muszę go zbadać.
Pani Pomfrey, to mogło oznaczać tylko jedno, z nieznanych mu przyczyn trafił do Skrzydła Szpitalnego. Na meczu jednak coś musiało pójść nie tak. To by wyjaśniało, dlaczego czuł się, jakby stratowało go stado hipogryfów. Ktoś zaczął go dotykać, uchylił mu jedno oko i zaświecił w nie czymś. Jasne światło wywołało u niego ostry ból, przez co skrzywił się i próbował zaprotestować, lecz wyszedł z tego tylko przeciągły jęk.
— Państwa syn jest bardzo słaby, ale wraca do nas. Podam mu kilka eliksirów i powinien poczuć się nieco lepiej.
Pani Pomfrey rozchylił usta pacjenta i zaczęła mu podawać odpowiednie specyfiki. W smaku były obrzydliwe, ale Draco poczuł ulgę, gdy cokolwiek płynnego zwilżyło jego gardło.
Eliksiry zaczęły działać już po kilku chwilach. Po ciele Dracona zaczęło się rozchodzić pokrzepiające ciepło. Postanowił ponowić próbę otworzenia oczu. W pierwszej chwili oślepiło go światło, zaczął jednak mrugać, aż w końcu przyzwyczaił się do jasności. Na tyle, na ile pozwalał mu kołnierz, spojrzał w prawo, gdzie ujrzał swoich rodziców. Po drugiej stronie gapili się na niego Snape i Pomfrey.
— Jak się pan czuje, panie Malfoy?
— Wody.
Powiedział z trudem ochrypłym głosem Draco. Ku jego uldze został zrozumiany. Pani Pomfrey nalała szklankę wody i przysunęła mu ją do ust. Pił powoli, jednak opróżnił całe naczynie. Dopiero teraz poczuł, że może powiedzieć coś więcej.
— Co ja tu robię?
Ta kwestia zastanawiała go najbardziej. Bezskutecznie próbował sobie przypomnieć, co stało się na meczu. Mógł liczyć tylko na relacje osób trzecich.
— Miałeś wypadek podczas meczu. Rozpędzony wpadłeś na drewnianą belę.
W głowie Dracona pojawiło się wspomnienie, w którym Potter krzyczy, żeby się zatrzymał. Potem tylko ciemność. To takie frustrujące czegoś nie pamiętać.
— Co mi tak właściwie jest?
— Podczas wypadku przebił pan nogę fragmentem miotły, złamał rękę, potłukł kręgosłup i doszło do pęknięcia czaszki. Poskładaliśmy pana, a skora pan się obudził, również z głową powinno być lepiej. Niebawem przybędą magomedycy z Munga, wtedy dokładnie pana zbadamy.
Słowa pani Pomfrey sprawiły, że Draco czuł się jeszcze bardziej skołowany. Wynikało z nich, że naprawdę mocno się poturbował, a jego wspaniała miotła została zniszczona.
— Naprawdę nas wystraszyłeś.
Draco spojrzał na swoją zatroskaną matkę, która pogładziła go po policzku. Jej porcelanowa maska opadła, a on wiedział, że mówiła prawdę. Musiało być z nim naprawdę źle, skoro nawet jego powściągliwa rodzina się martwiła i przybyła do Hogwartu.
Niespodziewanie drzwi wejściowe otworzyły się. Zgromadzeni spojrzeli w ich kierunku. Do pomieszczenia weszła Hermiona, dopiero po chwili zauważając, że Draco ma gości.
— Przepraszam, ja…
Już chciała powiedzieć, że przyjdzie później, lecz wtedy jej wzrok padł na Dracona i natychmiast umilkła. Patrzył na nią, miał otwarte oczy, uśmiechał się, był przytomny.
— Cześć, mała.
Dopiero jego głos sprowadził ją na ziemię.  Obudził się, co oznaczało, że jego stan się polepszył. Nie potrafiła wyrazić, jak ogromną ulgę poczuła. Jej oczy zaszły łzami, lecz tym razem szczęścia. Nie dbała o to, że po raz kolejny w przeciągu dwóch dni płacze. To jedyny bezpieczny sposób na danie upustu emocjom, które się w niej gromadziły.
Otrząsnąwszy się, Hermiona podeszła do łóżka Dracona.
— Dzień dobry.
Przywitała się z państwem Malfoy, którzy zrobili dla niej miejsce.
— Obudziłeś się.
— Przecież nie mogłem spać wiecznie.
— Bałam się, że jednak możesz.
Wyznała drżącym głosem Hermiona. Być może zachowywała się, jak histeryczka, ale nie potrafiła sobie inaczej poradzić. Nigdy na nikim jej tak nie zależało, nie zmagała się z poczuciem straty, czy z tak silnym lękiem o drugiego człowieka. Myśl, że mogłaby stracić Dracona, doprowadzała ją do szaleństwa.
— Hej, no co ty, jedna belka to za mało, żeby mnie wyeliminować.
Draco z lekkim trudem wyciągnął zdrową rękę, którą Hermiona natychmiast ujęła.
— Sama tu mam nadzieję, nie przyszłaś?
Zapytał Draco, chcąc odpędzić myśli Hermiony od trosk. Nie chciał dostarczać jej zmartwień, więc wolał przemilczeć, że jej stan, obecność rodziców i słowa pani Pomfrey i jego przestraszyły. Mógł umrzeć, po prostu zniknąć z tego świata.
— Nie, Blaise i Teodor czekają na zewnątrz. Pójdę po nich.
— Czekaj.
Powstrzymał ją Draco, chcąc zrobić przyjaciołom lepszą niespodziankę.
— Zabini, Nott.
Draco nie bez trudu najgłośniej jak aktualnie mógł, wypowiedział nazwiska kumpli, mając nadzieję, że ci go usłyszą. Nie zawiódł się. Nie minęło kilka sekund, gdy drzwi otworzyły się na oścież, a w nich stanął Blaise.
— Mordo ty moja, żyjesz!
Krzyknął uradowany Zabini, podbiegając do przyjaciela.
— Daj pyska, blondasku.
Draco nie zdążył zaprotestować, a tym bardziej powstrzymać przyjaciela. Blaise ujął jego twarz w dłonie i ucałował w oba policzki.
— Zabini, w gipsie, czy bez oberwiesz, jeśli jeszcze raz mnie pocałujesz.
— Wrócił, nic mu się nie pomieszało w głowie.
Entuzjazm Blaise był zaraźliwy. Nie potrafił pohamować swojej radości. Od wczoraj żyli w ciągłym stresie i strachu, a teraz Draco się obudził, pyskował, groził mu. Wszystko wróciło do normy.
— Witaj z powrotem, stary.
Przez Blaise’a nikt nie zwrócił uwagę, że i Teodor wszedł do pomieszczenia, stając po drugiej stronie Hermiony.
— Żadnego całowania.
— Możesz co najwyżej pomarzyć.
— Dobrze, wystarczy. Pan Malfoy musi odpoczywać, a poza tym zaraz tu będą magomedycy, więc proszę wszystkich o wyjście.
— Zaczekaj chwilę, mała.
Powiedział Draco, na co Hermiona skinęła głową, stając w nogach łóżka, aby dać innym możliwość pożegnania się z Draconem.
— Wracaj do zdrowia, synu.
Powiedziała Narcyza, całując Dracona w policzek. Była o wiele spokojniejsza, wiedząc, że jej dziecko dochodzi do siebie.
— Uważaj na siebie, Draco.
Ojciec ograniczył się do poklepania syna po ramieniu, ale ten nie oczekiwał od niego więcej. Sam fakt, że rodzice przyjechali, bardzo wiele dla niego znaczył. Mogli być surowi i zdystansowani, ale szczerze go kochali.
— Jak wyjdziesz, to ci zrobimy taką imprezę, że…
Głośne chrząknięcie Teodora, który domyślał się, co Blaise chce powiedzieć, sprawiło, że ten zreflektował się w ostatniej chwili.
— …sok dyniowy będzie się lał strumieniami, będziemy czytać i…
— Idź już, Zabini, bo łeb mi zaczyna pękać.
Draco uciął bełkot kolegi. Nie miał na to siły. Te kilkanaście minut świadomości mocno go zmęczyło. Oczy niemal same mu się zamykały.
— Zabieram go, a ty się trzymaj,
Teodor złapał Blaise’a za koszulę i pociągnął w stronę drzwi. Za nimi podążył Snape, a w pomieszczeniu zostali już tylko Draco, Hermiona i pani Pomfrey.
— Panią również proszę o wyjście.
— Może nam pani dać pięć minut?
Pani Pomfrey spojrzała najpierw na Dracona, następnie na Hermionę. Zmarszczyła podejrzliwie brwi, lecz w końcu zabrała głos.
— Pięć minut i ani sekundy więcej.
Draco odczekał, aż kobieta zniknie w swoim gabinecie. Dopiero wtedy zwrócił się do Hermiony.
— Dobrze się czujesz?
Zapytał z troską, przyglądając się jej twarzy. Zapuchnięte i zaczerwienione oczy jasno dały mu do zrozumienia, że płakała. Nie chciał pytać wprost, ale bał się, że odreagowywała to wszystko w dawny sposób. Tym razem w chwili słabości nie mógł być przy niej, aby między innymi jej pilnować.
— Tak, po prostu strasznie się bałam, że już się nie obudzisz. Przez cały czas ani drgnąłeś, a oni mówili…
— Już, daj spokój. Nic mi nie jest i nie będzie. Niedługo będziemy się z tego śmiać.
Hermiona przyglądała się Draconowi z niespotykaną wręcz dla siebie czułością. Ten wypadek obudził w niej coś dziwnego. Niejednokrotnie bała się, że straci Dracona, ponieważ ten nie będzie w stanie z nią wytrzymać. Nigdy nie brała jednak pod uwagę, że może zniknąć z jej życia, zakończywszy swoje. Rodziło się w niej uczucie, którego nie rozumiała, a przede wszystkim się go bała. Im mocniej człowiek czuł, tym łatwiej było go skrzywdzić.
— I tak masz szlaban na miotłę.
— Jak na razie z tego, co zrozumiałem, nie mam miotły.
— Chociaż tyle dobrego.
Draco spojrzał na Hermionę spod byka, lecz uraza szybko minęła, gdy dostrzegł na jej twarzy uśmiech.
— Muszę iść, bo pani Pomfrey zaraz mnie wyrzuci.
Powiedziała niechętnie Hermiona. Pochyliła się nad Draconem, całując go w policzek.
— Trzymaj się.
Szepnęła mu do ucha, po czym skierowała się do drzwi. Pomachała mu jeszcze przy nich, po czym wyszła. Zdziwiła się, zastając na korytarzu Blaise’a i Teodora.
— Chyba nie myślałaś, że o tobie zapomnimy. Draco gotów nas uszkodzić tym swoim gustownym gipsem, a przecież nie może się denerwować.
Hermiona mimowolnie się zaśmiała. Wszystko wróciło do normy, gdy Draco otworzył oczy.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

Hermiona, Teodor i Blaise jak co dzień zmierzali do Skrzydła Szpitalnego. Starali się bywać tam jak najczęściej, aby umilić Draconowi pobyt, co wcale nie było takie proste. Gdy tylko ten odzyskał siły, czyli po jakichś dwóch dniach zaczęło się marudzenie. Chory niemiłosiernie się nudził i uważał, że leży tu na próżno. Hermiona i reszta dzielnie to znosili, choć mieli ochotę go udusić.
Dziś jednak nieco się martwili. Draco leżał w skrzydle już szósty dzień. Dziś rano mieli go zbadać magomedycy i ocenić, czy w pełni doszedł już do siebie. Od ich opinii zależał udział Dracona w wypadzie nad jezioro, który miał się rozpocząć w ten poniedziałek, czyli pojutrze. Nieobecność Dracona wiązała się z rezygnacją Hermiony, a znaczna część nie wyobrażała sobie wyjazdu bez tej dwójki.
— W razie czego przekupujemy magomedyków albo lepiej porywamy Dracona.
Blaise snuł różne plany, co zrobią, gdyby nie pozwolono Draconowi jechać. Nie wyobrażał sobie tego wyjazdu bez najlepszego kumpla.
— A jak coś mu się stanie, to nie wiem, kto się nim zajmie.
— Jak to kto, nasz pani magomedyk.
Powiedział Blaise, dokonując prezentacji Hermiony, która pokręciła jedynie z rozbawieniem głową. Zabiniemu nie można było odmówić poczucia humoru. Przez ten tydzień spędziła z nim i Teodorem sporo czasu. Przejęli obowiązki Dracona i towarzyszyli jej w ciągu dnia, na zmianę odbierając z zajęć, na które uczęszczała tylko ona.
Musiała przyznać, że przez ten czas nieco bardziej przekonała się do Blaise’a. Miał swoje dziwactwa, ale w zasadzie zwykle bardziej ją one bawiły, niż denerwowały. Zyskał w jej oczach przede wszystkim tym, że gdy sytuacja tego wymagała, potrafił się zachować poważnie, wręcz swoim optymizmem i spokojem podnosił ją na duchu.
Ślizgoni nie kontynuowali rozmowy, ponieważ dotarli do Skrzydła Szpitalnego, gdzie przywitał ich zniecierpliwiony Draco.
— Gdzie wy byliście? Ja tu czekam i czekam.
— Przyszliśmy zaraz po śniadaniu, więc się nie gorączkuj.
— Super, tylko ja chce już stąd wyjść.
— Wypisali cię?
Zapytała z nadzieją Hermiona. To by oznaczało, że Draco wrócił do zdrowia i już nic mu nie zagraża. Poza tym wiedziała, jak bardzo chce jechać nad jezioro i jak wielkie byłoby jego rozczarowanie, gdyby okazało się to niemożliwe.
— Tak, męczyli mnie jakieś pół godziny, ale zgodnie stwierdzili, że nic mi nie jest.
— Czyli jezioro…?
— Jedziemy!
Blaise i Draco przybili sobie piątki. Obaj byli największymi entuzjastami tego wyjazdu, więc nieobecność chociażby jednego z nich wiązałaby się z dużym rozczarowaniem.
— Właśnie, potrzebuję ubrań, bo mogę stąd wyjść, ale nie będę paradował w piżamie.
— Oczywiście, przyjacielu, my ci z Teodorem coś ogarniemy.
Draco spojrzał podejrzliwie na Blaise’a, który pociągnął Teodora za rękaw, kierując się w stronę drzwi.
— Jak mi przyniesiecie kieckę albo inne dziadostwo, to was zabiję.
— O co ty mnie posądzasz? Nigdy w życiu.
Rzucił tylko Blaise, nim z Teodorem opuścili Skrzydło Szpitalne.
— To teraz gadaj, co wymyśliłeś?
Zapytał Teodor, gdy znaleźli się już na korytarzu. Nigdy nie uwierzy, że  w głowie Zabiniego nie zrodził się jakiś szatański pomysł.
— Jak to co, trzeba zrobić imprezę powitalną i z okazji wygranej.
— Nie wiem, czy to taki dobry pomysł, Draco dopiero stanął na nogi.
— Hermiona go przypilnuje, a przyda mu się trochę rozrywki.
Teodor sam w to nie wierzył, ale Blaise mógł mieć rację. Dracona pozwolono odwiedzać tylko małymi grupami, a zwykle była to ich trójka. Leżał tam sam, znudzony i z pewnością ucieszyłby się ze spotkania z innymi znajomymi, zwłaszcza na imprezie dla niego.
— Niech będzie, pomogę ci.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

— Uwaga, uwaga będę przemawiał!
Z tymi słowami wparował do salonu Blaise. Ku jego radości znajdowało się tu większość Ślizgonów.
— Za dwadzieścia minut odbędzie się tu impreza z okazji zdobycia pucharu i wydobrzenia Dracona. Macie się wszyscy ogarnąć i być w salonie w pełnym rynsztunku, jak z nim wrócę.
Komunikat Blaise’a spotkał się z dużym entuzjazmem. Ludzie zaczęli kierować się do swoich dormitoriów, ponieważ czas ich naglił. Do chłopaków podeszły cztery osoby: Dafne, Pansy, Wiliam i Tracey.
— A wy z kolei musicie nam pomóc. Teodor idzie do kuchni ogarnąć jakieś jedzenie.
— Hermiona ma w Hogwarcie skrzatkę, na pewno chętnie pomoże.
— I to są cenne informacje, Dafne. Pójdziesz z Teodorem i załatwicie to. Tylko grzecznie mi tam.
Teodor popukał się w czoło, wywołując tym samym u Blaise’a jeszcze większe rozbawienie. Postanowił jednak nie komentować zachowania przyjaciela. Oboje z Dafne opuścili salon, aby wykonać swoje zadanie.
— Wy za to możecie tu trochę ogarnąć: poprzestawiać meble, jakieś prowizoryczne dekoracje, czy coś, a i jakaś muzyka by się przydała.
— Oczywiście.
Wiliam i Tracey od razu zabrali się do pracy, tylko Pansy nie ruszyła się z miejsca.
— Myślałam, że spędzimy ten dzień razem.
Powiedziała, nie kryjąc rozczarowania. Pomiędzy nią i Blaise’em działo się coś niedobrego. Od wypadku Dracona zachowywał się bardzo dziwnie. Unikał jej, a nawet gdy spędzali razem czas, był nieswój. Nieustannie przesiadywał w Skrzydle Szpitalnym lub z Nottem i Riddle. Sądziła, że przynajmniej dzisiaj poświęci jej nieco uwagi, ale nie, on sobie wymyślił imprezę.
— Draco wychodzi, więc to chyba normalne, że chcemy to uczcić.
— A pomyślałeś o mnie?
Blaise westchną ciężko. Pansy znowu zaczynała swoje gadanie. Od ich kłótni dzień po wypadku Dracona zaczął zwracać większą uwagę na zachowanie swojej dziewczyny. Wszystko musiało się kręcić wokół niej, a gdy było inaczej, zaczynały się pretensje. Jak mógł, nie zauważyć tego wcześniej? Nie chciało mu się wierzyć, że Pansy zmieniała się z dnia na dzień. Dafne i Tracey pytały o Dracona, kilka razy nawet go odwiedziły. Pansy zjawiła się raz i to tylko po to, żeby potem suszyć mu głowę, że przecież Draco czuje się już dobrze i nie musi cały czas u niego przesiadywać. To nie było normalne.
— Nie, Pansy, bo mój najlepszy przyjaciel omal nie zginął, a ty masz to gdzieś.
Blaise uznawszy tę rozmowę za zakończoną, skierował się do dormitorium. Pansy jednak nie zamierzała tak łatwo odpuścić.
— Blaise, stój. Nie możesz sobie tak po prostu pójść.
— Spieszę się, Pansy.
— Jak ty mnie w ogóle traktujesz? Wszystko jest ważniejsze ode mnie! Ty mnie jeszcze w ogóle kochasz?
— Nie mam czasu, zobaczymy się później.
Blaise zniknął za zakrętem, zostawiając rozgniewaną Pansy samą. To straszne, ale miał jej po prostu dość: ciągłego narzekania, znieczulicy. Jakby ktoś wylał mu kubeł zimnej wody na głowę, otwierając tym samym oczy.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

— Szyłeś te ubrania, czy jak?
Zapytał z wyrzutem Draco, gdy Blaise wrócił do nich po prawie pół godziny. Chciał się stąd jak najszybciej wynieść, a Zabini tylko odwlekał ten moment.
— Nie gorączkuj się tak.
Uspokoił przyjaciela Blaise, podając mu rzeczy. Odsunął niedawną sprzeczkę z Pansy na bok, to miał być dzień Dracona i nic tego nie zniszczy.
Draco wziął ubrania i wstał z łóżka. Czuł się nieco niepewnie, ale na tyle stabilnie, aby wiedzieć, że się nie przewróci. To leżenie naprawdę go osłabiło. Nie zważając na to, zaczął się jednak ubierać.
Hermiona odruchowo stanęła bokiem, odwracając wzrok. Krępowała ją nagość, nawet częściowa. Tego jeszcze nie potrafiła w sobie zwalczyć.
— Cholera.
Mruknął po jakimś czasie Draco, przez co Hermiona na niego spojrzała. Stał już w spodniach, ale mocował się z guzikami koszuli. Połamana niedawno ręka, która do niedzieli miała pozostać w gipsie i palce w opatrunkach, okazały się nieodpowiednie do zapinania małych guzików.
— Nie mogłeś, przynieś czegoś bez tego cholerstwa?
Warknął na przyjaciela Draco, na co ten rozłożył bezradne ręce.
— Wziąłem, co było pod ręką.
Draco nie zdążył odpowiedzieć, ponieważ stanęła przed nim Hermiona.
— Zaczekaj, pomogę ci.
Draco posłusznie odsunął ręce, obserwując, jak Hermiona ujmuje poły jego koszuli, zaczynając od dołu. Niemal czuł jej dłonie na podbrzuszu. Przeszedł go dziwny dreszcz, który Hermiona poczuła. Spojrzała na niego pytająco, lecz Draco tylko na nią patrzył. W jego spojrzeniu było coś, co sprawiło, że jej policzki poróżowiały. Jakby w jednej chwili wytworzyło się pomiędzy nimi dziwne przyciąganie.
— Może ja wam jednak dam jeszcze chwilę?
Słysząc głos Blaise’a, Hermiona niemal podskoczyła, a jej policzki stały się purpurowe. Czuła się, jakby przyłapano ich w intymnej sytuacji. Pospiesznie dokończyła zapinanie koszuli Dracona i odsunęła się o krok.
— Pójdę po panią Pomfrey.
Powiedziała, pospiesznie się oddalając. Draco spojrzał za to z wyrzutem na Blaise’a.
— No co, chciałem dobrze.
Bronił się Zabini, co wcale nie przemawiało do Dracona.
— To coś ci nie wyszło.
— No weź, pojutrze będziemy nad jeziorem, a tam romantyczny klimat, czas tylko we dwoje.
Draco pokręcił z politowaniem głową, lecz musiał przyznać, że Blaise miał trochę racji. Bardzo liczył na ten wyjazd, głównie dlatego, aby spędzić więcej czasu z Riddle. Ich życie kręciło się wokół Księgi Ludzi Lasu, a tam będą od niej z dala.
Hermiona wróciła z panią Pomfrey, gdy Draco był już gotowy do wyjścia.
— Tak, jak mówili magomedycy, proszę na siebie uważać, panie Malfoy. Wszystkie eliksiry i maści ma panna Riddle, zobowiązała się pana dopilnować.
— Dziękuję.
Pani Pomfrey wróciła do siebie, a Ślizgoni ku radości Dracona wreszcie opuścili Skrzydło Szpitalne. Jeszcze dzień i postradałby tu zmysły.
Będąc już w lochach, Blaise podał hasło i otworzył przed parą przejście. Nie spodziewający się niczego Draco i Hermiona weszli do środka.
— Niespodzianka!
Krzyknęli wychowankowie Domu Węża, po czym zaczęli bić brawo. Zaskoczony Draco rozglądał się z niedowierzaniem, obserwując zbliżających się do niego ludzi. Wszyscy klepali go po ramionach, ściskali dłoń, gratulowali wygranej, życzyli pełnego powrotu do zdrowia. Był po prostu oszołomiony. Dopiero gdy podeszli do niego Teodor i Dafne, zdołał zabrać głos.
— Co tu się dzieje?
— Patrzysz na jeden z nielicznych przebłysków Zabiniego. Uznał, że skoro do nas wracasz, trzeba to uczcić, a poza tym nie świętowaliśmy jeszcze wygranej.
— Coś ci w końcu wyszło.
— Chciałeś powiedzieć, dziękuję ci o wielki Blaise’ie, mój najlepszy przyjacielu.
— Mniej więcej.
— Wzruszyłem się, ale teraz chodźmy usiąść.
Blaise ruszył przodem, prowadząc resztę do ich ulubionego miejsca przy kominku. Tam siedzieli już Tracey, Wiliam i Pansy.
— Witaj z powrotem.
Wiliam wstał, aby uścisnąć Draconowi rękę, co ten uczynił z uśmiechem. W zasadzie ten Marson nie jest taki zły, o ile nie spoufal się zanadto Riddle.
— Cieszę się, że już wszystko z tobą w porządku.
Powiedziała Tracey, po czym krótko uścisnęła Dracona. Oboje czuli, że ich relacja w końcu wygląda normalnie. Znaleźli swoje szczęście i mogli zapomnieć o dawnych nieporozumieniach.
Tylko Pansy nie podeszła do Dracona. Siedziała naburmuszona na kanapie, gdzie usiedli również Wiliam i Tracey. Draco i Hermiona usadowili się naprzeciwko nich wraz z Teodorem i Dafne. Pansy zgryzła zęby, gdy Blaise, zamiast dołączyć do niej, usiadł na fotelu przy końcu kanapy, gdzie siedziała Riddle. Za wszelką cenę usiłował ją upokorzyć.
— Hermiona, podziękuj od nas jeszcze raz swojej skrzatce. Gdy usłyszała dla kogo ta impreza, bardzo nam pomogła.
Istotnie, na stole przed nimi znajdowała się cała masa przekąsek, podobnie jak w całym salonie. Hermiona uśmiechnęła się na słowa Dafne, lecz humor szybko zepsuła jej Pansy.

 — To tylko skrzat, nie wiem czym się tak podniecać.
Burknęła Pansy, która tylko szukała okazji, aby się na kimś wyładować, a Hermiona idealnie się do tego nadawała. To ona nieustanie mieszała w ich życiu. Odkąd się pojawiła, sprawiała wyłącznie problemy.
— Dzięki tym tylko skrzatom codziennie masz co jeść.
Hermiona nie mogła pozostawić tych słów bez odzewu. Pansy to rozwydrzona pannica, która sądziła, że wszystko jej się należy, tylko dlatego, że żyje.
— Po coś w końcu są.
Hermiona już zamierzała wygarnąć Parkinson, co o niej myśli, ale usłyszała przy uchu szept Dracona.
— Odpuść, do tej kretynki i tak nic nie dotrze. Szkoda tylko psuć imprezę.
Idąc za radą Dracona, aby się uspokoić, Hermiona policzyła w myślach do dziesięciu. Nie będzie się dalej sprzeczać z Parkinson tylko ze względu na niego. To był jego dzień i nie pozwoli nikomu tego zepsuć.
— To co, napijemy się?
Zaproponował Blaise, wstając z fotela. Nie dał po sobie poznać, że jest mu wstyd z powodu Pansy. Wszystko wskazywało na to, że zamierzała wyżywać się na otoczeniu z powodu ich kłótni.
— Ogniska państwa zadowoli?
— Ja zostanę przy winie, zaraz jakieś przyniosę.
— Ja też poproszę. Dafne.
— Czyli Tracey i Dafne wino, reszta whisky. Spokojnie, Hermiona, dla ciebie soczek też się znajdzie.
Blaise puścił do Hermiony oczko, gdy ta już zamierzała coś powiedzieć.
— Dla Dracona też.
Dodała tylko, przez co Blaise’owi zrzedła mina. Wzrokiem zbitego psa spojrzał na pannę Riddle.
— Ale on nie pił, od nie wiem kiedy, a to jest taka okazja!
— Musi przyjmować eliksiry.
Powiedziała Hermiona, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Ten argument nieco bardziej przekonał Blaise’a, choć wolał się upewnić.
— Ani kropelki?
— Nie dzisiaj, stary.
Odmówił Draco, obejmując Hermionę. Z eliksirami, czy bez przy niej i tak by nie pił, co szybko przestało mu przeszkadzać.
Blaise i Dafne wyruszyli po trunki, a reszta pogrążyła się w rozmowie. Tylko Pansy milczała, co rusz zerkając na Hermionę. Zaczęła podejrzewać, że Blaise nadal coś do niej ma. To by tłumaczyło, dlaczego tak często odwiedzał Dracona. Jej nawet nie zapytał, czego by się napiła, a w przypadku tej przybłędy po prostu wiedział.
W salonie rozbrzmiała muzyka, a ludzie zaczęli się bawić. Blaise  i Dafne wrócili z asortymentem i również rozpoczęli imprezę.
— Uwaga, będę mówił!
Oznajmił nagle Teodor, wstając. Muzyka przycichła, a oczy zgromadzonych zwróciły się ku niemu.
— Bawimy się dzisiaj, aby uczcić nasze zwycięstwo w walce o Puchar Quiddtcha, ale przede wszystkim fakt, że nasz głupi i nierozsądny szukający, dzięki któremu wgraliśmy ostatni mecz, wrócił do zdrowia i w końcu jest z nami. Pokaż się wszystkim, Draco.
Draco podniósł się z kanapy, skłaniając się lekko.
— Twoje zdrowie, Draco.
Teraz powstał niemal cały salon, unosząc swoje szklanki.
— Zdrowie Dracona!
Rozbrzmiały okrzyki, po czym stukot szkła. Draco czuł się wspaniale. Większość tych ludzi ledwo znał, a jednak tu byli i czuł ich wsparcie. To naprawdę coś niezwykłego.
— A teraz bawimy się!
Krzyknął Blaise, ponownie zasiadając na kanapie. Wyszło to dokładnie tak, jak chciał. Widział, że sprawił Draconowi ogromną radość.
— Niezłe zamieszanie się wokół ciebie zrobiło.
Powiedziała z uśmiechem Hermiona. Była bardzo wdzięczna chłopakom za zorganizowanie tego wszystkiego. Draco sobie na to zasłużył.
— Wszystko dla odrobiny uwagi, co nie.
— Ty chyba wiesz to najlepiej, Zabini. Nikt tak jak ty nie zrobi z siebie debila dla uwagi.
— Jak możesz? To ja się opiekuję twoją kobietą, gdy ty się wylegujesz w Skrzydle Szpitalnym, a ty łamiesz mi serce.
Blaise rozpoczął jedno ze swoich przedstawień, lecz nie wszystkich ono bawiło. Doprowadzona do granic wytrzymałości Pansy poderwała się z kanapy.
– Ty się nią, aby na pewno za dobrze nie zająłeś?!
Zgromadzeni spojrzeli ze zdziwieniem na zdenerwowaną Pansy. Nikt nie wziął słów Blaise’a na poważnie. Z Draconem zawsze się w ten sposób przekomarzali.
— O co ci chodzi?
Zapytał skołowany Blaise. Tym razem naprawdę nie rozumiał, o co może chodzić jego dziewczynie.
— Ty się jeszcze pytasz? Lepiej od razu się przyznaj, że ona ci się podoba!
— Hermiona?
— Na pewno nie ja! Teraz wszystko jasne, dlaczego tak często chodziłeś do Dracona; żeby się z nią widywać!
— Pansy, uspokój się.
Tracey chciała ostudzić – jej zdaniem – bezsensowny wybuch przyjaciółki. Jak ona mogła wpaść na pomysł, że Blaise nadal coś czuje do Hermiony? Każdy wiedział, że nie zrobiłby takiego świństwa Draconowi.
— Nie uspokajaj mnie! Czy ty nie widzisz, że on mnie zdradza z tą szmatą?!
Pansy wskazała oskarżycielsko palcem na Hermioną, która skuliła się na kanapie. Nie rozumiała, co robiła, że Parkinson oskarżała ją o tak straszne rzeczy.
— Przyznaj się, sypiasz z nią?!
— Nie pozwalaj sobie, Parkinson. Jesteś niezrównoważona.
Do dyskusji wtrącił się Draco, którego zalewała krew. Co ta idiotka odstawiała? To nie jego sprawa, co się dzieje między nią a Blaise’em, ale nie pozwoli wciągać w to Riddle, a tym bardziej nazywać ją szmatą.
— To nie ja się tu puszczam!
— Dość tego.
Powiedział Blaise, chwytając swoją dziewczynę za rękę. Mimo jej sprzeciwu pociągnął ją w stronę dormitoriów. Puścił ją dopiero  w korytarzu prowadzącym do pokoju dziewcząt.
— Możesz mi powiedzieć, co to była za szopka?
Zapytał z niekrytą złością Blaise, któremu najzwyczajniej w świecie było wstyd. Pansy ich ośmieszyła, a co gorsza niewybrednie zwymyślała Hermionę, która niczym sobie na to nie zasłużyła.
— Szopką nazywasz to, że mnie zdradzasz i to jeszcze z dziewczyną przyjaciela?!
— Czy ty siebie w ogóle słyszysz? Z nikim cię nie zdradzam, a już na pewno nie z Hermioną.
— Tak? To dlaczego masz dla mnie tak mało czasu? W ogóle nie zwracasz na mnie uwagi.
— Bo jestem zmęczony twoimi egoizmem i nie wiem, czy nasz związek ma sens.
Powiedział to w końcu na głos, nie było sensu dłużej tego ukrywać. Jego związek z Pansy stał pod ogromnym znakiem zapytani, a on sam już nie wiedział, czego chce. Przeżyli razem piękne chwile, ale czy to wystarczy, aby zbudować trwałą relację?
— O czym ty w ogóle mówisz?
Pansy nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. Blaise chciał z nią zerwać? Nie mógł tego zrobić. Tak długo na niego czekała, a teraz on tak po prostu chciał zniknąć z jej życia?
— O tym, że źle się pomiędzy nami dzieje i muszę się zastanowić co dalej. A teraz wybacz, ktoś musi przeprosić Hermionę.
Nie czekając na odpowiedź, Blaise wrócił do salonu, zostawiając załamaną Pansy samą.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

Blaise wrócił do przyjaciół, gdzie zastał dość napiętą atmosferę. Musiał posprzątać po swojej dziewczynie.
— Hermiona, strasznie cię przepraszam. Nie wiem, co ją napadło. Jest wściekła na mnie i szuka okazji, żeby się na kimś wyładować.
Blaise zaczął przepraszać Hermionę, wiedząc, że Pansy tego nie zrobi.
— Spokojnie, to nie twoja wina.
Odpowiedziała Hermiona, zdobywając się nawet na słaby uśmiech. Nie chciała pamiętać, kto po raz ostatni nazywał ją puszczalską szmatą…
— Ty weź coś z nią zrób, bo w przeciwnym razie ja z nią porozmawiam.
Ostrzegł przyjaciela Draco. Nie zamierzał tolerować takiego zachowania. Jeśli Blaise nie przemówi Parkinson do rozsądku, on to zrobi, ale z pewnością mniej delikatnie.
— Porozmawiam z nią, jak ochłonie. Dzisiaj dajmy już temu spokój, jest impreza.
Blaise uniósł swoją szklankę, wypijając jej zawartość. Starał się zająć przyjaciół rozmową, aby zapomnieli o niedawnym incydencie, co również sam starał się zrobić. W końcu atmosfera powoli zaczęła się rozluźniać. Nawet Hermiona udzielała się bardziej niż zwykle. Draco co rusz na nią zerkał, a nie chciała, aby podczas imprezy na jego cześć, musiał się przejmować nią.
Po jakimś czasie przy kominku pojawiła się Amelia Rowle wraz z przyjaciółkami Hestią i Florą Carrow. Panna Rowle stanęła za kanapą, na której siedział Draco. Położyła mu ręce na ramionach, co bardzo zaskoczyło chłopaka.
— Dobrze, że lepiej się już czujesz. Szkoda, gdyby zabrakło cię nad jeziorem.
Amelia nie czekając na odpowiedź, puściła Draconowi oczko i po prostu odeszła. Ten nic z tego nie rozumiał. Nie zmienił z tą dziewczyną słowa, odkąd podsłuchał w pociągu, jak wraz z koleżankami go obgadują. Oni się nawet nie lubili, a teraz wyskakuje z czymś takim?
Najbardziej zastanawiała go jednak inna kwestia. Co ta panna ma do ich wyjazdu nad jezioro? Odpowiedzi na to pytanie mogła mu udzielić tylko jedna osoba.
— Zabini, o co chodziło Rowle z NASZYM wypadem nad Loch Tay?
Blaise uśmiechnął się niczym wcielenie niewinności i Draco już wiedział, że coś przeskrobał.
— Trochę nam się powiększyła ekipa.
— Co to znaczy trochę?
— To było tak. Tracey zapytała, czy Wiliam może się z nami zabrać. Oczywiście się zgodziłem. Potem od Wiliama przyszedł Terence i skoro on to i Miles. Ona z kolei zabiera ze sobą Amelię, Hestię i Florę.
— Chyba o kimś zapomniałeś.
Upomniał przyjaciela Teodor, przez co ten spojrzał na niego  wymownie. Obaj wiedzieli, jaka będzie reakcje Dracona, gdy dowie się, kto jeszcze z nimi jedzie.
— Zabini.
— Tylko się nie denerwuj, Draco. Crabbe i Goyle chwili, żeby jechał też Charlie. On chciał zabrać ze sobą kogoś jeszcze, ale obiecał, że będzie go ogarniał.
— Zabini, jeśli chodzi ci o tego idiotę, o którym ja myślę, to nie ma takiej opcji.
— Ale Pucey też obiecał, że się będzie zachowywał i nie będzie sprawiał problemów.
— Cholera jasna, Blaise. Pominę fakt, że dopiero teraz dowiaduję się, że zamiast siedmiu, jedzie siedemnaście osób, to jeszcze jedna z nich to Pucey, największa kanalia w Slytherinie.
Draco nawet nie starał się ukryć, że jest zły. Jak Blaise mógł przemilczeć coś takiego? Chodziło mu przede wszystkim o Riddle. Jej ojciec wiedział o siedmiu osobach, a nie siedemnastu. Z tego mogły wyniknąć tylko problemy, z którymi będzie sobie musiała radzić Riddle.
— Przysięgam, że w razie czego osobiście go ukatrupię i wykopię na zbity pysk. Tam będzie tyle ludzie, że nawet nie będziesz musiał na niego patrzeć.
Przekonywał Blaise, starając się za wszelką cenę udobruchać Dracona. Lista uczestników nieco wymknęła mu się spod kontroli, ale przecież im więcej, tym weselej.
Draco spojrzał na Hermionę, która wyglądała na skoncentrowaną. Wbrew temu, co myślał, nie chodziło jej o Adriana, lecz Amelię. Dlaczego ta dziewczyna wdzięczyła się do Malfoya? To oczko i jeszcze dziwne komentarze o wyjeździe. Nie przypominała sobie, aby Draco się z nią zadawał, ale wszystko wskazywało na to, że jakiś kontakt mieli. Nie posądzała Dracona o nic złego, ale nawet ona zauważyła, że ta cała Amelia coś do niego ma. Czuła się z tym nieswojo. Mimowolnie zaczęła się z nią porównywać jak niegdyś z Tracey. Rowle była po prostu piękna: wysoka, zgrabna, długie, blond włosy, niebieskie oczy, delikatna buzia. Typowa piękność, dla której panowie tracili głowy.
— Riddle.
Z rozmyślań wyrwał ją głos Dracona, który nadal się jej przyglądał.
— Tak?
— Co z tym jeziorem?
— Jedziemy w poniedziałek.
— A ten idiota?
— Przecież jeden Pucey nie zepsuje nam tego wyjazdu.
„Ani tym bardziej jakaś Amelia”.


13 komentarzy:

  1. Wspaniały rozdział. Jestem taka szczęsliwa,że Draco się wybudzil. Caly tekst jest swietnie rozplanowany. Malfoy odzyskujacy władze nad ciałem w obecnosci rodzicow, scena z koszulą oraz kryzys Blaise'a i Pansy- moje ulubione fragmenty w całym opowiadaniu. Nie moge się doczekac nowego rozdziału, jak i wypadu nad jezioro :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialne ! Nawet nie wiesz jaka niespodziankę mi zrobiłaś :) od razu mam lepszy humor i jak dobrze że Draco wrócił 💗 czekam na kolejny rozdział 😍😍😍

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko! Tak się cieszę, że Draconowi nic nie jest. Cały czas czekałam z napięciem na kolejny rozdział.
    Bardzo spodobał mi się rozdział, jest jednym z lepszych jakie napisałaś. Oczywiście całe opowiadanie jest fenomenalne.
    Jestem ciekawa, co okaże się z związkiem Pansy i Blaise. Osobiście nie przepadam za Pansy, jest rozpieszczoną dziewczyną i za bardzo egoistyczną. Kto wie, może jeszcze do końca opowiadania zmieni swoje postępowanie. Za to bardzo lubię Dafne i Tracey. Od momentu, w którym ta druga rozumiała swoje złe postępowanie i postanowiła się zmienić, bardzo ją polubiłam. Cieszę się, że ona także znalazła swoje szczęście.
    Jestem także ciekawa, co to za cała Amelia? Kim tak napraw jest i co wykąbinuje nad jeziorem. Mam złe przeczucia, co do tego całego wypadu. Mam nadzieję, że się mylę.
    Chciałabym także zapytać Ciebie, czy planujesz drugą część opowiadania? Przeczytałam w komentarzu na grupie Dramione, że do końca zostało ok 9 rozdziałów. Czyżby cała akcja się rozwiązła w 9 rozdziałów?
    Pozdrawiam cieplutko i życzę udanego dnia!
    Lirveni-A.W

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspanialy rozdzial.
    Bardzo sie ciesze ze Draco sie obudzil. Twarda z niego bestia.
    Szkoda mi jednak troche Pansy moze zachowala sie egoisyycznie ale Blasie powinien na spokojnie z nia porozmawiac.

    Pozdrawiam i sle duzo sil na kolejne rozdzialy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny rozdział!😍 Nie mogłam się doczekać! Nie podoba mi się zachowanie Pansy, jednak mam ogromną nadzieję, że zrozumie swoje błędy i zmieni się i będzie walczyć o Blaise'a. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! Serdecznie pozdrawiam i życzę dużo weny!❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  6. Super 😊 jestem bardzo ciekawa co wydarzy się nad jeziorem 💙

    OdpowiedzUsuń
  7. To ja Wiktoria. Ta fajna z Facebooka. Czekałam, czekałam i się doczekałam. Jestem przeszczesliwa!

    OdpowiedzUsuń
  8. Rynsztunek XD Nadużyłaś tu tego słowa mocno, no ale już trudno, napisane. Fajnie, że Pansy idzie w odstawkę, mam nadzieję, że chociaż na chwilę, albo że sie zmieni jak cała reszta :P bo jej strasznie nie lubię. A rozdział super, myślałam jednak, że dłużej poleży nieprzytomny.
    ~Luthiene

    OdpowiedzUsuń
  9. Laff kochana i jedyna, nawet nie wiesz jak kocham twoje opowiadania - jedyne w swoim rodzaju. Swoją przygodę z Dramione zaczęłam niecałe trzy lata temu i chyba pierwsze opowiadanie jakie przeczytałam to właśnie twoje najcudowniejsze La Fin de La Vie ��. Pisz dziewczyno, masz do tego rękę jak nikt inny.
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału, nie wiem czemu ale mam przeczucie że Adrian = kłopoty.
    ��Em��

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej��
    Już trochę czasu minęło od ostatniego rozdziału.
    To było chyba najprzyjemniejsze zaskoczenie jakie przeżyłam w ostatnim czasie - nowy rozdział na demonach!
    Kolejny cudny kawałek historii. Cieszy mnie, że Draco jako tako się pozbierał po wypadku, jestem dumna z coraz większej otwartości Hermiony w okazywaniu uczuć, niekoniecznie podoba mi się zachowanie Pansy i niepokoi mnie postać Amelii.
    Pozostaje mi więc tylko czekać na ciąg dalszy, rozwiązanie ciekawiących mnie wątków i odpowiedzi na nurtujące mnie pytania.

    Z pozdrowieniami z najbardziej szarego świata Polski do autorki zacnego tego opowiadania przesiąkniętego magią i wielkimi tajwmnicami,

    Miśka lub inny pswudonim artystyczny

    OdpowiedzUsuń
  11. Cześć i czołem!
    Przepraszam, że komentuję dopiero teraz. Koniec roku, urwanie głowy (albo raczej innej strategicznej części ciała...) i te sprawy. Ale przeczytałem zaraz po opublikowaniu :)
    Co tu dużo mówić? Za każdym razem jestem zaskoczona tym blogiem. Kolejny raz przeczytałem Twoją poprzednią, ukończoną pracę. Bardzo mi się podobała, ale... Demony biją ją na głowę. Ta historia jest taka... Dojrzała.
    Niewiarygodnie cieszę się, że Draco wraca do zdrowia! Wszystkie wątki są świetnie poprowadzone i właściwie mogę Ci tylko pogratulować dobrej roboty.
    Pozdrawiam bardzo ciepło (uff...)
    A. C

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetny rozdział, trochę irytuje mnie to,iż Hermiona daje sobą tak pomiatać. A ponoc jest czystokrwistą ślizgonką. Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział. Czuję jednak niesmak do TEJ Hermiony.

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny rozdział tak samo jak całe opowiadanie. Nie mogę się doczekać kontynuacji ^-^

    OdpowiedzUsuń